Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Steinbeck. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Steinbeck. Pokaż wszystkie posty

19 czerwca 2016

"Ulica Nadbrzeżna", "Cudowny czwartek" John Steinbeck i "Ulica Nadbrzeżna" David S. Ward


tytuł oryginału: Cannery Row, Sweet Thursday
tłumaczenie: Krzysztof Obłucki, Adam Kaska
data wydania: 2012

data wydania oryginału (Ulica Nadbrzeżna): 1945
data wydania oryginału (Cudowny czwartek): 1954

liczba stron: 584
opis:
"Ulica Nadbrzeżna położona w ubogiej dzielnicy portowego miasta Monterey jest domem „dziwek, alfonsów, szulerów”, ale wystarczy spojrzeć z innej perspektywy, by uznać, że to „święte, aniołowie, męczennicy i błogosławieni”. Wśród nich żyją Henry, malarz zbierający kawałki drewna, by zbudować łódź, Lee Chong – właściciel niewielkiego sklepu, w którym jest wszystko, i Doktor z laboratorium biologicznego, doglądający chorych i leczący nieszczęśliwe dusze.
To zaledwie kilka budynków, ale ludzie i historie, które skrywa ulica, emanują miłością, ciepłem, zrozumieniem i przywracają wiarę w proste wartości.
„Cudowny Czwartek” opisuje losy tych samych i nowych mieszkańców dzielnicy tuż po drugiej wojnie światowej."





        John Steinbeck to jeden z najsłynniejszych amerykańskich pisarzy, laureat literackiej Nagrody Nobla "za „realistyczny i poetycki dar, połączony z subtelnym humorem i ostrym widzeniem spraw społecznych”"1 i Pulitzera. Od pierwszego spotkania zachwycił mnie swoją najsłynniejszą powieścią Na wschód od Edenu. Moje późniejsze spotkania z jego twórczością nie były już tak udane. Książki chociaż dobre (no może poza jedną) nie były już takim strzałem w dziesiątkę.
2
        Ulica Nadbrzeżna oraz Cudowny czwartek są zaliczane do tzw. trylogii o Monterey, pierwsza to Tortilla Flat (opisywana przeze mnie dwa razy). Tematyka jest zbliżona, książki są bardzo do siebie podobne. Steinbeck znów opisuje życie "ludzi marginesu", znowu czytamy o wesołej gromadce pijaków, ale nie tylko. Śledzimy także losy między innymi mieszkańców (a raczej mieszkanek) burdelu oraz pewnego Doktora, który tak naprawdę doktorem nie jest.

        Te dwie powieści Steinbecka są lekkie i szybko się je czyta. Znalazłam w nich mniej aluzji niż w Tortilla Flat,
a więcej komedii. Są to opowiastki, które jednocześnie bawią i zawierają w sobie trochę prawdy o życiu i ludziach, czasem gorzkiej.
Ja sama czytałam je w kolejności powstania (Tortilla Flat->Ulica Nabrzeżna->Cudowny czwartek), ale można pominąć Tortilla Flat. Natomiast nie zalecam czytania najpierw Cudownego czwartku, ponieważ to kontynuacja Ulicy.
Nie mogła już tego dłużej wytrzymać. Jak zrobiłem coś dobrego, zawsze się jakoś popsuło. Jak dałem jej prezent, zawsze było z tym coś nie w porządku. Miała tylko przykrości przeze mnie. Nie mogła tego dłużej wytrzymać. To samo było wszędzie, póki nie zostałem błaznem. Nie potrafię nic innego robić, tylko być błaznem. Żeby ludzie się śmieli.
        Steinbeck pisze o ludziach, którym niewiele do szczęścia potrzeba. Którzy są tacy jak my. Są dość ubodzy, często nieudolni, mają wiele wad, przez innych są określani jako margines społeczeństwa, biedota. Ale czy oni się tym przejmują? Są szczęśliwi z tym co mają. Żyją blisko natury.
2
Fakt, to jest sielanka. Dość nierealna. Ale... Czasem człowiek potrzebuje takiej książki.

        Ulicę Nadbrzeżną czytało mi się średnio. Początkowo mi się podobało, ale wkrótce mnie znużyła (lekka książka, a jednak znużyła...). Natomiast Cudowny czwartek zdecydowanie bardziej mi się spodobał, bardzo polubiłam postać Doktora, a że ta część traktuje głównie o nim, całość przeczytałam z zaciekawieniem. Ta książka jest chyba największym czytadłem z całej trylogii o Monterey i jest najzabawniejsza z nich wszystkich. W zasadzie cała fabuła opiera się na perypetiach miłosnych i swataniu. Doktor choć jest najbardziej "zamożnym" i poważanym człowiekiem, choć z pozoru ma wszystko i prowadzi wygodne życie, odczuwa jakąś pustkę, czegoś mu brak. Ten problem może dotyczyć wielu z nas, dlatego nietrudno się z nim utożsamić.

        Piszę o tych utworach dość lekceważąco, mimo że, jak to u Steinbecka, pewne przesłanie oczywiście jest
w nich zawarte. Dodatkowo klimat jaki wyczarował zasługuje na wzmiankę. Momentami czułam jakbym sama mieszkała w nadmorskiej miejscowości, jakbym sama przechadzała się po plaży. To ja słyszałam gwar ulicy Nadbrzeżnej i czułam zapach sosnowego lasu.
2

        Czy polecam? W zasadzie tak, nawet jeżeli któraś z tych książek (bo nie musicie przecież czytać od razu tego wydania) nie do końca się spodoba to czyta się je na tyle lekko, że nie sposób żałować zmarnowanego czasu. Nie jest to najambitniejsza lektura, nie oczekujcie zachwytów, możecie co najwyżej oczekiwać lekkiej książki na dobrym poziomie. To bardzo dobry wybór jeśli chodzi o lektury na wakacje.


Pisałam o tym przy okazji innego zbioru książek, ale się powtórzę- BŁĘDY! To jest książka z największą  ilością błędów jaką kiedykolwiek czytałam. Wydanie piękne, ale coś tu nie gra...


1. źródło cytatu: https://pl.wikipedia.org/wiki/John_Steinbeck
2. kryptoreklama Instagrama ^^


Czas trwania: 2 godz.
Premiera świat: 12 lutego 1982



        Zaczynam od rzeczy oczywiście najważniejszej :) Ten film to dość wierna ekranizacja książek. Czerpie głównie z fabuły Cudownego czwartku. Oczywiście wiele wątków pomija i skupia się głównie na owym miłosnym. Bardzo spodobał mi się wątek dodany, czyli ten z jasnowidzem, urozmaicił fabułę w subtelny sposób, fani Steinbecka powinni jedynie być zadowoleni, że filmowcy ich czymś zaskoczyli!

        Film ma specyficzny klimat, wszystko jest utrzymane w dość zabawnym tonie. Nie wiem czy spodobał by mi się gdybym nie czytała książek, zapewne mniej.

        Niemniej historia jest dość dobrze przedstawiona, film raczej bawi i odpręża niż zmusza do refleksji. Wątek Suzy jest przedstawiony bardziej dosadnie, możliwe, że z powodu innych czasów w jakich był nakręcony.


        Bardzo spodobała mi się gra Debry Winger, nie dość, że była prześliczna to jeszcze zagrała Suzy właśnie tak jak trzeba- z pazurem. Oddała jej charakterek znakomicie. Jakoś nieszczególnie zapadła mi w pamięci kreacja Nicka Nolte'a, raczej został przyćmiony przez Winger.

        Niekoniecznie poleciłabym Ulicę Nadbrzeżną komuś kto nie czytał książek. Chociaż... może warto spróbować :)

25 sierpnia 2013

"Pastwiska niebieskie; Złota Czara; Nieznanemu bogu" John Steinbeck


Pastwiska niebieskie. Złota czara. Nieznanemu bogu - John Steinbecktytuł oryginału: The Pastures of Heaven; Cup of Gold; To a God Unknown
tłumaczenie: Andrzej Nowicki, Irena Chodorowska, Franciszek Skomski
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 11 lipca 2013
data wydania oryginału: 1932; 1927; 1933
liczba stron: 800











Na początek poświęcę kilka słów wydaniu. Cała seria bardzo mi się podoba, okładki są ładne, ogólnie cieszy oko. Jednak nie bardzo rozumiem dlaczego w jednej książce zostały wydane aż trzy, myślę, że dwie pierwsze by wystarczyły. Grzbiet na szczęście mi się nie zniszczył, ale książka jest trochę nieporęczna kiedy się czyta z jednego prostego powodu- jest ciężka.

Dodam jeszcze, że dużym minusem wydania są liczne błędy, gdzieniegdzie brakuje nawet kropek. Błąd znajduje się nawet na stronie redakcyjnej… Nie czytałam jeszcze książki tak niestarannie wydanej (choć od strony graficznej bardzo ładnie, papier przyjemny, czcionka też). Najwięcej błędów jest w pierwszej książce, w ostatniej już najmniej- tyle ile czasem zdarza się w książkach.


Pastwiska niebieskie

Z Tortilla Flat, po tym jak ją po raz pierwszy raz przeczytałam, miałam ten sam problem co teraz- nie wiedziałam co o niej sądzić. Trudno było sklecić ją w całość, znaleźć w niej głębszy sens. Tu autor podjął się jeszcze trudniejszego zadania, a może to czytelnik się go podejmuje…

W każdym razie, w książce jest 12 rozdziałów każdy ma średnio 20 stron, opowiadają one o życiu wybranych mieszkańców Pastwisk Niebieskich. Na początku jest historia o tym jak to miejsce zostało odkryte przez ludzi, a na końcu jest swego rodzaju przepowiednia przyszłości Pastwisk.
Fabuła rozdziałów jest dość schematyczna, w zasadzie można wyodrębnić pewien wzór. Najpierw ktoś przybywa do tej urodzajnej doliny, jest zauroczony jej pięknem, a potem wszystko się wali, zmienia, szczęście znika. Jednak nie wiadomo jak się potoczyły dalsze losy tych bohaterów. Czasem to nieszczęście, które spotkało ich tuż przed opuszczeniem Pastwisk mogło odmienić ich życie w pozytywny sposób.

Co mi się nie podobało w Pastwiskach Niebieskich to właśnie te pourywane wątki. I sam fakt, że opowiadania są takie krótkie. Choć Steinbeck i tak sobie radzi lepiej niż wielu innych pisarzy, i nawet w tak krótkich objętościowo historiach potrafi zawrzeć dokładną charakterystykę bohaterów.
Klimat jaki Steinbeck potrafi roztoczyć i jego styl, który lubię nie potrafią jednak obronić tych pourywanych historii. Rozdziały kończą się a wraz z nimi zaczyna się nasza konsternacja i niespokojne pytania: To już? Koniec historii?

Nigdy nie miałem czasu pomyśleć. Zawsze były jakieś kłopoty i nad niczym nie mogłem się zastanowić. Gdybym zszedł w dół i został tam chociaż na krótko, miałbym czas na rozmyślania o wszystkim, co mnie spotkało w życiu. I może udałoby mi się znaleźć w tym jakiś sens. Może mógłbym zobaczyć to jako jedną całość, a nie jako niepowiązane ze sobą, niedokończone wątki.

Być może wyjdę teraz na ignorantkę, ale mnie tych historii nie udało się poskładać w całość ani znaleźć jakiegoś sensu. Owszem pewne przemyślenia, które zachowam dla siebie, miałam podczas lektury. Urzekł mnie klimat Pastwisk Niebieskich, całkiem przyjemnie spędziłam czas, ale jednak czuję niedosyt.

Ocena: 3/6


Złota Czara

Sens pierwszej przeczytanej książki Steinbecka (a było to Na wschód od Edenu) pojęłam od razu, z Tortilla Flat było troszkę gorzej, dopiero po drugim przeczytaniu wyklarowały mi się wrażenia jej dotyczące, Pastwiska niebieskie zdawały się go nie mieć za wiele, ot były miłą historyjką, która jednak skłaniała do pewnych przemyśleń. Ze Złotą Czarą jest trochę jak z Tortilla Flat, jednak ta powieść jest ciekawsza, nie przedstawia losów pijaczków z pewnej dzielnicy, a dzieje chłopca, który stał się sławnym i groźnym piratem.

W zasadzie książka jest o stawaniu się dorosłym i traceniu dziecka, które się miało w sobie, jest temu nawet poświęcona pewna rozmowa, którą dość dobrze zapamiętałam.
I choć zawsze doszukuję się u Steinbecka głębszych znaczeń to opowieść o piracie zdaje się być raczej historią czytaną bardziej dla rozrywki niż przemyśleń.

Choć Steinbeck to jednak Steinbeck, nie pisze on płaskich opowieści pozbawionych sensu. Henryk spełnia swoje marzenia, ale wciąż szuka czegoś nowego, jak to młody człowiek jest niezaspokojony. Wreszcie sięga po coś co wydaje się być doskonałe, jednak gorzko się rozczarowuje. To takie odbicie każdego życia na tym świecie, w końcu przychodzi moment, gdy człowiek gorzko się nim rozczarowuje. Światem i ludźmi, jego marzenia przestają mieć znaczenie, nie pragnie już tyle od życia, nie sięga po to co chce, a co innym wydaje się niemożliwe. Traci dziecko, które miał w sobie.

Ciekawe jest spojrzenie na Henryka z różnych stron. Niektórzy go kochają, podziwiają, inni nazywają głupcem, jego postać jest rozbudowana. On sam kłamie o swoich czynach, wraz z upływem czasu jego opowieści są coraz bardziej rozbudowane, chociażby historia jego miłości- im dalej tym bardziej jest romantyczna, ale w pewnym momencie też niewiarygodna. Nie jest to kolejna wyidealizowana postać literacka. Choć nieprawdopodobne są jego losy- do pewnego momentu udaje mu się absolutnie wszystko.

Złota Czara to ciekawa powieść, dość specyficzna jak na Steinbecka, który większość powieści umiejscawia w Ameryce. Poleciłabym chyba głównie fanom Steinbecka.

ocena: 4/6


Nieznanemu bogu

Nieznanemu bogu opowiada o farmerze, który przeniósł się w poszukiwaniu urodzajnej ziemi. Znalazł piękną dolinę, w której było dość miejsca, więc po pewnym czasie sprowadził swoich trzech braci wraz z rodzinami. Joseph, zanim zbudował swój dom, słyszał o tym, że dolinę jakiś czas temu nawiedziła susza, był jednak przekonany, że te czasy odeszły bezpowrotnie i że susza więcej nie zawita. Jak mogłaby zawitać do tak pięknej i urodzajnej doliny? Pory roku się zmieniały, bracia mieli w posiadaniu kilkaset akrów ziemi i wielkie stado bydła, nawiedzały ich mniejsze lub większe nieszczęścia, ale też radosne chwile. Joseph w rosnącym obok jego domu drzewie widział uosobienie swego ojca, który zmarł niedługo po jego wyjeździe, i składał mu "ofiary", rozmawiał z nim, traktował jak bożka i uważał, że dzięki niemu dolina jest żyzna i kiedy przychodzi pora pada deszcz.

Ta książka opowiada o czasach dawno zapomnianych, kiedy ludzie żyli w zgodzie z naturą, to ją uważali za najważniejszą część ich życia. I choć chrześcijaństwo już zaczęło się na tym kontynencie rozszerzać (jak zazwyczaj w większości nieproszone i niechciane), to jednak wielu ludzi pozostawało przy swoich starych obrządkach. Na początku powieści jedna z postaci opowiada o tym jak ludzie świętowali po suszy, kiedy spadł pierwszy od dawna deszcz, aż w końcu rozgonił ich ksiądz. Joseph nie uznaje żadnych religii oprócz swej własnej i całe jego życie toczy się wokół farmy i drzewa.

Podobało mi się przedstawienie braci Wayne. Każdy z nich miał odmienny charakter. Najbardziej tajemniczy był Joseph, Benjy był zapamiętałym pijakiem i, jakby mimo woli, kochankiem, Burton był bardzo religijny, natomiast Thomas najbardziej zżyty z naturą, bardziej rozumiał zwierzęta niż ludzi.

Nieznanemu bogu ma klimat typowy dla powieści Steinbecka, akcja toczy się jakby powoli, jednak nie zanudza czytelnika.
W tej akurat książce nie widzę ukrytych treści i odczytuję ją taką jaka jest, nie doszukując się w niej niczego więcej.

ocena: 4/6


Dobrze, że Złota Czara jest pomiędzy, bo to coś innego, jeśli chodzi o Steinbecka i jest dobrym "przerywnikiem". Całość czyta się dobrze, zdecydowanie polecam wszystkim fanom Steinbecka oraz osobom lubiącym takie specyficzne klimaty (głównie Ameryki XX wieku).


Za książkę serdecznie dziękuję serwisowi A-G-W oraz wydawnictwu Prószyński i S-ka.



Cytaty:
Kiedy urodziła się Alicja, do domu Rekina zbiegło się całe stado kobiet, już składających usta go głośnego okrzyku: "Jakie piękne dziecko!". Ale gdy ujrzały, że dziecko jest naprawdę piękne, nie wiedziały, co powiedzieć. Te kobiece krzyki zachwytu mają na celu przekonanie młodych matek, że ohydne płazy, które tulą w swych ramionach, są, mimo wszystko, istotami ludzkimi i nie wyrosną na potwory; w tym jednym wypadku te okrzyki stracił swą rację. Na domiar złego Katarzyna spoglądała na swoje dziecko bez tego sztucznego zachwytu, jakim większość młodych matek łagodzi rozczarowanie. Gdy zobaczyła, że dziecko jest piękne, przelękła się i zaniepokoiła. Bała się, że za piękność Alicji trzeba będzie w przyszłości zapłacić.

Człowiek, poza zwykłą potrzebą, żeby żyć i rozmnażać się, pragnie też pozostawić po sobie jakiś ślad, jakiś dowód, że w ogóle istniał. Zostawia te ślady wyryte w drzewie lub w kamieniu, odciśnięte na życiu innych. (...) Życie jest takie nierealne. Wydaje mi się, że my sami poważnie wątpimy, czy istniejemy naprawdę. I wciąż staramy się tego dowieść.


Lubię noc. Ma w sobie więcej mocy niż dzień.

27 marca 2013

"Tortilla Flat" John Steinbeck

tytuł oryginału: Tortilla Flat
tłumaczenie:
Jan Zakrzewski
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: marzec 2013
liczba stron: 248













Steinbeck to klasyka, wiadomo. Kiedy zastanawiam się, dlaczego właściwie należy go zaliczać do autorów, z którymi po prostu trzeba się zapoznać, dochodzę do wniosku, że w jego twórczości każdy znajdzie coś dla siebie. Jeśli ktoś nie szuka głębszych wartości to znajdzie ciekawą fabułę. Jeśli lubi czytać między wierszami, odnajdywać ukryte znaczenia- Steinbeck to świetny wybór.
Na dzielnicę Tortilla Flat wracam po raz drugi. Od jakiegoś czasu siedziała mi w głowie, aż tu nagle pojawiła się możliwość zrecenzowania jej, więc chętnie skorzystałam.
Za pierwszym razem skupiłam się głównie na fabule, nie zastanawiałam się nad głębszym sensem, więc opowieść wydała mi się ot przyjemną historyjką o "żulach". Tym razem się "przygotowałam", przeczytałam kilka ciekawych interpretacji w Internecie i po lekturze Tortilla Flat wyrobiłam sobie własną.

Kiedy spojrzymy na Tortilla Flat powierzchownie to powiemy, że opowiada ona o ludziach z biednej dzielnicy portowego miasta. Jesteśmy świadkami ich przygód, codziennego kombinowania jakby tu zdobyć wino i coś do jedzenia. Osią wydarzeń jest jeden z bohaterów, Danny, i dom który odziedziczył. Dla Danny'ego dom to wielka odpowiedzialność, do tego co jakiś czas wprowadza się ktoś nowy. Bohater na to pozwala, bo nie chce okazać się chciwym, chce pokazać, że nie opuści przyjaciół nawet wtedy, gdy jest już poważany. I tak im gromadka mieszkańców domu Danny'ego coraz bardziej się powiększa tym robi się weselej.

Joe, który nie przejmował się zbytnio moralnością, nie miał wstrętu do piekła i upadku. Nawet to lubił.
Autor ciekawie kreśli fragment mozaiki biednej dzielnicy portowego miasta, lecz nie tylko to w tej powieści się liczy. Przedstawione zachowania można spokojnie odnieść do każdego z nas, nieważne czy jesteśmy biedni, czy bogaci. I to jest właśnie to drugie dno- jest tu dużo aluzji, nie są subtelne, wręcz przejaskrawione, ale tacy właśnie bywają ludzie. 

-Co więc zrobimy?- spytał Jezus Maria, chociaż i on, i pozostali wiedzieli doskonale, co zrobić, Czekali jednak uprzejmie, aż ktośœ pierwszy zaproponuje w tej sytuacji jedyne rozwiązanie. Zaległa cisza. Pilon i Pablo uważali, że propozycja nie powinna wyjœść od nich, gdyż stosując zasady logiki formalnej można by im zarzucić działanie z pobudek osobistych. Jezus Maria nie odzywał się przez delikatnośœć wobec swoich gospodarzy, kiedy jednak przydługa cisza uœświadomiła mu, czego się od niego oczekuje, szybko się zrehabilitował:

-Galon wina stanowi niezły prezent dla kobiety- zauważył obojętnie.

Pilon i Pablo byli zdumieni jego bystrośœcią.
W książce wielokrotnie jesteśmy świadkami przesłodzonych dialogów które mają nas zapewnić o jak najlepszych intencjach rozmówców. Nie tylko "ludzie marginesu" (tzw. żule :P), ale też wszyscy inni używają takiej obłudy, w prawdziwym życiu, zapewniają, że chcą się dzielić, a tak naprawdę chcą tylko brać. Egoizm i chciwość zmieniają się w dobroć i altruizm, na dodatek postacie (i nie tylko) kłamią tak dobrze, że potrafią okłamać także siebie.

Uwielbiam Steinbecka za wielowarstwowość i wielowymiarowość! I to jest odpowiedź na pytanie ze wstępu- taka właśnie powinna być klasyka.
Nie jest to jednak jakaś ogromnie wartościowa książka, zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszystkim się spodoba. W każdym razie fani Steinbecka powinni być zadowoleni. Mnie się spodobała choć nie od razu zachwyciła.


ocena: 4/6

Za książkę serdecznie dziękuję A-G-W oraz wydawnictwu Prószyński i S-ka.

04 listopada 2012

Krótko i na temat (2)

Ale wstyd... Taki zastój był u mnie na blogu, a ja nie wykorzystałam żadnego posta z wersji roboczych... Ten miał chyba być opublikowany, ale wtedy z tego co pamiętam opublikowałam kilka postów w krótkim czasie a potem o nim zapomniałam. Ale nic dziwnego, że nawet nie wpadłam na wykorzystanie wersji roboczych skoro ostatnio zdarza mi się zniknąć z blogosfery nawet na tydzień. I żeby chociaż aż tak zaabsorbowało mnie życie...
Ale koniec babskiej paplaniny, przejdźmy do moich krótkich opinii.

Ja, diablica Katarzyna Berenika Miszczuk  

wydawnictwo: W.A.B.
data wydania: październik 2010
liczba stron: 416
 opis:"Gdy dwudziestoletnia Wiktoria zostaje zamordowana, zaczyna nowe życie. Dosłownie. Trafia do piekielnego Los Diablos, gdzie dostaje intratną posadę diablicy. Jej zadaniem jest targowanie się o dusze zmarłych, czyli potencjalnych nowych obywateli Piekła. Jednak Wiktoria nie potrafi pogodzić się ze swoją przedwczesną śmiercią, dlatego ciągle wraca na ziemię. Postanawia też zawalczyć o miłość swojego życia i... wybrać między przystojnym diabłem Belethem a śmiertelnikiem Piotrem. Ja, diablica to wybuchowa mieszanka dwóch rzeczywistości - ziemskiej i piekielnej; to również korowód barwnych postaci, takich jak neurotyczna Śmierć, narcystyczna Kleopatra (tak, TA Kleopatra) czy diaboliczny Azazel, którego plan przewiduje zdobycie władzy nad całym światem piekielno-niebiańskim. Pisarka umiejętnie korzysta z dobrze znanych, popkulturowych tematów, odświeża je i bawi się nimi. Łącząc najlepsze cechy romansu, kryminału i powieści fantasy, stworzyła pełną humoru i - mimo kontrowersyjnego tematu śmierci - delikatnie zmysłową książkę."
 Pomysł na książkę po prostu świetny. Bardzo ciekawa i nowatorska wizja piekła i nieba. To mogła być świetna książka. Mogła. Nie podobał mi się język jakim została napisana. Poza tym autorka jakby nie poradziła sobie z zasadami wykreowanego świata, np. kilka razy diabły mogły skorzystać ze swoich mocy, ale nie wiadomo dlaczego tego nie zrobili czy robili coś czego w zasadzie nie mogli robić. Ich walki nie były ciekawe, ot takie naparzanki mieczami, można się było spodziewać czegoś więcej, zwłaszcza, że mieli także ciekawe moce, które rzadko wykorzystywali.
Nie będę się rozwodzić nad tym co poza tym mi się nie podobało, bo mogłabym wejść na grunt subiektywny, poza tym tak już mam, że o książkach słabych raczej nie piszę. Po prostu najbardziej raził mnie język i jakaś taka naiwność (bohaterki, fabuły). Książka niezbyt nadaje się nawet jako czytadło.
 ocena: 2/6
 
Shogun James Clavell 
tytuł oryginału: Shōgun
czas trwania: 55h 45m 08s 
czyta: Ryszard Nadrowski

(wersja papierowa:
tłumaczenie: Małgorzata Grabowska, Andrzej Grabowski
tytuł oryginału: Shōgun
wydawnictwo: Vis-à-vis/Etiuda
data wydania: 2008 (data przybliżona)
liczba stron: 1136)

opis:
"Przełom wieku XVI i XVII w Japonii jet także przełomowy dla jej historii. To czas zwieńczenia zjednoczenia Japonii, rozpoczęty przez Odę Nobunagę a kontynuowany przez Toyotomi Hideyoshiego. Angielski pilot John Blackthorne wraz z holenderską ekspedycją handlową przybywa w 1600 r. do wybrzeży Japonii. Tam początkowo zostaje pojmany, by następnie stać się samurajem i zaufanym doradcą miejscowego daimyo Toranagi. Na przeszło tysiącu stron Clavell kreśli, od wiosny do jesieni, historię tego przełomowego dla dziejów Japonii roku. Na tle autentycznych zdarzeń przedstawia losy pojedynczych postaci od Anglika pałającego zakazaną miłością do Mariko-san, poprzez kolejnych samurajów z Toranagą na czele, na Europejczykach w równej mierze wplątanych w skomplikowane intrygi skończywszy. Jak należy od tego akurat autora oczekiwać, realia historyczne są tu przedstawione bardzo wiernie."

Słuchałam tego audiobooka ponad rok... Nie dlatego, że książka była nudna, ale sami pomyślcie to prawie 56 godzin, a ja słuchałam tego w drodze z lub do szkoły (czyli jakieś pół godziny) i to nie codziennie, a w tym roku nawet chyba wcale. Choć były i okresy, że porzucałam czytanie książek na rzecz słuchania Shoguna.
Niestety nie zachwyciła mnie ta książka, ale jestem niemal pewna, że byłoby tak gdybym ją czytała. Zapewne wtedy bym się w nią bardziej wciągnęła, na pewno szybciej bym ją skończyła. A tak uważam ją po prostu za bardzo dobrą.
Nie wiem na ile ostatnie zdanie opisu jest prawdziwe, ale dużo się z tej książki dowiedziałam o dawnej Japonii i samurajach. I w sumie jest to największy plus tej książki, bowiem Clavell roztacza przed nami szeroką panoramę japońskiego społeczeństwa, a wszystko opisuje ciekawie i przystępnie, wdzięcznie wplatając w fabułę.
Co do samej fabuły skupia się ona na Blackthornie i Toranadze. Jest ciekawa, a tempo akcji dość dynamiczne. Jedynie zakończenie mi się nie podobało, zupełnie jakby autor wpadł w trans, pewnego dnia się z niego wybudził i nie wiedział co począć ze swymi bohaterami.
Książkę polecam przede wszystkim miłośnikom Japonii, historii i samurajów :)
ocena: 4,5/6 

Tortilla Flat John Steinbeck
tytuł oryginału: Tortilla Flat
tłumaczenie: Jan Zakrzewski
seria/cykl wydawniczy: Kolekcja Gazety Wyborczej - XX wiek tom 8
wydawnictwo: Mediasat Poland
data wydania: 2004 (data przybliżona)
data wydania oryginału: 1935
liczba stron: 157
opis:
""Tortilla Flat" to opowieść o Dannym, o domu Danny'ego, o przyjaciołach Danny'ego i o tym, jak Danny, jego dom i jego przyjaciele stali się nierozerwalną całością.

Danny i jego przyjaciele są paisanos i wszyscy, poza dzielnym Piratem, czują głęboką pogardę do pracy. Żyją z grabieży i resztek wyżebranych w restauracjach przez Pirata dla jego pięciu psów. Gdy ich czas nie upływa ani na rozglądaniu się za pożywieniem, ani na zalecaniu do dzielnicowych prostytutek, ani na spaniu, poświęcany jest wielkim pijaństwom. Toteż głównym zajęciem Danny'ego i jego przyjaciół, zajęciem wymagającym przemyślnych strategii, jest walka z wrogim światem o wino.
"
 
Szczerze mówiąc sama nie wiem co sądzić o tej książce, chyba najlepiej opisują ją jej bohaterowie:
-To nie jest dobra historia. Za dużo tu różnych zdarzeń i za dużo lekcji moralnych. A jedne występują przeciwko drugim. Ta opowieść ciężko wchodzi do głowy. I nie dowodzi niczego.-(...) Mnie się podoba, bo nie ma żadnego specjalnego znaczenia, które od razu widać, a jednocześnie zdaje się coś znaczyć. Tylko nie wiem co.
 Z jednym się tylko nie zgodzę- opowieść łatwo wchodzi do głowy, przeczytałam ją w jeden dzień.
Ale nie mogę rozgryźć o co w niej chodzi, poważnie, myślę, myślę i nic nie wymyśliłam.
Jest w niej świetnie ukazana kalifornijska prowincja i środowisko "kloszardów". Jednocześnie Tortilla Flat jest pełna paradoksów i groteski, choćby dlatego, że w usta tych prostych ludzi wkładane są nieraz filozoficzne zdania.
Można ją potraktować jako historyjkę o wesołym życiu pijaczków jak sugeruje jeden z rozmówców w cytacie, ale też można poszukać czegoś głębszego. Mnie niestety chyba brak wiedzy albo to po prostu nie te czasy, bo wybieram to pierwsze.
Oceny brak, bo nadal czuję konsternację po przeczytaniu Tortilla Flat. Czemu? Bo to Steinbeck, oczekiwałam czegoś więcej, a niskiej oceny wystawić nie potrafię.

Cytaty:
"Nie jesteś zdrowy. (...) W twoim sercu tkwi cierń gorzkiej tajemnicy."
"Tego ranka mgła spowijała słońce, które po wielu bezskutecznych próbach poddało się i wycofało za pokłady stalowej waty. Z sosen skapywały brudne krople rosy, a na szarych twarzach nielicznych ludzi, którzy kręcili się poza domem, dzień odbijał się ponurymi spojrzeniami. Nie padały nawet przyjazne słowa powitania, zabrakło owej idealistycznej naiwności, która zawsze każe nam przypuszczać, że nowy dzień będzie lepszy od minionych."

03 grudnia 2010

"Na wschód od Edenu" John Steinbeck

Po przeczytaniu tej książki nasuwało mi się tyle myśli, że nie wiedziałam jak zacząć recenzję. Może od zdania: To trzeba przeczytać.
Opis:
"Chociaż "Na wschód od Edenu" zaczął Steinbeck pisać jako opowieść o dziejach własnej rodziny, w ostatecznej wersji jego przodkowie, Steinbeckowie i Hamiltonowie, pojawiają się tylko jako postacie drugoplanowe, a na planie pierwszym rozgrywa się dramatyczna historia fikcyjnej rodziny Trasków, przybyłej pod koniec XIX stulecia z farmy w Connecticut do doliny Salinas.
W swej warstwie fabularnej jest więc ten "najambitniejszy utwór Steinbecka" - jak go określił jeden z krytyków amerykańskich - realistyczną sagą rodziny kalifornijskich ranczerów, doprowadzoną do końca pierwszej wojny światowej, jednakże w swej istotnej warstwie filozoficznej jest równocześnie alegoryczną przypowieścią o walce dobra i zła w człowieku, nowoczesną wersją biblijnego mitu o Kainie i Ablu. Stąd tytuł, albowiem według Starego Testamentu do krainy "na wschód od Edenu" wygnał Bóg występnego Kaina.
"

 Tę książkę polecała mi niejedna osoba. Może dlatego początkowo podchodziłam do niej sceptycznie (nie dziwi mnie to, byłam świeżo po Grze anioła Zafona, na której się zawiodłam), ale 800 stron i treść tej książki pomogły mi o sceptycyzmie zapomnieć.

Na wschód od Edenu to współczesna opowieść o Kainie i Ablu, o walce dobra ze złem. Rozgrywa się ona na przestrzeni pokoleń. To ta odwieczna walka, której każdy z nas doświadcza w mniejszym czy większym stopniu. To okrutna opowieść, ale zarazem wspaniała. Dzięki niej uświadomiłam sobie kilka rzeczy. Dała mi do myślenia. Ogólnie dostarcza wiele tematów do przemyślenia. Z niektórymi zmagam się na co dzień, inne są mniej oczywiste.

Dla Steinbecka ważne jest to słowo "możesz". Właściwie do tego sprowadza się sedno książki. Człowiek może zapanowac nad grzechem, może wybrać dobro. Może także wybrac zło. Może. To tkwi w nim.
(cytat dotyczy rozmowy na temat tego co zostało zapisane w Biblii- co Bóg powiedział Kainowi)

"Amerykańskie tłumaczenie n a k a z u j e ludziom tryumfować nad grzechem, a grzech można nazwać niewiedzą. Przekład króla Jakuba daje obiednicę w słowie "będziesz", co oznacza, że ludzie z całą pewnością nad grzechem zatryumfują. Natomiast słowo hebrajskie, wyraz 'timszel' - "możesz" - daje prawo wyboru. Kto wie, czy to nie najważniejsze słowo na świecie. Mówi ono, że droga jest otwarta. Przenosi odpowiedzialność na człowieka. Bo jeśli "możesz", to znaczy również, że "możesz nie"."
 (s. 408)

Widzę, że nie tylko ja wracałam często do tego fragmentu, łatwo na niego trafić, ponieważ książka jest w tym miejscu pozaginana na grzbiecie.
Żal mi Kala. Wręcz czułam jak ciężko mu się zmienić, jak ciężko być dobrym.
Początkowo to była dla mnie jakby daleka historia, nie wciągnęłam się, po prostu stałam obok. Później zaczęła mnie interesować, a pod koniec przeżywałam wszystko wraz z bohaterami. Myślę, że do czytania i zrozumienia tej książki potrzebna jest empatia.

Na wchód od Edenu ma wiele postaci. Są pomiędzy nimi kontrasty- jedne są wyraziste, złe lub dobre, charakteru innych nie jesteśmy pewni, niby nie wyrządzają zła, wydają się być dobre, ale w ich postępowaniu wyczuwamy coś złego (mam tu na myśli Adama). To sprawia, że ta książka jest wiarygodna.

Podobała mi się mnogość opisów. Niektórych to odrzuca, mnie jednak przypadło do gustu. Owszem sprawia to, że czytanie zajmuje więcej czasu, ale spostrzegamy wtedy jak autor dba o swe dzieło.

Książka ma klimat Ameryki przełomu XIX i XX wieku. Widać tę Amerykę jeszcze nienaruszoną i tę zmieniającą się, przyjmującą cuda techniczne.

Kiedy tak patrzę na swoje notatki z pierwszej połowy książki to ogarnia mnie śmiech. Są zbyt powierzchowne, i pomyśleć, że mogłabym po połowie książki ocenić ją na marną i oddać do biblioteki. A może i ta historia taka była na początku? Może błądziła pod powierzchnią, przedstawiała bohaterów, żeby w drugiej części ukształtować się na "tę właściwą", ukazać swe groźne piękno. Do czego zmierzam- nie należy się zniechęcać i odrzucać Na wschód od Edenu po przeczytaniu połowy, warto przeczytać całą książkę.
Ja już mam ochotę jeszcze raz ją przeczytać. W każdym razie na pewno kiedyś jeszcze raz po nią sięgnę.

Ocena: 6.

Cytaty:
"Chełpić się można każdą rzeczą, jeżeli jest ona wszystkim, co mamy. Możliwe, że im mniej mamy, tym więcej musimy się chełpić."
"Nie powinieneś się spodziewać, iż stwierdzisz, że ludzie rozumieją, co czynią."
"Dziękuję ci, żeś chciał zaszczycić mnie prawdą. Może to i nie sprytne, ale trwalsze."
"-Myślisz, że to zabawne być taką poważną, kiedy nawet jeszcze się nie skończyło gimnazjum? - zapytała.
-Nie widzę sposobu, żeby było inaczej.-odparł Li.- Śmiech przychodzi później, tak jak zęby mądrości, a śmiech z samego siebie- na końcu, w szaleńczym wyścigu ze śmiercią. I bywa, ze nie zdąży na czas.
"
"Bogactwa najwyraźniej przypadają w udziale tym, co są ubodzy duchem, ubodzy w zainteresowania i radość. Mówiąc po prostu, ludzie bogaci to garść biednych durniów. Zastanowił się czy to prawda. Tak w każdym razie czasem postępują."

The Last Goodnight- Push me away

P.S.:
Początkowo miałam zamiar nic na razie nie czytać, pozostać przy tej książce jeszcze chwilę. Ale rano przeraziło mnie moje pragnienie pójścia do biblioteki. To już nałóg! Ale bezpieczny :)

(Niestety biblioteka dzisiaj zamknięta, coś remontują :P)