Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hernan Rivera Letelier. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hernan Rivera Letelier. Pokaż wszystkie posty

04 sierpnia 2012

"Opowiadaczka filmów" Hernan Rivera Letelier

tytuł oryginału: La contadora de películas
tłumaczenie: Natalia Nagler
wydawnictwo: Muza
data wydania: kwiecień 2012
data wydania oryginału: 2009
liczba stron: 104












Opowiadaczka filmów to moje drugie spotkanie z twórczością Hernana Rivera Letelier*, a ponadto jego druga książka wydana przez wydawnictwo Muza. Obie powieści** podobały mi się. Łączy je podobny, specyficzny styl, a dzieli to, że Sztuka wskrzeszania jest pełna humoru, a Opowiadaczka raczej smutna.

Smutek zawarty w książce powinien dziwić, gdyż narratorką i tytułową bohaterką jest Maria Margarita, która na początku książki jest dzieckiem, a przecież dzieciństwo kojarzy się nam głównie z beztroskimi latami i szczęściem. Cóż może i tak jest u nas, w Europie w XXI wieku. Jednak dzieciństwo Marii Margarity, która mieszka na chilijskiej pustyni w pierwszej połowie XX w. nie jest już takie kolorowe. Jednak z początku tylko czytelnik dostrzega, że dziewczynka nie miała lekko. A ona sama? Jak to dziecko jest beztroska i nie dostrzega wielu złych rzeczy jakie się wokół niej dzieją.

Nie będę streszczać ani pisać konkretniej o czym jest Opowiadaczka filmów, gdyż jest na to zbyt krótka. Fabuła to losy Marii Margarity opowiadane przez nią samą z perspektywy lat. Wszystko o czym mówi kręci się wokół filmów. Dowiadujemy się jak została opowiadaczką, czytamy co czuła w chwilach największej sławy i do czego ją to wszystko doprowadziło.
Jednak jej historia to także pretekst do ukazania środowiska ludzi żyjących w małej górniczej osadzie pośród chilijskiej pampy. Letelier świetnie nakreślił tło wydarzeń opowiedzianych przez Marię Margaritę, na które składa się społeczeństwo Oficiny.
Trudno mi napisać jakie problemy porusza, bowiem aby to dostrzec trzeba czytać między wierszami, co mi się w tej powieści bardzo spodobało. Niewątpliwie każdy wychwyci w niej co innego.

Pewnie ktoś uzna, że książka jest zbyt trudna czy przygnębiająca po tym, jak napisałam, że jest raczej smutna. Jednak na tym polega ten specyficzny styl jej autora, że jest ona zarazem smutna i radosna, a Sztuka wskrzeszania była jednocześnie poważna i groteskowa. Nie potrafię tego wyjaśnić, jeśli ktoś czytał jego poprzednią książkę będzie doskonale wiedział o co mi chodzi.
Poza tym Opowiadaczka filmów jest, wbrew pozorom, lekka. Zdania są proste, rozdziały króciutkie, co w połączeniu z zaledwie 100 stronami tekstu sprawia, że jest to książka dosłownie na jeden wieczór.

Opowiadaczka filmów jest krótka, stanowczo zbyt krótka, jednak nie czuję po jej lekturze niedosytu ani nie mam w tym względzie żadnych zastrzeżeń, czuję natomiast głód, który zaspokoić może jedynie kolejna powieść pana Letelier. Nie mam pojęcia czy ani kiedy zostanie wydana w Polsce jego kolejna powieść. Będę jednak czujna i jeśli tak się stanie na pewno ją przeczytam.
Każdemu kto jest zainteresowany czymś specyficznym, pochodzącym prosto z chilijskiej pampy (a na dodatek czyta się błyskawicznie i kosztuje jedyne 15 zł) polecam Opowiadaczkę filmów. Warto!***

ocena: 5/6

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Muza.

*nie wiem czy jego nazwisko się odmienia, więc wolę zostawić tak jak jest ;P
**choć nie wiem czy Opowiadaczkę ze względu na objętość można nazwać powieścią (czy to aby nie nowela? nie wiem, ja się nie znam, może ktoś bardziej doświadczony się wypowie)
***oczywiście moim skromnym subiektywnym zdaniem, jednak ja jestem zauroczona stylem Leteliera, więc to mocno subiektywne zdanie :) 

Natrafiłam przypadkiem na taką okładkę:
 I znacznie bardziej mi się podoba niż ta którą ma książka, szkoda, że nie wykorzystano powyższej. A Wam, która się bardziej podoba?

07 października 2011

"Sztuka wskrzeszania" Hernan Rivera Letelier

tytuł oryginału: El arte de la resurrección
tłumaczenie: Barbara Jaroszuk
wydawnictwo: Muza
data wydania: lipiec 2011 (data przybliżona)
data wydania oryginału: 2010
liczba stron:
248
ocena: 4/6

opis:
"Domingo Zárate Vega zaczyna dostrzegać złowieszcze znaki w kształtach chmur i trafnie przepowiadać drobne nieszczęścia. Po śmierci matki zostaje pustelnikiem i osiada w dolinie Elqui, gdzie wkrótce doznaje objawienia i odkrywa, że jest ni mniej, ni więcej, tylko nowym wcieleniem Jezusa Chrystusa.

W 1942 roku dowiaduje się, że w miasteczku Providencia mieszka prostytutka, która szczególną czcią otacza Matkę Boską Szkaplerzną, a w dodatku ma na imię Magalena. Domingo wyrusza więc przez chilijskie pustkowia, bo pragnie, by stała się jego uczennicą i kochanką i wspólnie z nim głosiła rychły koniec świata.

Domingo Zárate Vega, samozwańczy prorok, lepiej znany jako Chrystus z Elqui, wywoła poważne zamieszanie swoimi natchnionymi naukami. Groteskowe, a zarazem budzące sympatię postaci, płomienne kazania i wątpliwe cuda stanowią materię narracyjną tej pełnej humoru, surrealistycznej prozy, układającej się w niezapomnianą kronikę wyjątkowego miejsca i jedynej w swoim rodzaju epoki.
"

Okładka Sztuki wskrzeszania mnie akurat zaciekawiła, jednak mam problem z napisaniem recenzji.
Problem polega głównie na tym, że jest to książka dość specyficzna. Wystarczy przecież tylko przeczytać opis. Ktoś z Was czytał książkę o samozwańczym Chrystusie? No właśnie.

Sztuka wskrzeszania opisuje losy Chrystusa z Elqui, a dokładniej jego przeżycia w Providencii, gdzie mieszka pobożna prostytutka, Magalena, której on poszukuje. Bałam się, że autor zakończy książkę nie informując czytelnika co się stało później. Na szczęście losy Domingo Zarate Vegi są opisane dokładnie, a autor zakończył książkę mądrze, bo ciekawie i tajemniczo, a jednocześnie informując wcześniej czytelnika o dalszych losach głównego bohatera.

Postać Domingo jest ciekawa, ekscentryczna, zabawna, a jednocześnie budzi w nas politowanie. Pokazuje on prawdziwe oblicze współczesnych proroków- niezbyt normalnych, zawierających w swych kazaniach zarówno mądre uwagi jak i całkiem od czapy, czy wręcz absurdalne pomysły oraz dziwne zalecenia, są oni oczywiście wielce pobożni i świecący przykładem, a gdy inni nie patrzą łamią wszelkie zasady.
Najbardziej zadziwiająca w tym wszystkim nie jest wcale postać Chrystusa z Elqui, ale to, że tylu ludzi w niego wierzy.

Oprócz historii z Chrystusa z Elqui poznajemy również wielu innych bohaterów, a także specyfikę saletrowych chilijskich miasteczek lat czterdziestych ubiegłego wieku. I choć książka jest króciutka to niezwykle treściwa, a język jakim jest pisana zachwyca. A że czyta się błyskawicznie i jest to zabawna powieść- polecam.

Choć właściwie nie wiem, bo że mi się podobała to pewne, ale z uzasadnieniem miałabym już problem. A początkowo obawiałam się, że mi się nie spodoba ;)

Ponadto obiecuję sobie, że będę czytać więcej literatury południowoamerykańskiej i japońskiej- europejskość jak słusznie zauważyła, któraś blogerka jest nudna, szara i bezpłciowa.

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Muza.

Cytaty:
"Jeśli będzie płakać za słońcem, przeoczy gwiazdy."