27 listopada 2011

Top 10: Dziesięć wymarzonych prezentów książkowych

Kolejność przypadkowa :)

Czytnik e-booków
 
Bo są książki, które w innej formie zdobyć trudno. Poza tym e-booki są tańsze :) 
 
Ciekawe podpórki do książek
 
Ok, przyznam się bez bicia, że żeby coś takiego ustawić musiałabym mieć też nowy regał, bo nie za bardzo mam miejsce na książki, a co dopiero na podpórki, ale mile widziane byłyby zabawne podpórki na książki w moim domu ;)











 
 
 
 
 
Wygodne miejsce do czytania i regał w jednym
 
 
 

 
 Coś takiego marzy mi się od dawna, jak dla mnie to świetna opcja :)  
 
 
 
 








 
Choć na taki, ciekawy regał też bym się nie pogniewała ;)
 
 Ciekawe zakładki
 Jak wiadomo zakładki są dla większości moli ważne, a że my ludzie mamy upodobanie do piękna to ja bym chciała takie ładne zakładki :)
 
Gadżet do książek 
Taka mała rzecz a cieszy :)

No to teraz trochę serii. Wiadomo, że serie zazwyczaj trochę kosztują, a ja nie umiem kupować poszczególnych tomów co jakiś czas :P
Seria o Harrym Potterze
Mroczna Wieża
Akurat nie to wydanie, a Albatrosowe z 2008
Saga o Wiedźminie
Seria Biblioteka Poznaj Świat
Akurat z tej serii mam już Cejrowskiego (oprócz "Podróżnika") i Pałkiewicza ("Syberię"). Niestety Pałkiewicza mam inne wydanie :/ Musieli go wydać dopiero niedawno.

Wszystkie książki tych dwóch panów :)

23 listopada 2011

"Spadkobierczyni z Barcelony" Sergio Vila-Sanjuan

tytuł oryginału: Una heredera de Barcelona
tłumaczenie: Aleksandra Wiktorowska
wydawnictwo: MUZA
data wydania: wrzesień 2011
liczba stron: 258
ocena: 5/6

opis:

"Barcelona lat dwudziestych zeszłego stulecia jest miejscem fascynującym, gdzie ścierają się ze sobą anarchiści, ludzie prawicy i lewicy, wojsko i arystokracja, gdzie mimo terroru i strachu odbywają się przyjęcia, bale i spotkania...
Pablo Vilar, młody dziennikarz i adwokat, katolik i monarchista, wierzy w prawo. Mimo że nie pochodzi z bogatej rodziny dzięki swojej pracy jest bywalcem barcelońskich salonów i obraca się w wysokich kręgach, mając za przyjaciół ludzi z towarzystwa i z arystokracji. Jednocześnie za darmo broni w sądzie ludzi z nizin społecznych. Razem z Vilarem przenosimy się z grot zamieszkałych przez bezdomnych i chorych na wystawne przyjęcia, gdzie zbiera się elita, z zebrań anarchistów na sale sądowe. Świetność Barcelony zaczyna powoli blednąć, a w powietrzu czuć nadchodzącą burzę.
"

Spadkobierczyni z Barcelony to dość specyficzna książka. Jak przyznał Vila-Sanjuan zaczyna się jak u Doyle'a. Mianowicie Pablo Vilar, młody adwokat, dostaje zlecenie od Marii Nilo. I już od wtedy zaczynamy lawirować pomiędzy anarchistami a arystokracją. Od pierwszych stron książka niesamowicie wciąga.

Jednak co świadczy o tym, że jest taka specyficzna?
Trudno ją zakwalifikować do jednego gatunku. Sprytnie lawiruje pomiędzy wątkami kryminalnymi a politycznymi zawierając jednocześnie elementy autobiograficzne.
Trudno także wyodrębnić jednoznacznie fabułę. Nie ma nagłych zwrotów akcji. Mimo to nie nudzi.
Najbardziej bałam się, że te wątki polityczne okażą się na tyle nużące, że zniechęcą mnie do lektury. Tak się jednak nie stało, były one na tyle ciekawie przedstawione, że mogę z czystym sumieniem ją polecić.

O czym jest ta książka? Przede wszystkim o młodych ludziach, którzy zmieniają swój świat i swój kraj. O przełomowym momencie w ich życiu. O nowym ustroju, próbującym utorować sobie drogę do serca Hiszpanii. O monarchii i arystokracji, ich ostatnich chwilach w owym państwie. To jedyny taki, specyficzny moment w życiu bohaterów i historii kraju. Moment, w którym coś odchodzi w zapomnienie i rodzi się coś nowego, początek i koniec.

Ale jest to także świetny, tajemniczy, zachwycający i mroczny portret Barcelony. Barcelony, miasta pełnego sprzeczności i jednocześnie tak magnetyzującego.
Barcelona, z jednej strony uwodzicielska i owładnięta namiętnością, a z drugiej- miasto pełne przemocy, zabarwione krwią...
W większości powieści miasto, polityka czy czasy w jakich jest osadzona ich akcja są jedynie tłem. Tutaj wręcz przeciwnie, to one grają główną rolę. Prowadzimy ciche rozmowy na przyjęciu, na którym zbiera się śmietanka towarzyska, by zaraz włóczyć się z anarchistami po szemranych kabaretach.
Mimo to z powodów, których do dzisiaj nie pojmuję Barcelona jednocześnie była miastem zabawy i nigdy nieprzerwanych spektakli. (...) Ten świat, który był po części mój albo przynajmniej do którego przez długi czas chciałem należeć, utrzymywał się prawie niezmiennie w obliczu krwawiących ran i tragicznych wydarzeń. Mężczyźni, nawet ci najbardziej bojaźliwi, przyzwyczaili się do noszenia broni; kobiety, wyłączając moją przyjaciółkę Isabel, uskarżały się na czające się wszędzie niebezpieczeństwo. A życie salonowe toczyło się dalej.
Najbardziej podobało mi się w tej książce to, że wątki dotyczące polityki, tak liczne, były podane nienachalnie i ciekawie, naprawdę wielkim zaskoczeniem było dla mnie to, że książka tak mi się spodobała.
Zakończenie również jest ciekawe, nie będę go jednak zdradzać. Nie jest zaskakujące ani szokujące- ta książka nie dostarczy Wam wielkich emocji, ale ładnie dopełnia całości.
Spadkobierczynię z Barcelony polecam przede wszystkim wielbicielom tego uroczego miasta i Hiszpanii.

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Muza.

Jedno mnie tylko zastanawia- że nie ma dwóch autorów. Sergio Vila-Sanjuan z tego co można przeczytać we wstępie jedynie zaokrąglił gdzieniegdzie akcję, podjął przerwane wątki i poprawił niektóre przestarzałe wyrażenia, dlatego dziwi mnie brak nazwiska Pabla Vilara na okładce tak samo jak dziwi mnie to, że w podziękowaniach nie napisał czegoś w stylu "Przede wszystkim dziękuję swojemu dziadkowi, bo gdyby nie on ta historia nie mogłaby istnieć". Oczywiście ze strony wnuka na pewno wymagało to dużo pracy, ale jakby nie było to głównie dziadek jest autorem tej książki.



Oj nieładnie... Wyzwania, o którym niedawno wspominałam, niestety nie będzie. A przynajmniej jak na razie, a może nigdy. Ostatnio zwyczajnie... nie mam czasu :/ Dobrze, że chociaż książek nie zaniedbuję... No nic, jakby ktoś chciał je zrealizować- droga wolna, ja niestety nie dam rady. Jeśli wyzwanie nie powstanie do wakacji- obiecuję, że w wakacje je zrealizuję.

21 listopada 2011

"Rzeka tajemnic" Dennis Lehane i "Rzeka tajemnic" Clint Eastwood

tytuł oryginału: Mystic river
tłumaczenie: Łukasz Nicpan
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 2003 (data przybliżona)
data wydania oryginału: 2001
liczba stron: 498
ocena: 2/6
opis:
"Sean Devine, Jimmy Marcus i Dave Boyle przyjaźnili się w dzieciństwie. Pewnego dnia na ulicy pojawił się tajemniczy samochód. Jeden z chłopców wsiadł do niego. To, co zdarzyło się później, naznaczyło wszystkich trzech na całe życie.
Teraz, po wielu latach, morderstwo ponownie związało ich losy...
"






W zasadzie nie wiem co się stało, że ta książka mnie nie porwała. Po prostu coś nie zaskoczyło. Myślę, że to w pewnym sensie przez tempo akcji, jak dla mnie było trochę za wolne, za dużo opisów, za mało się działo. I tylko to mogę zarzucić Dennisowi Lehane, bo poza drobnymi szczególikami nie znajduję w tej książce innych większych wad.
Miałam zacząć bardziej "kreatywnie", ale jakoś mnie ta książka nie natchnęła. Porusza pewne problemy, ale albo z jakimiś niedopowiedzeniami, albo to wszystko po prostu z powodu tego naszego nie zgrania.
Przedtem wspomniałam o drobnych szczególikach. W sumie to drobnym, ale nieco irytującym było to, że autor trochę poszedł na łatwiznę i przeinaczył pewną rozmowę tak, że tylko znając jej późniejszą wersję można się było domyśleć prawdy o mordercy.
Autor dobrze wodził za nos jeśli chodzi o tożsamość zabójcy, ale ja wyczułam jednak, że to by było za proste. Facet także i mnie (jak i detektywom) pasował, ale jednak... Zaczęłam wyczuwać kto jest prawdziwym mordercą, ale nie bardzo chciało mi się wierzyć, że to mógł być on... A jednak, przeczucie mnie nie myliło. Co na szczęście nie popsuło mi zakończenia.
Mam nadzieję, że za bardzo nikogo nie zniechęciłam do przeczytania tej książki. To całkiem dobry kryminał, po prostu mnie jakoś nie porwał.


Co do filmu to obejrzałam tylko połowę, ale nie mam mu nic do zarzucenia jako ekranizacji. Oprócz tego, że z lekka trąciło nudą. Mimo, że w kilku wcześniejszych recenzjach z cyklu Książka i jej ekranizacja znałam dobrze fabułę to oglądałam je cierpliwie do końca, często wręcz z zaciekawieniem. W przypadku tego filmu niestety nie chciało mi się do niego wracać. Z tego co wiem zakończenie było nieco inne, ale nawet mnie nie ciekawi jakie.


Niestety i książka, i film okazały się dla mnie z cyklu "przeczytaj/obejrzyj, zapomnij".







Baza recenzji Syndykatu ZwB

20 listopada 2011

"Na szczyt góry" Arne Dahl

tytuł oryginału: Upp till toppen av berget
tłumaczenie: Dominika Górecka
seria/cykl wydawniczy: Drużyna A
wydawnictwo: Muza
data wydania: wrzesień 2011
data wydania oryginału: 2000
liczba stron: 376
ocena: 4/6

opis:
"Per Karlsson nie widział brutalnego mordu na młodym mężczyźnie, który siedział przy stoliku obok. Tłumaczył, że zaczytał się w "Metamorfozach" Owidiusza. Dla pary funkcjonariuszy policji z Drużyny A, ten pozornie błahy incydent stanowi punkt wyjścia do pasjonującego śledztwa. Prowadzi ono w wielu kierunkach. Do więzienia w Kumla, gdzie w jednej z cel dochodzi do eksplozji. Na tereny przemysłowe Sickla, gdzie niedługo po zajściu w barze, ma miejsce krwawa konfrontacja grup przestępczych. W zakamarki internetu, w których zachowały się ślady odrażających przestępstw.
Do Danderyd, gdzie po swoim rajskim ogrodzie przechadza się narkotykowy boss. W szeregi policji, gdzie jeden z przełożonych zaczyna się dziwnie zachowywać. W przyszłość, w której majaczy zagrożenie atakiem terrorystycznym. W przeszłość skrywającą piekielne czeluści.
"

Na szczyt góry to już trzecia książka z cyklu o Drużynie A. Ja niestety nie czytałam dwóch poprzednich, ale nie przeszkadzało mi to za bardzo w jej odbiorze. Jednak nie ukrywam, że chętnie przeczytałabym dwie pierwsze, bo zwyczajnie mnie zaciekawiły.

Od pierwszych stron ruszamy pełną parą, bo towarzyszymy policjantom w już rozpoczętym dochodzeniu. Zabójstwo w Młynie wydaje się całkiem "zwyczajne", śledczy mogliby powiedzieć "dzień jak co dzień". Jednak jeden fakt ich niepokoi- dziwne towarzystwo goszczące tego wieczoru w barze. Nie dane nam się dłużej nad tym zastanawiać, bo oto mamy kolejne zabójstwo, kolejnych policjantów, kolejne dochodzenia. Wydarzenia te nie mają ze sobą powiązania- bo co może łączyć pedofilów i gangsterów? Mimo to poznajemy kolejnych śledczych i kolejne sprawy.
Dla tych którzy czytali poprzednie książki z cyklu z pewnością nie lada gratką będzie obserwowanie jak to porozrzucani zostali członkowie Drużyny A i jakie to dziwne trafiły im się zadania do wykonania. 
Bałam się, że będzie to raczej thriller polityczny czy za bardzo zahaczający o teorie spiskowe. Na szczęście moje przypuszczenia nie okazały się prawdziwe. Jest to pełnokrwisty kryminał, niezwykle wciąga, czyta się tak szybko, że nie sposób zauważyć upływu czasu. Cała intryga jest tak poplątana, że trudno rozszyfrować o co w tym wszystkim chodzi. Napięcie serwowane jest z umiarem aż do końca książki, dlatego nie sposób się nudzić.
Jednak akcja to nie jedyny pozytywny aspekt tej książki. Gdzieś tam w tle są również wątki obyczajowe dotyczące bohaterów. Moim zdaniem zostały one dobrze nakreślone. Szczególnie podobały mi się metamorfozy pewnej pary bohaterów. Jednak już bohaterowie byli średnio przedstawieni, zapewne jest to wina tego, że nie czytałam poprzednich części, gdybym czytała to teraz obserwowałabym poszczególnych członków Drużyny A z zaciekawieniem. Jednak nie to mnie tak uwierało, tylko to, że co i rusz zapominałam nazwisk przestępców i wciąż mi się mylili.

Jeśli ktoś nie jest przekonany do szwedzkich kryminałów za to uwielbia amerykańskie- polecam. Niestety jeśli ktoś kocha szwedzkie klimaty- może się rozczarować. Jak dla mnie nie było "tego czegoś" co charakteryzuje szwedzkie kryminały. Jednak zdecydowanie nie odradzam. Wielbicielom kryminałów polecam, nie powinni się zawieść, przede wszystkim za powieścią przemawia akcja, która nie odpuszcza aż do końca.

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Muza. 
Z takich "ciekawostek": ubawiło mnie to, że w '99 telefon komórkowy z wbudowanym komputerem i dostępem do internetu był prototypem i super technologią ;)

Baza recenzji Syndykatu ZwB 

13 listopada 2011

Nowe wyzwanie czytelnicze

Mamy w naszym blogowym świecie kilka wyzwań czytelniczych. Dziś wpadłam na pomysł stworzenia kolejnego, jednak zanim zabiorę się za kształtowanie pomysłu muszę wiedzieć czy ktoś by się na nie pisał ;) Chodzi mianowicie o wojnę w filmach i książkach. Czyli filmy i książki o wojnie, ale nie tylko. Do wyzwania można podłączyć także te pozycje, które jedynie się o wojnę ocierają- pierwotnie może być to romans, ale z wojną w tle (pokusiłabym się o przykład Jeźdźca miedzianego jednak wojny tam bardzo dużo i trudno powiedzieć, żeby była tylko tłem).
Może jeszcze podłączyć pod to gry?
Jest ktoś chętny? :)