Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aravind Adiga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aravind Adiga. Pokaż wszystkie posty

10 maja 2011

Nie podołałam... I kilka słów o "Zapiskach na pudełku od zapałek 1986-1991" Umberto Eco

Nie podołałam
Pomimo najszczerszych chęci, a później wręcz przymusu, obie poniższe książki próbowałam przeczytać, ale gdzieś w okolicy setki stwierdziłam, że nie dam rady. Zazwyczaj jeśli w okolicach 50 stron uważam, że książka nic mi nie oferuje, odkładam ją na półkę. Niestety to dwie kolejne książki w tym roku, których nie doczytałam i jakoś tak żal mi było oddać je do biblioteki. Niestety mimo najszczerszych chęci nie dałam rady...


Nie wiem dlaczego, ale wiele się spodziewałam po tej książce. Coś (czyt. tytuł, okładka, opis) sprawiło, że myślałam, iż to będzie świetna książka. Niewiele akcji i taka życiowa.
Przy pierwszym podejściu po 30 stronach lektura była bardzo nużąca...
Ok, pomyślałam, odłożę ją i spróbuję innym razem.
5 książek i 40 stron ww. książki później uświadomiłam sobie, że oczy same mi się zamykają, a historia nadal mnie nie ciekawi.
I cóż jej dalszy los mogę obwieścić- jutro powędruje ze mną do szkółki, a około 2 po południu znajdzie się w bibliotece.





Erynie podzielą los Białego tygrysa. Stety-niestety.
Kiedy zaczęłam czytać nie za bardzo zainteresowała mnie ta historia, główny bohater, Edward Popielski, był mi całkowicie obojętny. W miarę czytania pojawiła się iskra zainteresowania, doszłam do połowy, przerwałam czytanie (kiedyś muszę przecież jeść :P) i nagle puff! Koniec. Nie dałam rady przeczytać 5 stron na raz. Nie potrafię wyjaśnić tego zjawiska... Na plus przemawiają dobrze napisany opis, np. zwłok (hmmm... po namyśle stwierdzam, że zabrzmiało to trochę makabrycznie :P)
Pana Krajewskiego oczywiście nie skreślam, bo mam zamiar przeczytać coś z serii o Breslau.







"Zapiski na pudełku od zapałek 1986-1991" Umberto Eco

Jest to zbiór felietonów, które w latach 1986-1991 ukazywały się na łamach L'Espresso. Przyznam, że z tą formą jak i twórczością Eco miałam styczność po raz pierwszy.
Jak wrażenia? Nie są złe, ale też nie wspaniałe.
Myślę, że felieton najlepiej nadaje się do gazety. Oczywiście dla miłośników Eco jest to zapewne nie lada gratka, ale na pierwsze spotkanie z jego twórczością to chyba nie najlepsza pozycja.
Owszem miło było spędzić wieczór z felietonami Eco. Większość jest zabawna, wyśmiewa jakieś wady czy twory ludzkie, są też (choć nieliczne) poważne. Kilka mi się spodobało, a kilka pominęłam, bo albo nie mogłam ich zrozumieć, albo nie interesowała mnie ta tematyka.
Pozostał mi jednak pewna nutka goryczy, niewielka, ale jednak. Otóż odniosłam wrażenie, że pan Eco wyśmiewa się z ludzi innych lub mniej inteligentnych od niego. No nie wiem być może błędnie go odebrałam.
Cóż na razie dam spokój Eco-felietoniście i będę polować w bibliotece na Imię róży :)