20 czerwca 2016

"Próba kwiatów" Jay Lake

tytuł oryginału: Trial of Flowers
tłumaczenie: Robert Waliś
data wydania: 2011
data wydania oryginału: 2006
liczba stron: 488
opis:
""Próba Kwiatów”, powieść napisana przez Jaya Lake’a, zdobywcę nagrody imienia Johna W. Campbella, umożliwia nam zwiedzanie Nieprzemijającego Miasta, w którym nocami strach mieszkańców wzbudzają dawno uśpieni bogowie, a armie najeźdźców ścigają się z nadciągającymi śniegami, by rozpocząć oblężenie murów. Tajemny mistrz Nieprzemijającego Miasta, a zarazem następca opustoszałego tronu, znika z zamkniętej komnaty, gdy miejska polityka obiera śmiercionośny kurs w obliczu starań o odbudowanie dawnego imperium.
Miejskie karły, zniekształcone za sprawą dzieciństwa spędzanego w ciasnych skrzyniach, są zaniepokojone. Bidżaz Karzeł, przywódca frakcji Zaszytych, zmaga się z prześladowaniami. Jason Zarządca, przyjaciel i uczeń zaginionego mistrza, stara się utrzymać równowagę pod nieobecność swojego przewodnika. Imago z Lockwood walczy o przywrócenie stanowiska Burmistrza, usiłując zawrócić Nieprzemijające Miasto z drogi wiodącej ku zniszczeniu.
Ta trójka musi wznieść się poza dzielące ich różnice, by zażegnać niebezpieczeństwo grożące Miastu. Oto dekadencka miejska fantastyka utrzymana w klimacie „Dworca Perdido”, „Miasta szaleńców i świętych” oraz „Akwaforty”. „Próba Kwiatów” pokazuje, dlaczego Jaya Lake’a uznaje się za jeden z największych talentów w dziedzinie literatury fantastycznej.
"


        Jay Lake to amerykański pisarz science fiction, jego Próba kwiatów jest pierwszą częścią niedokończonej trylogii City Imperishable. Niestety zmarł zanim ją zakończył, napisał jeszcze drugą część, Madness of Flowers, jednak nie została ona wydana w Polsce. Ciekawi czy chciałabym po nią sięgnąć?
W migoczącym świetle lampy (...) zobaczył, że ściany pomieszczenia tworzy mozaika elementów architektonicznych, zupełnie jakby jakiś demon połknął miasto, po czym zwymiotował nim pod ziemią.
        Nieprzemijające Miasto. Miasto, którego architektura nie zachwyca- jest to zapewne najbrzydsze miasto
w historii literatury. Miasto, w którym powinien rządzić Imperator, tymczasem pod jego nieobecność władzę sprawują dwie organizacje, przynajmniej oficjalnie...  Nieprzemijające Miasto jest Domem, jest głęboko zakorzenione
w sercach jego mieszkańców, mimo wszystkich jego wad. To dom ludzi i karłów. To siedlisko stu siedemdziesięciu ośmiu bogów. To Miasto, o którym nie zapomnicie.
Brama Mydlana była architektonicznym potworkiem. Imago kiedyś dowiedział się, że stanowiła część pierwotnych fortyfikacji Nieprzemijającego Miasta, starszych od niego samego. (...)
Jakikolwiek był jej początek (...) Brama Mydlana rozrastała się w kolejnych wiekach historii Miasta.
(...) Prawdziwą chlubą- bądź przekleństwem, w zależności od gustu- Bramy Mydlanej była wielopoziomowa budowla, która wznosiła się ponad krętymi ścianami osłonowymi fortecy. Po wielu wiekach rozbudowy górne poziomy, podtrzymywane przez wsporniki, niepokojąco wystawały poza mury. Stanowiły mieszankę pomysłów inżynieryjnych kolejnych pokoleń. 
(...) Przystrojono ją rokokową architekturą, która stanowiła torturę dla oczu. Być może kiedyś mury
i wieże spełniały funkcje obronne, jednak już dawno przykryły je niezliczone architektoniczne straszydła.
        O Próbie kwiatów też nie sposób zapomnieć. Jest to brudna, brudna książka, brutalna. Nie obchodzi się dobrze nawet z jednym z głównych bohaterów, który jest ciągle poniewierany, praktycznie od początku.
Bohaterów mamy trzech: Jasona zarządcę, Imago z Lockwood oraz Bidżaza karła. Ich zadaniem jest uratować Nieprzemijające Miasto przed noumenalnymi (widmowymi, demonicznymi) istotami, a także przed wrogą armią mającą lada moment pojawić się przed murami.

        Jay Lake miał bardzo dobry pomysł na książkę. Podobał mi się także świat przez niego wykreowany. Oto mamy Miasto i brutalną rzeczywistość- ani w nim, ani w życiu Imago, Jasona i Bidżaza nie jest kolorowo, nastały bowiem trudne czasy. Sama idea książki (uwaga spoilery) opiera się na tym, że Nieprzemijającym Miastem mają zawładnąć Starzy Bogowie, ktoś ich przyzywa odprawiając rytuały, a sami mieszkańcy dają im siłę poprzez... karnawały i różne tym podobne uroczystości. (koniec spoilerów)
Jednak autor nie kupił mnie zupełnie. Pomysł był dobry, ale wykonanie mnie nie urzekło. To samo z bohaterami. Nie przejmowałam się ich losem ani przez chwilę, zarówno oni, jak i akcja niezbyt mnie zajmowali. W zasadzie męczyłam tę książkę... Ostatnie strony przeczytałam tak na niby... To co miało wywoływać niepokój i zaciekawienie
z mojej perspektywy było komiczne.

        Co jest nie tak z Próbą kwiatów? W zasadzie sama nie wiem. Przede wszystkim po prostu nie zaskoczyło. Lake mnie nie zainteresował, sposób prowadzenia akcji mnie nie porwał, nie potrafiłam się na niej za bardzo skoncentrować, nie potrafiłabym jej docenić, gdybym nie starała się być obiektywna. Również styl pisania mi przeszkadzał, momentami nie za bardzo rozumiałam bohaterów. Postacie, a przynajmniej te trzy główne, bo reszta jest pominięta, też jakoś nie dawały się lubić, miałam do nich zupełnie obojętny stosunek. Miałam też wrażenie jakby autor chciał zmieścić bardzo dużo wydarzeń, więc nie przejmował się szczegółami, jak np. wątki czy postacie poboczne. Próba kwiatów nie stroni od opisów miasta czy przemyśleń, jednak akcja jest dość mocno skoncentrowana na tych (niemal) pięciuset stronach. Choć postacie są wykreowane dość dobrze, i jak wspominałam są zamieszczone ich przemyślenia, to raczej są to kalkulacje dotyczące obecnych wydarzeń. Nie brakuje wspomnień, które dodają im nieco smaczku jednak to jest w jakiś sposób niepełne, tak naprawdę trochę tego za mało, aby poznać bohaterów. Brakło emocji zarówno podczas czytania, jak i w książce.

        Podejrzewam, że nie tylko ja tak źle zareagowałam na Próbę, bowiem druga część nie została jeszcze wydana (i raczej nie zostanie, bo od premiery minęło już 5 lat). Choć być może nie miało na to wpływu to jak została przyjęta w Polsce. Zdecydowanie nie mam zamiaru czytać kontynuacji, a książki oczywiście nie polecam.

        Dodatkowo okładka to jak dla mnie taki potworek i to w negatywnym sensie. Jak się patrzy na miniaturkę w Internecie lub spojrzy na nią pobieżnie to ok, jest dziwna, ale ma jakiś klimat, jednak po przyjrzeniu się to po prostu okładkowy koszmar.
 Nasuwały mi się też czasem skojarzenia z... Pieśnią Lodu i Ognia Martina... Wiem, że to może się wydawać śmieszne, ale jak się widzi hasła: mała rada, ostry tron (czy jakoś tak), potwory nadchodzące zimą i kilka innych (jak na przykład zupełnie niepotrzebna wzmianka o kazirodztwie)... I mam jedno pytanie: po co to? Rzeczy, które można by nazwać inaczej i skojarzeń by nie było. Aczkolwiek może to wina tłumaczenia, a faktycznie ta zima była potrzebna. Jednak całość złożyła się w dosyć dziwny obraz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz