Dostałam ostatnio w e-mailu od pana Artura z Muzy link do tego filmiku:
Bardzo ironiczny, ciekawy i zabawny sposób promowania czytelnictwa :)
Mnie się podoba, a Wam?
23 kwietnia 2012
17 kwietnia 2012
Książka za różę!
Takie na poprawienie humoru :)
źródło: facebookowy profl fcblog.pl
A i jeszcze jedno- żyję, mam się dobrze, rzadko czytam :P
03 kwietnia 2012
"Szkoła LaOry" Agnieszka Grzelak
seria/cykl wydawniczy: Blask Corredo 5
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: luty 2012
liczba stron: 304
Szkoła LaOry to piąta, a zarazem ostatnia część cyklu Blask Corredo. Dla mnie to dopiero druga część jaką przeczytałam, więc nie czuję jakiegoś wielkiego smutku, bo trzy książki jeszcze przede mną. Jednak już teraz mogę napisać, że żałuję iż nie poznam dalszych losów bohaterów występujących w cyklu.
W kolejnej części poznajemy dalsze losy bohaterów Tajemnic Skyle. Fren i Darmina są po ślubie, Arta i Mhor dopiero się do niego przymierzają, oczywiście rodzina Pana Młodego dokłada wszelkich starań, by nie doszło do tego mezaliansu. Miłość Mori i Darka kwitnie, Beatrycze cieszy się niezależnością, ale jednak czuje, że chciałaby więcej.
Natomiast Szklarka pomaga LaOrze założyć szkołę artystyczną dla młodych dziewcząt. Przedsięwzięcie jest ryzykowne, wymaga wiele pracy, ale w końcu obu kobietom udaje się otworzyć szkołę. A w niej jak w kalejdoskopie- tyle różnych dziewcząt, o różnych charakterach. Mamy tajemniczą Enixę, która intryguje do samego końca, wybredną Lillotę, uzdolnioną, ale biedną Herth, niesforne i kontynuujące tradycję skłóconych babek Rosamundę i Georgiettę.
Nauczycielkami są zbiegłe z Wyspy Sierot młode artystki. Nie zabrakło niestety czarnej owcy, jest nią Naenre Avervelde, nauczycielka kaligrafii, która sieje postrach wśród uczennic. Ale jaka byłaby szkoła gdyby nie było w niej chociaż jednego przerażającego nauczyciela? ;)
Poza tym szkoła LaOry jest idealna dla każdego kto ma zdolności artystyczne- są zajęcia malowania na szkle, jedwabiu, malowania pejzaży, portretów, uczennice studiują botanikę... O ileż to ciekawsze od zwykłej szkoły :)
Natomiast Szklarka pomaga LaOrze założyć szkołę artystyczną dla młodych dziewcząt. Przedsięwzięcie jest ryzykowne, wymaga wiele pracy, ale w końcu obu kobietom udaje się otworzyć szkołę. A w niej jak w kalejdoskopie- tyle różnych dziewcząt, o różnych charakterach. Mamy tajemniczą Enixę, która intryguje do samego końca, wybredną Lillotę, uzdolnioną, ale biedną Herth, niesforne i kontynuujące tradycję skłóconych babek Rosamundę i Georgiettę.
Nauczycielkami są zbiegłe z Wyspy Sierot młode artystki. Nie zabrakło niestety czarnej owcy, jest nią Naenre Avervelde, nauczycielka kaligrafii, która sieje postrach wśród uczennic. Ale jaka byłaby szkoła gdyby nie było w niej chociaż jednego przerażającego nauczyciela? ;)
Poza tym szkoła LaOry jest idealna dla każdego kto ma zdolności artystyczne- są zajęcia malowania na szkle, jedwabiu, malowania pejzaży, portretów, uczennice studiują botanikę... O ileż to ciekawsze od zwykłej szkoły :)
Żadna książka nie jest pozbawiona wad, czasem tylko jesteśmy tak zachwyceni lub wciągnięci w historię opowiedzianą przez autora, że umykają nam one. Jako, że dla mnie Szkoła LaOry ma właściwie tylko jedną to najpierw o niej napiszę.
Nie była aż tak uciążliwa, ale czasami dawała o sobie znać- doskonałość Mori. Obdarzona jest tyloma zdolnościami, że człowiek pozbawiony talentu, jak ja, tylko zgrzyta zębami. W sumie biorę to trochę osobiście, ale lojalnie ostrzegam tych, którzy nie lubią idealnych bohaterów, że tu taki występuje :P
Nie była aż tak uciążliwa, ale czasami dawała o sobie znać- doskonałość Mori. Obdarzona jest tyloma zdolnościami, że człowiek pozbawiony talentu, jak ja, tylko zgrzyta zębami. W sumie biorę to trochę osobiście, ale lojalnie ostrzegam tych, którzy nie lubią idealnych bohaterów, że tu taki występuje :P
Mimo, że akcja nie toczy się już na Skyle (jedynie na początku), a przecież to atmosfera tej wyspy tak mnie urzekła w poprzedniej części, nie miało to znacznego wpływu na odbiór książki. Czytałam niemal z taką samą przyjemnością jak Tajemnice Skyle, nawet mimo tego, że wyspa znacznie się zmieniła.
Brak już tego niezwykłego klimatu Skyle, ale pozostaje klimat świata jaki wykreowała Agnieszka Grzelak. A świat ten jest zaprawdę warty poznania.
Niestety nie uczestniczymy już tak często w życiu Arty i Mhora. Mimo, że pojawia się kilka rozdziałów dotyczących ich bezpośrednio to jak dla mnie to niestety trochę za mało. Bardzo polubiłam tę parę i żałuję, że nie było ich więcej w Szkole LaOry. W zamian otrzymujemy jednak historie innych bohaterów- jak Herth czy Enixy.
Ta druga jest niezwykle intrygująca- irytuje wszystkich dookoła mimo, że nie robi nic złego, wszystko znosi z uśmiechem i jest miła. Być może denerwuje innych z powodu braku talentu- po prostu snuje się po szkole, bazgroląc coś w szkicowniku, wszystkie obrazy czy szkice zapowiadają się obiecująco, ale wtedy jakby odzywała się w niej jakaś destrukcyjna siła, która karze jej nakładać niepotrzebne linie i kreski. Nikt nie wie kim są jej rodzice i dlaczego uczęszcza do szkoły artystycznej. Niestety na wyjaśnienie zagadki Enixy musimy poczekać do samego końca książki :)
Równie tajemniczą postacią jest Naenre i na wyjaśnienie jej wątku także musimy poczekać do ostatnich stron. Przyznam szczerze, że coś tam podejrzewałam, ale nie spodziewałam się tego co okazało się w finale powieści.
Ta druga jest niezwykle intrygująca- irytuje wszystkich dookoła mimo, że nie robi nic złego, wszystko znosi z uśmiechem i jest miła. Być może denerwuje innych z powodu braku talentu- po prostu snuje się po szkole, bazgroląc coś w szkicowniku, wszystkie obrazy czy szkice zapowiadają się obiecująco, ale wtedy jakby odzywała się w niej jakaś destrukcyjna siła, która karze jej nakładać niepotrzebne linie i kreski. Nikt nie wie kim są jej rodzice i dlaczego uczęszcza do szkoły artystycznej. Niestety na wyjaśnienie zagadki Enixy musimy poczekać do samego końca książki :)
Równie tajemniczą postacią jest Naenre i na wyjaśnienie jej wątku także musimy poczekać do ostatnich stron. Przyznam szczerze, że coś tam podejrzewałam, ale nie spodziewałam się tego co okazało się w finale powieści.
Jednak szkoda, że to już ostatnia część cyklu Blask Corredo. Mimo, że nie towarzyszyłam bohaterom od początku to zdążyłam się z nimi zżyć. Całe szczęście, że zostały mi jeszcze trzy części! Zakończenie jest trochę półotwarte, bo wiąże niektóre wątki, a rozpoczyna kolejne, mimo to nie denerwuje, bo nie da się lepiej zakończyć takiego cyklu.
Tak jak w przypadku poprzedniej części- polecam!
ocena: 4/6
Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.
25 marca 2012
"Smok Griaule" Lucius Shepard
tytuł oryginału: The Dragon Griaule
tłumaczenie: Wojciech Szypuła
seria/cykl wydawniczy: Uczta Wyobraźni
wydawnictwo: MAG
data wydania: styczeń 2012
liczba stron: 432
Smok Griaule to zbiór opowiadań, który zawiera w sobie wszystkie opublikowane dzieła Luciusa Sheparda dotyczące Griaule'a.
W roku 1853, w dalekim południowym kraju, w świecie oddzielonym od naszego tylko najcieńszym z możliwych marginesem możliwości, smok imieniem Griaule zawładnął doliną Carbonales.*
Tak oto zaczyna się trzecie opowiadanie, zatytułowane Człowiek, który pomalował smoka Griaule'a.
Szkoda, że to nie ono rozpoczyna zbiorek, bowiem pierwsze zdania doskonale wprowadzają w świat stworzony przez Sheparda, w którym wielki gad nazywany Griaulem oplata umysły wszystkich mieszkańców okolicznych miast i miasteczek, delikatnie sterując ich wolą, aby spełnić swoje wielkie plany.
Szkoda, że to nie ono rozpoczyna zbiorek, bowiem pierwsze zdania doskonale wprowadzają w świat stworzony przez Sheparda, w którym wielki gad nazywany Griaulem oplata umysły wszystkich mieszkańców okolicznych miast i miasteczek, delikatnie sterując ich wolą, aby spełnić swoje wielkie plany.
Czym tak naprawdę jest Griaule? Jak autor pisze w trzecim opowiadaniu już wtedy (w roku 1853) nie było takich wielkich smoków, "największe miały rozmiary jaskółki"*. Griaule swoje rozmiary (6 tysięcy stóp) zawdzięczał tysiącom lat życia. W wyniku pojedynku z magiem został unieruchomiony na wieki, jego grzbiet porosły krzewy i drzewa, zamieszkały na nim i w nim różne stworzenia.
Griaule nie był martwy, mimo, że jego procesy życiowe zamarły, nadal myślał i dzięki sile swego umysłu mógł wpływać na ludzi. Właśnie wokół tego skupia się akcja wszystkich opowiadań- w każdym Griaule wykorzystuje ludzi do swoich celów i próbuje się uwolnić.
Zamiast Człowieka, który pomalował smoka Griaule'a zbiorek otwiera opowiadanie Piękna córka poszukiwacza łusek. Jednak nie ma w tym, żadnej szkody, gdyż niezwykle oddziałuje ono na wyobraźnię. Jest na tyle sugestywne, że początkowo wzbudzało we mnie wręcz odrazę i lekki strach. Poznajemy w nim smoka od środka, dosłownie. Tytułową "piękną córką" jest Catherine, która została napadnięta i musiała uciekać. Nikt nie zapuszczał się do paszczy smoka, bowiem gdy raz ktoś do niej wszedł już nie wracał. Catherine nie do końca rozumiejąc powody swojego postępowania i owładnięta strachem ucieka w zarośla porastające paszczę smoka. Spotyka tam człowieka, który prowadzi ją wgłąb Griaule'a. Razem z bohaterką poznajemy mroczne wnętrze gada, które fascynuje i przeraża.
Kolejne opowiadania są podobne. Poznajemy różne aspekty władzy Griaule'a nad ludźmi oraz jego dalszą historię. Każde opowiadanie inaczej jednak podchodzi do tematu. Są one również zróżnicowane tematycznie- są intrygi, śledztwa, romanse, kłamstwa, w jednym mamy nawet coś na kształt sekty. Jednakże skupiają się one nie tylko na smoku, ale także na bohaterach, których Griaule wykorzystuje. Natomiast w ostatnim opowiadaniu jeden z nich dochodzi do ciekawych wniosków- że ludzie tak naprawdę chcą być manipulowani.
Najbardziej podobały mi się 3 pierwsze opowiadani. Kolejne są dobre, ale te trzy pierwsze najlepiej zapadły mi w pamięć, najlepiej oddziaływały na wyobraźnię i były najciekawsze.
Najbardziej podobały mi się 3 pierwsze opowiadani. Kolejne są dobre, ale te trzy pierwsze najlepiej zapadły mi w pamięć, najlepiej oddziaływały na wyobraźnię i były najciekawsze.
Jak na opowiadania Shepard się spisał i dobrze przedstawił postacie. Poza tym mamy ciekawy świat przedstawiony, tak podobny do naszego, ale tak odmienny. Świat mroczny, w którym smoki i magowie są czymś rzeczywistym, świat, w którym ludzie, zmanipulowani, żyją w cieniu wielkiej bestii. A bohaterowie Smoka Griaule w pewnym momencie wydają się całkowicie bezradni, kiedy okazuje się, że nie panowali nad swoim życiem, a wszystkie ich decyzje były zgodne z wolą smoka. W każdym z opowiadań znajdują się oni w punkcie, w którym nie wiedzą czy całe ich życie nie było ułudą, zastanawiają się jaki to ma sens skoro jakiś potężny umysł kieruje ich postępowaniem. Griaule trochę przypomina Boga, a Lucius Shepard skłania czytelnika (oczywiście wierzącego) do przemyśleń czy aby na pewno my mamy wolną wolę skoro wszystko jest częścią planu Boga, skoro on wie co się wydarzy.
Smoka Griaule polecam, jak najbardziej! A komu? Oczywiście przede wszystkim fanom fantasy, bo to kawał dobrej prozy, ale myślę, że ktoś kto nie jest przekonany do tego gatunku może przepaść bez reszty w świecie wykreowanym przez Luciusa Sheparda.
ocena: 4/6
Smoka Griaule polecam, jak najbardziej! A komu? Oczywiście przede wszystkim fanom fantasy, bo to kawał dobrej prozy, ale myślę, że ktoś kto nie jest przekonany do tego gatunku może przepaść bez reszty w świecie wykreowanym przez Luciusa Sheparda.
ocena: 4/6
*Smok Griaule Lucius Shepard, str. 169.
Jeszcze cytaty, które mi się szczególnie spodobały:
(...) troje poranionych ludzi pozbawionych łączących ich więzów, które chroniłyby ich przed uciskiem nieba i rozczarowaniami świata.
A ten mi się spodobał, ponieważ świetnie opisuje lot, a poza tym oddaje klimat książki :)
Każdy lot jest jak ten pierwszy, który nastąpił w chwili stworzenia. Jest ciemno, czujesz się senny, prawie jakbyś nie istniał, a potem budzi cię jakaś potrzeba. Przymus. Wstajesz, twoje skrzydła chrzęszczą, łoskoczą jak grzmot. A potem otacza cię światło i wiatr. Wiatr jest wszystkim. Twoja siła, powiew wiatru, łopot skrzydeł, światło... Wszystko staje się jedną potęgą. Jednym głosem.
Jeszcze cytaty, które mi się szczególnie spodobały:
(...) troje poranionych ludzi pozbawionych łączących ich więzów, które chroniłyby ich przed uciskiem nieba i rozczarowaniami świata.
A ten mi się spodobał, ponieważ świetnie opisuje lot, a poza tym oddaje klimat książki :)
Każdy lot jest jak ten pierwszy, który nastąpił w chwili stworzenia. Jest ciemno, czujesz się senny, prawie jakbyś nie istniał, a potem budzi cię jakaś potrzeba. Przymus. Wstajesz, twoje skrzydła chrzęszczą, łoskoczą jak grzmot. A potem otacza cię światło i wiatr. Wiatr jest wszystkim. Twoja siła, powiew wiatru, łopot skrzydeł, światło... Wszystko staje się jedną potęgą. Jednym głosem.
24 marca 2012
Top 10: ulubieni bohaterowie filmów i seriali
Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień.
Moje top10 trochę spóźnione, ale wczoraj cały dzień byłam w drodze :P
Sam Pacyfik mogłabym oglądać milion razy. Postać Leckiego nie raz mnie, właśnie mnie, tak nieczułą i odporną, doprowadziła do łez! :P
No i to jedyny facet, który ubrany w kamizelkę mnie nie odrzuca :D
Moje top10 trochę spóźnione, ale wczoraj cały dzień byłam w drodze :P
Frank Abagnale Jr
(Złap mnie jeśli potrafisz)
I jak tu nie lubić Franka? :)
Leland Fitzgerald
(Odmienne stany moralności)
Film oglądałam dopiero raz (od dawna mam ochotę na powtórkę), ale dość dobrze zapadł mi w pamięć, jest
nietypowy, tak jak główny bohater.
nietypowy, tak jak główny bohater.
Chris Miles
(Kumple/Skins (UK))
Chris i jego słynne "Fuck it"... Od razu polubiłam tę postać. Owszem Chris ma wiele wad- te swoje tabletki, skłonność do stosowania "Fuck it" nie tylko słownie, ale i w praktyce. Mimo to uwielbiam go :)
Merriell "Snafu" Shelton
(Pacyfik)
Snafu (ten na górze, tego na dole też w sumie polubiłam) to postać mocno wyróżniająca się wśród wszystkich bohaterów serialu. Nie chce o nim czegokolwiek pisać, mam swoje powody... Po prostu go uwielbiam.
Logan Echolls
(Weronika Mars)
(Logan to ten w środku)
Logan jak większość bad boyów usiłuje uchodzić za skurwie... ale w głębi serca to dobry chłopak :D
Logan jak większość bad boyów usiłuje uchodzić za skurwie... ale w głębi serca to dobry chłopak :D
Lip Gallagher
(Shameless (US))
(Phillip jest po prawej)
Jeśli patrzeć na Lipa powierzchownie to jest on typowym dzieciakiem z dysfunkcyjnej rodziny, nic ciekawego. Ale jest to interesująca postać i od razu w serialu zaskarbiła sobie moją sympatię.
Andy Botwin
(Trawka)
El Andy... Wprawdzie ostatnio zaczął się robić zbyt "miękki"- kiedy pojawił się w serialu był znakomitą postacią, złym wujkiem, teraz trochę złagodniał, jednak nadal go uwielbiam :)
Robert Leckie
(Pacyfik)
Sam Pacyfik mogłabym oglądać milion razy. Postać Leckiego nie raz mnie, właśnie mnie, tak nieczułą i odporną, doprowadziła do łez! :P
No i to jedyny facet, który ubrany w kamizelkę mnie nie odrzuca :D
Stefano Mancini
(Trzy metry nad niebem (wersja włoska))
Film UWIELBIAM! Stepa też... choć nie ukrywam, że jego wygląd też nie jest bez znaczenia :D
Jesse Pinkman
(Breaking Bad)
Jesse i jego słynne joł :)
Daaaawno już nie oglądałam tego serialu- trzeba nadrobić ;)
Daaaawno już nie oglądałam tego serialu- trzeba nadrobić ;)
Jeeeej... Zbyt wielu sku*wieli darzę sympatią :D Dziwne, ale w tym zestawieniu tylko Leckie jest grzecznym chłopcem :P
Może aktorzy, którzy grają dane postacie w większości nie są przystojni, ale jeśli chodzi o charaktery to wszystkich kocham wręcz :D
Może aktorzy, którzy grają dane postacie w większości nie są przystojni, ale jeśli chodzi o charaktery to wszystkich kocham wręcz :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)













