Po raz kolejny nie mam pojęcia co napisać o tej części czy całej książce.
Wiadomo, że każdy fan fantastyki, a już na pewno fantasy powinien tę książkę, jeśli nie mieć na półce to z pewnością przeczytać.
Od Tolkiena mogą odrzucać przede wszystkim długie, czasem wręcz rozwlekłe opisy. Dla mnie tworzyły one typowy, niezwykły i z pewnością niepowtarzalny świat.
Ale... jest jedno małe ale... niestety. W pełni doceniam dzieło Tolkiena jednak nie porwało mnie ono tak jak "powinno". Owszem były momenty, że czytałam z zapartym tchem, ale jako ogół nie mogę powiedzieć, że w pełni się nim zachwyciłam.
Ze smutkiem muszę przyznać, ze to chyba przez to, że znałam fabułę, ponieważ wcześniej oglądałam filmy.
W Powrocie króla mierziło mnie to, że Sauron taki niby potężny, prawdziwy Władca Pierścienia nie wyczuł, że jego ówczesny posiadacz w osobie Froda przekroczył bramy Mordoru. Niby taki wszechmocny, niby jego Oko widziało wszystko, niby Pierścień taki potężny...
Poza tym Władca Pierścieni jest napisany dość patetycznym tonem. Może wynika to z czasów w jakich był pisany- między innymi w czasie II Wojny Światowej.
Wiadomo, że każdy fan fantastyki, a już na pewno fantasy powinien tę książkę, jeśli nie mieć na półce to z pewnością przeczytać.
Od Tolkiena mogą odrzucać przede wszystkim długie, czasem wręcz rozwlekłe opisy. Dla mnie tworzyły one typowy, niezwykły i z pewnością niepowtarzalny świat.
Ale... jest jedno małe ale... niestety. W pełni doceniam dzieło Tolkiena jednak nie porwało mnie ono tak jak "powinno". Owszem były momenty, że czytałam z zapartym tchem, ale jako ogół nie mogę powiedzieć, że w pełni się nim zachwyciłam.
Ze smutkiem muszę przyznać, ze to chyba przez to, że znałam fabułę, ponieważ wcześniej oglądałam filmy.
W Powrocie króla mierziło mnie to, że Sauron taki niby potężny, prawdziwy Władca Pierścienia nie wyczuł, że jego ówczesny posiadacz w osobie Froda przekroczył bramy Mordoru. Niby taki wszechmocny, niby jego Oko widziało wszystko, niby Pierścień taki potężny...
Poza tym Władca Pierścieni jest napisany dość patetycznym tonem. Może wynika to z czasów w jakich był pisany- między innymi w czasie II Wojny Światowej.
Filmy mnie urzekły, zaczarowały, zachwyciły! Są po prostu świetnie nie tylko jako ekranizacja, ale także jako odrębne dzieło filmowe, zachwycą z pewnością kinomana, który z Tolkienem w wersji książkowej nie chce mieć nic wspólnego.
Mam kilka uwag, za które być może zostanę zlinczowana, ale co tam :D
Mianowicie na sam początek wytoczę ciężką artylerię- filmy pod pewnymi względami podobały mi się bardziej niż książka...
Przede wszystkim reżyser Władcy Pierścienia poradził sobie zręczniej niż Tolkien z 2 i 3 częścią- przeplatanie losów Froda i Sama z losami reszty Drużyny Pierścienia sprawiały, że opowieść była znacznie ciekawsza i nie nużyła. Inaczej u Tolkiena- losy dwójki hobbitów w Mordorze składające się jedynie na wędrówkę w pewnym momencie mnie znudziły, co nie miałoby miejsca gdyby Tolkien skakał od Froda i Sama do reszty kompanii.
Kolejnym rozwiązaniem, które zastosował reżyser było to, że Shire pozostało nietknięte wojną, mrok tam nie dotarł, kiedy hobbici tam wrócili znów byli zwykłymi hobbitami- ta koncepcja Shire jako idyllicznej przystani o dziwo była dla mnie ciekawsza niż to co przedstawił Tolkien.
Dobra teraz możecie podpalać stos ;D
Jedynym minusem jaki dostrzegam w filmowym Władcy Pierścieni jest to, że każda część trwa około 3 godzin. Jest ona bardzo wiernym odwzorowaniem Tolkienowskiego tomiszcza, a utrzymanie widza przez bite 3 godziny przed ekranem jest niezwykłym wyzwaniem. I nie przeczę za pierwszym razem dzielnie wytrzymałam, oglądałam z niesłabnącym, wręcz rosnącym zainteresowaniem. Jednak kiedy oglądałam Władcę po raz kolejny czasem miałam ochotę wyłączyć telewizor. Chyba rozłożenie tego na 6 części byłoby lepszym rozwiązaniem :P Kiedy kolejny raz będę oglądać Władcę to tak właśnie go sobie podzielę ;)
I jak tu podsumować? Władca Pierścieni czy to w formie książki, czy filmu, a najlepiej w obu niewątpliwie zasługuje na polecenie. I niech mi tu ktoś nawet nie pisze, że próbował obejrzeć/przeczytać, ale nie dotrwał do końca ;P
Oczywiście najpierw radzę przeczytać książkę, a potem oglądać film.
Mianowicie na sam początek wytoczę ciężką artylerię- filmy pod pewnymi względami podobały mi się bardziej niż książka...
Przede wszystkim reżyser Władcy Pierścienia poradził sobie zręczniej niż Tolkien z 2 i 3 częścią- przeplatanie losów Froda i Sama z losami reszty Drużyny Pierścienia sprawiały, że opowieść była znacznie ciekawsza i nie nużyła. Inaczej u Tolkiena- losy dwójki hobbitów w Mordorze składające się jedynie na wędrówkę w pewnym momencie mnie znudziły, co nie miałoby miejsca gdyby Tolkien skakał od Froda i Sama do reszty kompanii.
Kolejnym rozwiązaniem, które zastosował reżyser było to, że Shire pozostało nietknięte wojną, mrok tam nie dotarł, kiedy hobbici tam wrócili znów byli zwykłymi hobbitami- ta koncepcja Shire jako idyllicznej przystani o dziwo była dla mnie ciekawsza niż to co przedstawił Tolkien.
Dobra teraz możecie podpalać stos ;D
Jedynym minusem jaki dostrzegam w filmowym Władcy Pierścieni jest to, że każda część trwa około 3 godzin. Jest ona bardzo wiernym odwzorowaniem Tolkienowskiego tomiszcza, a utrzymanie widza przez bite 3 godziny przed ekranem jest niezwykłym wyzwaniem. I nie przeczę za pierwszym razem dzielnie wytrzymałam, oglądałam z niesłabnącym, wręcz rosnącym zainteresowaniem. Jednak kiedy oglądałam Władcę po raz kolejny czasem miałam ochotę wyłączyć telewizor. Chyba rozłożenie tego na 6 części byłoby lepszym rozwiązaniem :P Kiedy kolejny raz będę oglądać Władcę to tak właśnie go sobie podzielę ;)
I jak tu podsumować? Władca Pierścieni czy to w formie książki, czy filmu, a najlepiej w obu niewątpliwie zasługuje na polecenie. I niech mi tu ktoś nawet nie pisze, że próbował obejrzeć/przeczytać, ale nie dotrwał do końca ;P
Oczywiście najpierw radzę przeczytać książkę, a potem oglądać film.





