tytuł oryginału: Thinner
wydawnictwo: Zysk i S-ka
data wydania: 1997
wydanie pierwsze: 1984liczba stron: 299
ocena: 2
Opis:
"Billy Halleck to dobry mąż, wspaniały ojciec i człowiek sukcesu. Zarabia coraz więcej jako adwokat, ma wygodny dom, kochającą rodzinę, ale ma także pięćdziesiąt funtów nadwagi i lekarz nieustannie przestrzega go przed zawałem. Pewnego dnia samochód Billy'ego potrąca starą Cygankę, której ojciec, niezadowolony z wyroku sądu, sam postanawia wymierzyć karę..."
Niestety recenzję tej książki muszę zacząć tak jak poprzedniej: nie zaskoczyło. Z uwagi na moje uwielbienie jakim darzę twórczość Kinga ubolewam nad tym. Jednocześnie pocieszam się, bo King to przecież dość płodny pisarz i w jego bibliografii muszą znaleźć się gorsze książki, na które wcześniej czy później natrafię.
Chudszy zaczął się całkiem nieźle, czytało się przyjemnie, jednak nie było jakiejś wyraźniejszej iskierki zainteresowania, owszem coś tam się tliło, ale to nie to. Gdzieś w połowie straciłam całkowicie zainteresowanie książką i fabułą choć rzekomo właśnie w tym miejscu się rozkręca.
Muszę przyznać, że jest to dość monotonna książka, fabuła nie jest jakoś ciekawie skonstruowana. Konceptów, od których dreszcz może przejść po plecach naliczyłam się... dwóch... A mianowicie w przypadku samej klątwy i "oddychającego" placka... Dziwna rzecz, ale cóż... ;P
Nie mogłam wczuć się w sytuację Billy'ego ani w poczuć jakiejkolwiek empatii, jego zawód mi do niego nie pasował, co więcej cały czas zapominałam jego nazwiska, a jak doszedł jeszcze jego lekarz i policjant- cała trójca ma nazwiska na H- to już całkiem się pogubiłam. Nie podobała mi się postać Ginellego, nie zachowywał się jak gangster, nie wiem czy to był zamiar Kinga czy po prostu ma taką małą wiedzę o mafii, ale nie tak widzę ważną postać z mafii Nowego Jorku. Wiem, że to trochę głupie, że myślę stereotypowo co do zawodu obu tych postaci, ale cóż nic na to nie poradzę.
Zakończenie, które wielu powaliło mnie nie usatysfakcjonowało. Podsumowując: cóż początkowo czułam ten specyficzny klimat książek Kinga, ale miałam nadzieję, że autor rozwinie skrzydła, miałam ochotę na więcej. Niestety w ogólnym rozrachunku Chudszy wypada blado. A szkoda, bo pomysł jest bardzo dobry.
Cytaty:
"Ci, co się nie boją, umierają młodo."
"Jak mawiał Albert Einstein: "A co mi tam, do cholery"."
Jako ekranizacja myślę, że to dobry film, ponieważ nie odstaje rażąco od książki. Niestety tak jak w przypadku Chudszego Kinga, tak oglądając film szybko straciłam zainteresowanie. Być może miało na to częściowo wpływ, to, że wcześniej czytałam książkę. Do gry aktorów w zasadzie nic nie mam, ale irytował mnie odtwórca roli Billy'ego. Wprawdzie świetnie pokazali jego spadek wagi, ale wyglądał jak osoba obłąkana i to jeszcze przed ostatnimi scenami... Dosłownie miał obłęd w oczach, choć może tak właśnie miało być i zamiast narzekać powinnam go chwalić :P
Jako osobny film Przeklęty mnie ani trochę nie zainteresował, jest dość słaby i nie polecam. Choć, co dziwne, jeśli miałabym doradzić czy wybrać film czy książkę poleciłabym film.
Baza recenzji Syndykatu ZwB

