Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cassandra Clare. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cassandra Clare. Pokaż wszystkie posty

28 maja 2011

"Miasto popiołów" Cassandra Clare

tytuł oryginału: City of Ashes. The Mortal Instruments - Book Two
seria/cykl wydawniczy: Dary Anioła tom 2
wydawnictwo: MAG
data wydania: październik 2009
data wydania oryginału: 2008
liczba stron: 442
ocena: 1

Opis:
"Piętnastoletnia Clary Fray poszukując swojej zaginionej matki, trafia do tajemnego świata, położonego głęboko pod ulicami Nowego Jorku, zwanego Podziemnym Światem, pełnego tajemniczych wróżek, wampirów, hybryd człowieka i wampira, i demonów. Clary jest rozdarta pomiędzy uczuciami, które żywi do dwóch chłopców - jej najlepszego przyjaciela, Simona, oraz do tajemniczego łowcy wampirów, półczłowieka, półanioła Jace'a. Okazuje się, że jej ojcem jest zbuntowany Nocny Łowca,Valentine, który jest winien morderstw i zdrady.Teraz powraca na czele wiernych mu zwolenników aby dokończyć przewrotu i dokonać eksterminacji wszystkich demonów i wampirów. Valentine odkrywa przed Clary straszną tajemnicę: ma ona brata i jest nim Jace. Valentine dokonuje napadu na siedzibę Nocnych Łowców i ucieka wraz z Jacem. Clary pozostaje sama i wyrusza do ostatniego schronienia Nocnych Łowców."

Okładka drugiej części jest tak ohydna, że postanowiłam zamieścić tutaj amerykańską wersję, która jest moim zdaniem o niebo lepsza. Choć zielona skóra średnio mi się podoba, to wolę ją o wiele bardziej od tego potwora na okładce polskiej :P
Poprzednią część oceniłam na 4, więc pewnie zdziwi Was taki rozrzut. Cóż... Po tamtej nie spodziewałam się niczego ciekawego, właściwie byłam już całkowicie zniechęcona do paranormalnych romansów, dlatego Miasto kości wydało mi się ciekawe, ale w porównaniu z innymi z tego gatunku, poza tym jakimś cudem mnie zainteresowała i przeczytałam ją błyskawicznie.
Jednak z Miastem popiołów było inaczej. Po pierwsze uderzyła mnie banalność i infantylność, która jakoś nie rzuciła mi się w oczy w poprzednim tomie. Być może dlatego, że uczucia Clary i ta jej wielka miłość są jakieś takie... niedojrzałe, poza tym w tym tomie mieliśmy podobno zaobserwować rozdarcie uczuciowe bohaterki względem Jace'a i Simona, niestety ja tego nie zauważyłam.
Akcja, fabuła. No cóż nie można powiedzieć, że ich nie było, bo w takich książkach jest właściwie tylko to, ale była ona monotonna- mam na myśli to, że nie było narastania, napięcia. Poza tym w tej części w odróżnieniu do poprzedniej, nie podobały mi się już rozwiązania jakie stosowała Clare. Wydawały mi się wręcz zbyt proste. Coś zabrania Ci tego? To zrób to, powiedz tamto, nagnij prawdę i już nie ma przeszkody.
Bez żalu przeczytam na wikipedii streszczenie trzeciej, a może nawet kolejnych części.
Na najbliższą dekadę odpuszczam sobie tego typu książki (chociaż wiem, że i tak pewnie coś tego typu jeszcze przeczytam). Lepiej przeczytać coś wartościowego i dopracowanego, napisanego tak, żeby czytelnikowi nie wydawało się, że czyta książkę nastolatki (i to młodej).

17 kwietnia 2011

"Miasto kości" Cassandra Clare

tytuł oryginału: City of Bones
seria/cykl wydawniczy: Dary Anioła tom 1
wydawnictwo: MAG
data wydania: czerwiec 2009
wydanie pierwsze: 27 marca 2007
liczba stron: 508
ocena: 4



Uprzedzam, że pisząc o tej książce miałam na uwadze jedynie to, że jest to typowa młodzieżówka fantastyczna. Nie spodziewajcie się więc po niej (książce) cudów.







Miasto kości to właściwie taki paranormalny romans jak Zmierzch czy Szeptem (które nie za bardzo przypadły mi do gustu), ale moim zdaniem jest lepszy od wyżej wymienionych.

Jeśli chodzi o podobieństwa do tego typu książek to mamy tu oczywiście nieporadną nastolatkę, której życie zmienia się diametralnie, gdy poznaje JEGO. ON nazywa się Jace i oczywiście COŚ do siebie czują (a co- tego nie powiem :) ). I oczywiście Jace nie jest człowiekiem.
Jak to bywa w tego typu powieściach język jest prosty, akcja wartka i czyta się szybko.
Co do znaczących podobieństw to chyba tyle.

Nie ma tu jak w Zmierzchu czy Szeptem całkowitego oddania miłości pomiędzy głównymi bohaterami. Nie musimy stale czytać jak to on kocha ją a ona jego i jak to nie mogą być ze sobą (pewnie prawie widzicie jak przewracam oczami :P).
Sama postać Jace'a jest dość ciekawa, jego wygląd nie uosabia charakteru. Jace wygląda, jeśli poznamy już jego charakter, całkiem niewinnie :)

Autorka tworzy całkiem interesujący, magiczny świat i w porównaniu do Szeptem dowiadujemy się całkiem sporo, a lektura pierwszego tomu zachęca do sięgnięcia po kolejne.
Podobało mi się to, że w niektórych sytuacjach nie zawsze można było stwierdzić co się stanie. A także, że zastosowała kilka rozwiązań pewnych wątków dość w tego typu powieściach niekonwencjonalnych (jak na przykład SPOILER to, że Jace i Clare raczej nie będą razem)
W książce nie brakuje nagłych zwrotów akcji i zaskakujących sytuacji.

Bohaterowie są całkiem ciekawie wykreowani. Jace, Alec i Isabelle przypominają mi trójkę kosmitów z Roswell- Maxa, Michaela i Isabelle (zwłaszcza obie Izusie są do siebie podobne ;P) Dodatkowo w książce było wiele innych, w niektórych przypadkach intrygujących postaci.

Jest to książka przeznaczona dla zapewnienia rozrywki, nie oczekujcie, więc błyskotliwych czy głębszych myśli. Na szczęście nie ma tu takich myśli wprowadzonych na siłę. Jak to ktoś powiedział- rozrywka w stanie czystym. Idealna do czytania pod ławką :)

Dziwi mnie, że ludzie porównują tę książkę do Harry'ego Pottera. Ja nie dostrzegam podobieństw- może mnie ktoś oświecić? :P

Podsumowując Miasto kości mi się podobało. Na tle innych tego typu powieści wypada całkiem dobrze, a co najważniejsze jest zachęcającym początkiem serii (czego nie można powiedzieć o Szeptem). Z pewnością sięgnę po kolejne tomy.

Polecam każdemu kto ma ochotę się odprężyć, a chce zapewnić sobie rozrywkę i tzw. przerywnik w czytaniu innych książek.

A tak btw.- okładka pierwszej i trzeciej części mi się podoba, ale co u licha jest na okładce 2 tomu!? Tylko proszę nie piszcie, że to wyobrażenie Clare...