Postanowiłam wziąć udział w dyskusji mającej swój początek na blogu Futbolowej i odpowiedzieć na krótką ankietę dotyczącą nas, molików książkowych :)
1) Gdzie najchętniej czytacie - czy macie swoje ulubione miejsca, w których czytanie smakuje najlepiej?
Zdecydowanie moje łóżko! Nie ma to jak ciepła kołderka wieczorem ^^
Natomiast wiosną i latem najbardziej lubię czytać w ogródku :)
2) Jak wiele czasu poświęcacie książkom? Czy czytacie tylko do poduszki, tylko do kawy czy może zawsze i wszędzie, kiedy tylko się da?
Jeśli w ogóle w tygodniu czytam to wieczorem, zdarza się po południu.
W weekendy raczej rano, zdarzy się, że wieczorem.
Czyli raczej do podusi ;)
3) Czy macie jakieś książkowe nawyki? Odprawiacie zczególne rytuały przed przystąpieniem do lektury?
Dokładnie oglądam :) Bywa, że wącham (jeśli jest nowa :P), podotykam, przypatruję się okładce, sprawdzam rok ukończenia książki, jeśli jest to książka zagraniczna-rok wydania w Polsce, oryginalny tytuł. Zazwyczaj nie czytam po raz kolejny opisu (robię ro przed zakupem/wypożyczeniem). Poza tym czytam wszystko co jest na niej napisane, miło jeśli na skrzydełku jest biografia autora.
4) Jak oznaczacie stronę, na której skończyliście lekturę? Zaginacie rogi? A może odkładacie książkę grzbietem do góry? Używacie zakładek, papierków, długopisów i wszystkiego, co wpadnie w ręce?
Mam kilka specjalnych zakładek. Kilka zrobiłam sama, kilka dostałam :)
Nigdy nie zaginam rogów, bardzo rzadko zdarza mi się zostawić książkę grzbietem do góry.
Jeśli już nie mam przy sobie akurat zakładki/nie chce mi się szukać biorę cokolwiek jednak zazwyczaj to nie papierki a większe przedmioty- długopisy, pomadki, błyszczyki czy komórka ;)
5) Czy zdarza Wam się czytać kilka książek jednocześnie? Z jakiego powodu?
Tak. Powoduje to tymczasowe znudzenie daną książką albo to, że nie mogę się wciągnąć w akurat czytaną.
Cegły czytam zazwyczaj tylko weekendami, bo nie lubię ich podczytywać, wtedy w tygodniu czytam jakieś krótkie książeczki.
Oczywiście pomijam lektury, bo stale jest coś nowego co trzeba przeczytać, a ostatnio nawet się wzięłam za czytanie lektur szkolnych :P
6) Najczęściej kupujecie książki na własność czy wypożyczacie? Należycie do grona gromadzących zbiory czy nie zależy Wam na wypychaniu półek książkami?
Oczywiście, że kupuję! Jednak ostatnio ograniczam się od dłuższego czasu i... udaje mi się to! :) Po prostu nie jestem jeszcze niezależna finansowo i wolę sobie pozwolić na inne przyjemności :) Poza tym jest tyle książek w mojej bibliotece... :)
I dodatkowo, bo sprawa bardzo ciekawa:
7) Czy chcielibyście, aby w autobusach pojawiały się specjalne oznaczenia Ustąp miejsca czytającemu?
Hmmm chyba nie. Moim zdaniem i tak by to nic nie dało. Należy najpierw zmienić pojęcie mola książkowego w świadomości społeczeństwa.
A na koniec taki ładny jesienny demotek :)
Zapewne jak widzicie ruszyłam z czytaniem książek. Bez przymuszenia nic by z tego nie wyszło, ale teraz przynajmniej cieszę się, że coś w końcu robię, a nie snuję się bez celu :) Kryzysie a kyż i więcej mi tu nie wracaj!!!
13 października 2011
12 października 2011
"Kiedy Atena odwraca wzrok" Jakub Szamałek
wydawnictwo: Muza
ocena: 3/6
opis:
"Jesień, 430 r. p.n.e.
Kiedy wojska Spartan przerywają oblężenie, zaczyna się prawdziwa wojna. Leochares musi powstrzymać pozbawionego skrupułów spartańskiego szpiega, zanim ten zniszczy Ateny od środka.
Początkowo Leochares nie docenia w pełni zagrożenia. Kiedy jednak jeden z podejrzanych zostaje brutalnie zamordowany, okazuje się, że gra toczy się o najwyższą stawkę. Żadna ze stron nie zawaha się przed ciosem - nawet jeśli miałoby to oznaczać zatarcie granic między dobrem a złem.
Leocharesowi przychodzi zmagać się nie tylko z groźnym szpiegiem, ale i z własnymi uczuciami. Podczas gdy jego związek z żoną się rozpada, pewien młody niewolnik gotów jest zrobić wszystko, by Leochares odwzajemnił jego uczucie - a ten nie wie, czy ma siłę mu się oprzeć. Co więcej, jego pracodawca Perykles, największy autorytet Aten, ulega żądzy władzy. Leocharesa ogarniają powoli wątpliwości - czy na pewno stanął po słusznej stronie konfliktu?"
Kiedy Atena odwraca wzrok niewątpliwie skusiła mnie czasami w jakich jest osadzona. Akcja bowiem toczy się w starożytnych Atenach. Jako miłośniczka historii nie mogłam sobie odpuścić takiego kryminału!
Na wstępie poznajemy głównego bohatera, Leocharesa, można rzec, że pracuje dla ateńskiego wywiadu. Staje on przed nie lada wyzwaniem, bo musi rozpracować siatkę spartańskich szpiegów działających w Atenach. Musi działać szybko, ponieważ wyraźnie widać, że szykuje się coś co może zniszczyć Ateny od środka i sprawić, że przegrają wojnę ze Spartą.
Leochares mimo, że przypomina typowych współczesnych detektywów- ironicznych, zmęczonych życiem- to zaskarbił sobie moją sympatię. Jest postacią ciekawą i wyrazistą. Zresztą jak większość bohaterów książki Szamałka, którzy są przedstawieni wyraziście i z charakterem. Oprócz postaci fikcyjnych poznajemy także postacie historyczne jak Perykles, Aspazja czy Sokrates, który to został przedstawiony z dużą dozą poczucia humoru. Jednak wcale bym się nie zdziwiła gdyby tak właśnie był traktowany przez zwykłych ludzi ;)
Bez wątpienia największą zaletą jest sam pomysł na książkę- kryminał osadzony w starożytności to coś nowego. Autor zręcznie ukazuje nam realia tamtych czasów. Na szczęście to wszystko nie jest przedstawione za pomocą suchych faktów, a potraktowane lekko, z dużą dozą humoru.
Akcja rozgrywa się akurat wtedy gdy do Aten ściągają tłumy wieśniaków, a samo miasto jest wyniszczone wojną, toteż miejsce akcji jest dość mroczne i ponure, niczym nie przypomina rozświetlonych greckim słońcem, czystych Aten z naszych podręczników do historii.
Niestety nie spodobał mi się język utworu, a raczej... wulgaryzmy. Ok, nie tyle wulgaryzmy co ich ilość. Do czytelników wrażliwych nigdy nie należałam, uważam na przykład, że Sapkowski umiejętnie wplata w swe powieści wulgaryzmy co nadaje im realistyczności, ale tyle "kurw" w starożytnych Atenach to lekka przesada.
Że język jest lekki, nie ma stylizacji na starożytny to plus, bo książkę dobrze się czyta, ale można było trochę ograniczyć przekleństwa.
Sama intryga jest niestety zbyt łatwa, bardzo szybko przejrzałam kim jest tajemniczy Proteusz. Stopień zawikłania akcji był bardzo nikły, po prostu Leochares znajdował kolejną osobę, od której niczego się nie dowiedział i obowiązkowo musiał pojawić się kolejny trup.
Książka trochę nadrabia zakończeniem. Nie było ckliwe, nie było typowego happy endu, nie zakończyło się pomyślnym rozwiązaniem śledztwa. Rozpisać się nie mogę, żebyście nie stracili przyjemności z czytania ;)
Autor miał naprawdę dobre pomysły jednak z ich realizacją chyba się nieco pogubił. Niemniej jednak to całkiem dobra książka jak na debiut, szkoda tylko, że taka krótka, można by rozwinąć wiele wątków, postaci. Mam nadzieję, że jeśli wyda kolejne książki będą nieco bardziej rozbudowane i dłuższe.
Co mi się podobało jeśli chodzi o wydanie: bardzo fajny pomysł z rozdziałami- każdy kolejny rozpoczynany jest literą greckiego alfabetu.
Podsumowując Kiedy Atena odwraca wzrok to książka dobra dla kogoś kto niewiele od nie wymaga i ma ochotę na lekką rozrywkę na jeden wieczór.
Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Muza.
Baza recenzji Syndykatu ZwB
data wydania: lipiec 2011
liczba stron: 256ocena: 3/6
opis:
"Jesień, 430 r. p.n.e.
Kiedy wojska Spartan przerywają oblężenie, zaczyna się prawdziwa wojna. Leochares musi powstrzymać pozbawionego skrupułów spartańskiego szpiega, zanim ten zniszczy Ateny od środka.
Początkowo Leochares nie docenia w pełni zagrożenia. Kiedy jednak jeden z podejrzanych zostaje brutalnie zamordowany, okazuje się, że gra toczy się o najwyższą stawkę. Żadna ze stron nie zawaha się przed ciosem - nawet jeśli miałoby to oznaczać zatarcie granic między dobrem a złem.
Leocharesowi przychodzi zmagać się nie tylko z groźnym szpiegiem, ale i z własnymi uczuciami. Podczas gdy jego związek z żoną się rozpada, pewien młody niewolnik gotów jest zrobić wszystko, by Leochares odwzajemnił jego uczucie - a ten nie wie, czy ma siłę mu się oprzeć. Co więcej, jego pracodawca Perykles, największy autorytet Aten, ulega żądzy władzy. Leocharesa ogarniają powoli wątpliwości - czy na pewno stanął po słusznej stronie konfliktu?"
Kiedy Atena odwraca wzrok niewątpliwie skusiła mnie czasami w jakich jest osadzona. Akcja bowiem toczy się w starożytnych Atenach. Jako miłośniczka historii nie mogłam sobie odpuścić takiego kryminału!
Na wstępie poznajemy głównego bohatera, Leocharesa, można rzec, że pracuje dla ateńskiego wywiadu. Staje on przed nie lada wyzwaniem, bo musi rozpracować siatkę spartańskich szpiegów działających w Atenach. Musi działać szybko, ponieważ wyraźnie widać, że szykuje się coś co może zniszczyć Ateny od środka i sprawić, że przegrają wojnę ze Spartą.
Leochares mimo, że przypomina typowych współczesnych detektywów- ironicznych, zmęczonych życiem- to zaskarbił sobie moją sympatię. Jest postacią ciekawą i wyrazistą. Zresztą jak większość bohaterów książki Szamałka, którzy są przedstawieni wyraziście i z charakterem. Oprócz postaci fikcyjnych poznajemy także postacie historyczne jak Perykles, Aspazja czy Sokrates, który to został przedstawiony z dużą dozą poczucia humoru. Jednak wcale bym się nie zdziwiła gdyby tak właśnie był traktowany przez zwykłych ludzi ;)
Bez wątpienia największą zaletą jest sam pomysł na książkę- kryminał osadzony w starożytności to coś nowego. Autor zręcznie ukazuje nam realia tamtych czasów. Na szczęście to wszystko nie jest przedstawione za pomocą suchych faktów, a potraktowane lekko, z dużą dozą humoru.
Akcja rozgrywa się akurat wtedy gdy do Aten ściągają tłumy wieśniaków, a samo miasto jest wyniszczone wojną, toteż miejsce akcji jest dość mroczne i ponure, niczym nie przypomina rozświetlonych greckim słońcem, czystych Aten z naszych podręczników do historii.
Niestety nie spodobał mi się język utworu, a raczej... wulgaryzmy. Ok, nie tyle wulgaryzmy co ich ilość. Do czytelników wrażliwych nigdy nie należałam, uważam na przykład, że Sapkowski umiejętnie wplata w swe powieści wulgaryzmy co nadaje im realistyczności, ale tyle "kurw" w starożytnych Atenach to lekka przesada.
Że język jest lekki, nie ma stylizacji na starożytny to plus, bo książkę dobrze się czyta, ale można było trochę ograniczyć przekleństwa.
Sama intryga jest niestety zbyt łatwa, bardzo szybko przejrzałam kim jest tajemniczy Proteusz. Stopień zawikłania akcji był bardzo nikły, po prostu Leochares znajdował kolejną osobę, od której niczego się nie dowiedział i obowiązkowo musiał pojawić się kolejny trup.
Książka trochę nadrabia zakończeniem. Nie było ckliwe, nie było typowego happy endu, nie zakończyło się pomyślnym rozwiązaniem śledztwa. Rozpisać się nie mogę, żebyście nie stracili przyjemności z czytania ;)
Autor miał naprawdę dobre pomysły jednak z ich realizacją chyba się nieco pogubił. Niemniej jednak to całkiem dobra książka jak na debiut, szkoda tylko, że taka krótka, można by rozwinąć wiele wątków, postaci. Mam nadzieję, że jeśli wyda kolejne książki będą nieco bardziej rozbudowane i dłuższe.
Co mi się podobało jeśli chodzi o wydanie: bardzo fajny pomysł z rozdziałami- każdy kolejny rozpoczynany jest literą greckiego alfabetu.
Podsumowując Kiedy Atena odwraca wzrok to książka dobra dla kogoś kto niewiele od nie wymaga i ma ochotę na lekką rozrywkę na jeden wieczór.
Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Muza.
Baza recenzji Syndykatu ZwB
10 października 2011
"Królestwo czarnego łabędzia" Lee Carroll
tytuł oryginału: Black Swan Rising
tłumaczenie: Alina Siewior-Kuś
seria/cykl wydawniczy: Królestwo czarnego łabędzia tom 1
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: wrzesień 2011
data wydania oryginału: 2010
liczba stron: 400
ocena: 3,5/6
opis:
opis:
"Pierwsza część niezwykłej serii z gatunku urban fantasy.
Garet James nie jest taka jak inni młodzi, przebojowi single z Nowego Jorku. Tyle tylko, że jeszcze o tym nie wie. Zaczyna się od starej srebrnej szkatułki zamkniętej na amen. Garet ma ją po prostu otworzyć na prośbę słabowitego właściciela sklepu z antykami. Któż by nie odmówił pomocy? Jednak zaraz potem, ni stąd, ni zowąd, wszystko się zmienia. Miasto, w którym się wychowała, zaczyna ukazywać długo skrywane oblicze – mroczne i niebezpieczne: równoległy świat chaosu, dymu i krwi.
Garet James nie jest taka jak inni młodzi, przebojowi single z Nowego Jorku. Tyle tylko, że jeszcze o tym nie wie. Zaczyna się od starej srebrnej szkatułki zamkniętej na amen. Garet ma ją po prostu otworzyć na prośbę słabowitego właściciela sklepu z antykami. Któż by nie odmówił pomocy? Jednak zaraz potem, ni stąd, ni zowąd, wszystko się zmienia. Miasto, w którym się wychowała, zaczyna ukazywać długo skrywane oblicze – mroczne i niebezpieczne: równoległy świat chaosu, dymu i krwi.
Puszka Pandory została otwarta, a to, co z niej wyszło, wcale nie zamierza wracać z powrotem…"
Dzisiejsza recenzja to rozłożenie książki na czynniki pierwsze (a przynajmniej starałam się to zrobić ;P), czyli matematyk pisze recenzję ;)
Pozwolę sobie zacząć od najmniej istotnej, bo wizualnej części książki. Po pierwsze okładka- jak dla mnie ciekawa i tajemnicza, wprawdzie na pierwszy rzut oka niewiele ma wspólnego z treścią, ale oddaje klimat książki. Po drugie ciekawa czcionka tytułu na okładce i rozdziałów, do tego początek każdego rozdziału jest ozdobiony takimi samymi wzorkami jak na okładce. Czyli książka wydana ładnie.
Jednakże jest w niej masa drobnych błędów, literówek głównie, szkoda, że staranność nad stroną wizualną nie dorównała staranności nad poprawnością tekstu.
Jednakże jest w niej masa drobnych błędów, literówek głównie, szkoda, że staranność nad stroną wizualną nie dorównała staranności nad poprawnością tekstu.
Na szczęście tłumaczowi nie mam nic do zarzucenia, język książki nie jest kulawy.
Sam pomysł na książkę nie jest zbyt wyszukany. Trzeba przyznać, że konkretnie czegoś takiego jeszcze nie było, ale ostatnio paranormalne romanse czy książki z gatunku urban fantasy są niezwykle popularne.
Na szczęście autorzy* nadganiają ciekawymi pomysłami. I nie jest to oczywiście paranormal romance, romance może i jest, ale jako poboczny wątek.
Język książki nie jest jakiś wyszukany, ale nie jest też prymitywny. Jest lekki, książkę czyta się szybko. Fabuła wciąga, choć może się czuć przesyt mnogością bohaterów i wydarzeń.
Dodatkowo moim zdaniem źle się stało, że autorzy upchali akcję Królestwa czarnego łabędzia w ciągu jakichś 7 dni. Jest wiele książek z gatunku fantasy gdzie akcja jednej książki odbywa się w ciągu miesięcy i wcale nie muszą one mieć więcej niż 400 stron.
Dodatkowo moim zdaniem źle się stało, że autorzy upchali akcję Królestwa czarnego łabędzia w ciągu jakichś 7 dni. Jest wiele książek z gatunku fantasy gdzie akcja jednej książki odbywa się w ciągu miesięcy i wcale nie muszą one mieć więcej niż 400 stron.
Główna bohaterka dzięki Bogu nie jest naiwną nastolatką, która ma swojego wilkołaka/wampira/anioła (niepotrzebne skreślić). Jest trochę naiwna, ale na szczęście jest młodą kobietą.
Charakter ma jaki ma, osobiście wolę bardziej żywiołowe bohaterki, ale wiadomo, że każdy jest inny. Także na tym polu nie mam jej nic do zarzucenia.
Natomiast drażniło mnie, że autorzy uczynili ją taką wszechmocną i wszechwiedzącą. Nauka przychodziła jej w sekundę, a przecież w tylu książkach szkolenie zajmowało bohaterom wiele tygodni, nie godzin.
Charakter ma jaki ma, osobiście wolę bardziej żywiołowe bohaterki, ale wiadomo, że każdy jest inny. Także na tym polu nie mam jej nic do zarzucenia.
Natomiast drażniło mnie, że autorzy uczynili ją taką wszechmocną i wszechwiedzącą. Nauka przychodziła jej w sekundę, a przecież w tylu książkach szkolenie zajmowało bohaterom wiele tygodni, nie godzin.
Jeszcze jedną denerwującą rzeczą było to, że jakoś nie okazywała emocji. Po prostu coś robiła, mało o tym myślała na polu emocjonalnym. Raz powiedziała, że kocha, raz się zezłościła, raz płakała. Nic więcej.
Co do pozostałych postaci, było ich wiele, ale żadna nie została dokładniej nakreślona, a szkoda, bo wiele było ciekawych, a mało o nich wiemy.
Scenerią Królestwa czarnego łabędzia jest obecny Nowy Jork, bardzo mroczny oraz... Letnia Kraina stanowiąca całkowite przeciwieństwo tego miasta.
I znów o Letniej Krainie wiemy niewiele. Książka jest bardzo tajemnicza i to jest z jednej strony plusem.
Co do zakończenia to strony pochwała dla autorów, że ładnie wszystko zamknęli, w odpowiednim momencie. Jednak nie zostawili zbyt wielu wskazówek co do kolejnego tomu. Oczywistym jest, że Garet będzie szukać Willa, jednak mam nadzieję, że nie zrobią z drugiego tomu romansidła.
Zasadniczo trudno mi powiedzieć czy książka mi się podobała. Ma kilka plusów, ma kilka minusów, ogólnie dobrze się czytało, dlatego uważam ją za taką nieco lepszą niż średnią.
*Lee Carroll to pseudonim literacki Carol Goodman – autorki popularnych kryminałów – i jej męża Lee Slonimsky’ego, poety i menedżera funduszu hedgingowego. Małżeństwo mieszka w Great Neck w Nowym Jorku.
Swoją drogą pan Slonimsky chyba ma polskie korzenie, bo kilka polskich akcentów w książce znalazłam ;)
07 października 2011
"Sztuka wskrzeszania" Hernan Rivera Letelier
tytuł oryginału: El arte de la resurrección
tłumaczenie: Barbara Jaroszuk
wydawnictwo: Muza
data wydania: lipiec 2011 (data przybliżona)
data wydania oryginału: 2010
liczba stron: 248
liczba stron: 248
ocena: 4/6
opis:
"Domingo Zárate Vega zaczyna dostrzegać złowieszcze znaki w kształtach chmur i trafnie przepowiadać drobne nieszczęścia. Po śmierci matki zostaje pustelnikiem i osiada w dolinie Elqui, gdzie wkrótce doznaje objawienia i odkrywa, że jest ni mniej, ni więcej, tylko nowym wcieleniem Jezusa Chrystusa.
W 1942 roku dowiaduje się, że w miasteczku Providencia mieszka prostytutka, która szczególną czcią otacza Matkę Boską Szkaplerzną, a w dodatku ma na imię Magalena. Domingo wyrusza więc przez chilijskie pustkowia, bo pragnie, by stała się jego uczennicą i kochanką i wspólnie z nim głosiła rychły koniec świata.
Domingo Zárate Vega, samozwańczy prorok, lepiej znany jako Chrystus z Elqui, wywoła poważne zamieszanie swoimi natchnionymi naukami. Groteskowe, a zarazem budzące sympatię postaci, płomienne kazania i wątpliwe cuda stanowią materię narracyjną tej pełnej humoru, surrealistycznej prozy, układającej się w niezapomnianą kronikę wyjątkowego miejsca i jedynej w swoim rodzaju epoki."
W 1942 roku dowiaduje się, że w miasteczku Providencia mieszka prostytutka, która szczególną czcią otacza Matkę Boską Szkaplerzną, a w dodatku ma na imię Magalena. Domingo wyrusza więc przez chilijskie pustkowia, bo pragnie, by stała się jego uczennicą i kochanką i wspólnie z nim głosiła rychły koniec świata.
Domingo Zárate Vega, samozwańczy prorok, lepiej znany jako Chrystus z Elqui, wywoła poważne zamieszanie swoimi natchnionymi naukami. Groteskowe, a zarazem budzące sympatię postaci, płomienne kazania i wątpliwe cuda stanowią materię narracyjną tej pełnej humoru, surrealistycznej prozy, układającej się w niezapomnianą kronikę wyjątkowego miejsca i jedynej w swoim rodzaju epoki."
Okładka Sztuki wskrzeszania mnie akurat zaciekawiła, jednak mam problem z napisaniem recenzji.
Problem polega głównie na tym, że jest to książka dość specyficzna. Wystarczy przecież tylko przeczytać opis. Ktoś z Was czytał książkę o samozwańczym Chrystusie? No właśnie.
Problem polega głównie na tym, że jest to książka dość specyficzna. Wystarczy przecież tylko przeczytać opis. Ktoś z Was czytał książkę o samozwańczym Chrystusie? No właśnie.
Sztuka wskrzeszania opisuje losy Chrystusa z Elqui, a dokładniej jego przeżycia w Providencii, gdzie mieszka pobożna prostytutka, Magalena, której on poszukuje. Bałam się, że autor zakończy książkę nie informując czytelnika co się stało później. Na szczęście losy Domingo Zarate Vegi są opisane dokładnie, a autor zakończył książkę mądrze, bo ciekawie i tajemniczo, a jednocześnie informując wcześniej czytelnika o dalszych losach głównego bohatera.
Postać Domingo jest ciekawa, ekscentryczna, zabawna, a jednocześnie budzi w nas politowanie. Pokazuje on prawdziwe oblicze współczesnych proroków- niezbyt normalnych, zawierających w swych kazaniach zarówno mądre uwagi jak i całkiem od czapy, czy wręcz absurdalne pomysły oraz dziwne zalecenia, są oni oczywiście wielce pobożni i świecący przykładem, a gdy inni nie patrzą łamią wszelkie zasady.
Najbardziej zadziwiająca w tym wszystkim nie jest wcale postać Chrystusa z Elqui, ale to, że tylu ludzi w niego wierzy.
Oprócz historii z Chrystusa z Elqui poznajemy również wielu innych bohaterów, a także specyfikę saletrowych chilijskich miasteczek lat czterdziestych ubiegłego wieku. I choć książka jest króciutka to niezwykle treściwa, a język jakim jest pisana zachwyca. A że czyta się błyskawicznie i jest to zabawna powieść- polecam.
Choć właściwie nie wiem, bo że mi się podobała to pewne, ale z uzasadnieniem miałabym już problem. A początkowo obawiałam się, że mi się nie spodoba ;)
Ponadto obiecuję sobie, że będę czytać więcej literatury południowoamerykańskiej i japońskiej- europejskość jak słusznie zauważyła, któraś blogerka jest nudna, szara i bezpłciowa.
Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Muza.
Cytaty:
"Jeśli będzie płakać za słońcem, przeoczy gwiazdy."
Choć właściwie nie wiem, bo że mi się podobała to pewne, ale z uzasadnieniem miałabym już problem. A początkowo obawiałam się, że mi się nie spodoba ;)
Ponadto obiecuję sobie, że będę czytać więcej literatury południowoamerykańskiej i japońskiej- europejskość jak słusznie zauważyła, któraś blogerka jest nudna, szara i bezpłciowa.
Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Muza.
Cytaty:
"Jeśli będzie płakać za słońcem, przeoczy gwiazdy."
04 października 2011
"Krwawa blizna" Val McDermid
tytuł oryginału: The Wire in the Blood
tłumaczenie: Magdalena Jędrzejak
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: wrzesień 2011
data wydania oryginału: 1997
liczba stron: 448data wydania oryginału: 1997
ocena: 4/6
opis:
"W Szkocji zaczęły bez śladu znikać młode dziewczęta. Wszyscy uważają, że to nastoletnie uciekinierki, które ciągnie do wielkich miast i neonów… Wyjaśnieniem tych zagadek mają się zająć podopieczni Tony’ego Hilla, który szkoli młodych policjantów, jak tworzyć portrety psychologiczne seryjnych zabójców. Jedna z uczestniczek kursu – Shaz Bowman – sugeruje, że wszystkie sprawy są ze sobą ściśle powiązane, a winnym jest seryjny zabójca, wskazuje też na jednego z celebrytów. Niestety, jej teoria nie spotyka się z aprobatą reszty grupy, która uważa ją za niedorzeczną. Do czasu… Wkrótce bowiem ich koleżanka zostaje bestialsko zamordowana… Czy Shaz mogła mieć rację? Dla Tony’ego Hilla zabójstwo dziewczyny staje się powodem do osobistej zemsty. Nikt tak jak on nie potrafi zgłębiać szalonych umysłów seryjnych zabójców. Zaczyna się zabawa w kotka i myszkę, w której role niezwykle często się odwracają… Kto ostatecznie będzie katem, a kto ofiarą?"
Chociaż lubię szablonowe kryminały o seryjnych mordercach, tzw. pogoń za duchem, to cenię sobie ciekawe podejście do tematu.
Akurat w tej książce Val McDermid od początku ujawnia nam kto jest zabójcą, dzięki czemu możemy przyglądać się jego poczynaniom. Oczywiście wiadomości o nim dawkowane są tak, że jego postać jest do końca owiana nutką tajemniczości.
Akurat w tej książce Val McDermid od początku ujawnia nam kto jest zabójcą, dzięki czemu możemy przyglądać się jego poczynaniom. Oczywiście wiadomości o nim dawkowane są tak, że jego postać jest do końca owiana nutką tajemniczości.
W Krwawej bliźnie mordercą jest osoba sławna. Zespół prowadzący dochodzenie musi, więc stanąć przed nie lada wyzwaniem- jak przekonać innych, że znany celebryta, któremu 2/3 narodu poświęciłoby życie jest mordercą? Jak zdobyć przeciwko niemu przekonywujące dowody? A może on jednak nie jest winny? Czy poszlaki, którymi dysponują policjanci nie okażą się ślepymi tropami?
Autorka ciekawie podeszła do tematu. Dzięki powoli ujawnianym faktom z życia zabójcy możemy sami rozpracować jego psychikę. Oczywiście robimy to niemal równocześnie z zespołem profilerskim, ale dla co bystrzejszego czytelnika McDermid rzuca kilka ciekawych faktów, dzięki którym może wyprzedzić policjantów. I tu jest zupełnie odmienne podejście niż np. Camilli Lackberg, która pod koniec rozdziału pisze o tym, że bohater czegoś się dowiedział, po czym musimy czekać kilka rozdziałów aby dowiedzieć się o co chodziło. To odbiera frajdę z czytania. Natomiast u McDermid możemy sami pogłówkować.
Jako, że w każdym kryminale profilerzy niezmiernie mnie intrygują bardzo się ucieszyłam, że w tym akurat będę mogła przyglądać się pracy nowo powstałej jednostki. I tutaj dwie niespodzianki- nie dość, że czytam uwagi doświadczonego profilera to jeszcze przyglądam się szkoleniu przyszłych profilerów.
To ujawnienie tożsamości mordercy niestety dodało książce trochę przewidywalności, ale mimo wszystko nie jesteśmy do końca wszystkiego pewni. Za to rozwiązanie kilku wątków (m.in. dwóch funkcjonariuszek) nieźle mnie zaskoczyło, wręcz zszokowało, za co kolejny plus dla autorki, bo wielu innych pisarzy zakończyło by je banalnie.
Val McDermid jest na prostej drodze do zdobycia mego serca swoimi kryminałami :) Szczerze polecam jej książki. Wprawdzie ta była już trzecia z serii o Tonym Hillu i było trochę szczegółów dotyczących finału pierwszej (bodajże), ale jak tylko te fakty mi się zatrą postaram się zabrać za poprzednie jej książki. I niecierpliwie wyczekuję kolejnych ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
