26 grudnia 2015

"Chłopcy z Ferajny" Nicholas Pileggi i "Chłopcy z ferajny" Martin Scorsese (1990)

tytuł oryginału: Wiseguy. Life in a Mafia Family
tłumaczenie: Bernard Andrzejewski
data wydania: 1991
data wydania oryginału:1985
liczba stron: 211












      Henry Hill snuje swoją opowieść, a czytelnik chłonie ją nie dowierzając, że to wszystko się wydarzyło. Przecież to brzmi jak zlepek filmów o gangsterach! A jednak, jeśli wierzyć Henry'emu, tak właśnie wyglądało jego życie, a jeden z takich filmów powstał na podstawie jego opowieści.
      W moim przypadku najpierw był film, a potem książka, jednak zupełnie mi to nie przeszkadzało. Nie przeszkadzało mi nawet to, że film jest bardzo wierną ekranizacją i pamiętałam większość wydarzeń. Jest to książka, którą czyta się bardzo szybko... Czy przyjemnie? No nie wiem. Czytamy bowiem o mafii, cały ten świat jest dość brudny, brutalny, a chłopcy mają dość "oryginalną" moralność (a raczej mam tu na myśli jej brak). Dlatego ciężko mi powiedzieć, że czyta się ją przyjemnie, jednocześnie ta brutalność mnie nie nużyła ani nie męczyła.
      Nigdy wcześniej nie czytałam biografii o tej tematyce; bo chyba można to potraktować jako biografię, mimo, że czyta się jak normalną powieść, niemal jak kryminał. Polecam każdemu zainteresowanemu tą tematyką, a także każdemu kogo choć trochę zaciekawił opis, bo Chłopców z Ferajny czyta się naprawdę szybko i szkoda by było nie spróbować.



      Chłopcy z ferajny to film o specyficznym klimacie, który na długo pozostaje w pamięci. Został dobrze nakręcony, a przede wszystkim to świetna ekranizacja powieści Nicholasa Pileggi. Naprawdę nie ma na co narzekać, jak widać da się zrobić dobrą ekranizację bez zmieniania fabuły książki. Losy Henry'ego są nieco okrojone, ale to w żaden sposób nie umniejsza wartości filmu ani nie przeszkadza w odbiorze. Również mnie to nie dziwi, bo i tak trwa ponad 2 godziny.
      Gra aktorska była moim zdaniem na dobrym poziomie, nikt nie odstawał w żaden sposób. Ray Liotta zagrał swoją postać wyraziście, nie odstawał na tle swoich bardziej znanych kolegów (choć ciągle kojarzył mi się z Leonardo DiCaprio). Muzyka wpasowała się w ten lekko szalony klimat.
      Polecam nie tylko każdemu kto czytał książkę, ale także miłośnikom filmów gangsterskich. Nie zawiedziecie się.



Zabawna jest ta mała różnica w tytułach- raz ferajna jest z dużej, raz z małej litery, nie wiem z czego to wynika. Dodatkowo oryginalny tytuł filmu to Goodfellas, co być może nieprzypadkowo kojarzy się z Ojcem Chrzestnym.

3 komentarze:

  1. Nie znam ani filmu ani książki, ale chyba z tych dwóch skuszę się na film :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie oglądałam jeszcze filmu ani nie czytałam książki, jednak to chyba nie moja tematyka ;)

    OdpowiedzUsuń