tłumaczenie: Piotr Amsterdamski
wydawnictwo: MUZA, Albatros
data wydania: 2003
data wydania oryginału: 2001
liczba stron: 472
opis:
"W wieku 21 lat John Nash opublikował pracę doktorską, w której sformułował "teorię równowagi Nasha" - nowe rewolucyjne podejście do kluczowego problemu teorii gier niezespołowych, opisujące mechanizmy racjonalnego zachowania człowieka. Kilkanaście lat później jego wynik dokonał przewrotu we współczesnej ekonomii, co doceniono przyznając matematykowi Nagrodę Nobla w 1994 roku. Sam Nash, ekscentryk cierpiący na schizofrenię, przez wiele lat walczył ze straszliwą chorobą ograniczającą jego potencjał twórczy, by ostatecznie nad nią zatriumfować u schyłku swojego życia. "
Po pierwsze muszę ostrzec wszystkich entuzjastów, którzy tak jak ja wiedzieli o filmie o tym samym tytule i dostrzegli na okładce, jakże zgubny, napis światowy bestseller. Piękny umysł jest typową biografią, napisaną dość "suchym" językiem, nie jest prosta w odbiorze.
Nie mam pojęcia czemu książka ta stała się bestsellerem. Być może uzyskała ten status po zekranizowaniu.
Nie mam pojęcia czemu książka ta stała się bestsellerem. Być może uzyskała ten status po zekranizowaniu.
Dostarczyło mi to trochę frustracji, bo musiałabym za każdym razem włączać komputer i szukać przystępniejszych wyjaśnień. Więc tak naprawdę nie mam pojęcia o znaczeniu odkryć Johna Nasha i jego kolegów.
Drugą "wadą", za którą nie można winić autorki, ale która wpłynęła na odbiór książki jest opisywana postać.
Najpierw, owszem, byłam zafascynowana. Jednak gdzieś w połowie dostrzegłam, że Nash, wprawdzie geniusz matematyczny (w co muszę wierzyć trochę na słowo...), jest tak naprawdę skur... Ustawicznie poniżał i źle traktował ludzi, których uważał za mniej inteligentniejszych od siebie, jak widać miał tylko jedno kryterium, którym posługiwał się w ocenie ludzi. Baaardzo głębokie...
Był na poziomie emocjonalnym... Nie, chyba nawet nie można powiedzieć, że pięciolatka, bo pięciolatek potrafi okazywać miłość. Oto jedna z sytuacji, która ukazuje jak traktował młodą, inteligentną, kompletnie w nim zadurzoną kobietę:
Pod koniec letniego semestru Nash zaprosił Alicię na piknik wydziału matematycznego w Bostonie. (...) Nash chciał pokazać wszystkim, że jest panem tej pięknej młodej kobiety, a ona jego niewolnicą. W pewnej chwili późno po południu, przewrócił Alicię na trawę i postawił stopę na jej karku.
W tym momencie nie rozumiem Alicii. Zwłaszcza w tamtych czasach kobieta nie powinna się godzić na takie traktowanie.
Osobowość Nasha sprzed choroby sprawiła, że zupełnie mu nie współczułam kiedy czytałam o jego chorobie. Bardziej ciekawiła mnie sama schizofrenia, opisy ówczesnych szpitali psychiatrycznych, metod leczenia, itp. Co najciekawsze na końcu książki, choć Nash sprawia wrażenie już bardziej ludzkiego i normalnego emocjonalnie, pokorniejszego, to jednak widać, że jego złośliwa natura nie zniknęła.
Nie będę polecać tej książki. Choć jest to obszerna biografia, myślę, że rzetelnie napisana i jeśli ktoś jest zauroczony Nashem czy jego odkryciami to pewnie będzie nią urzeczony. Mnie się nie podobała.
Ciekawym zabiegiem był ten z halucynacjami, szczerze mówiąc dałam się nabrać, bo myślałam, że tak przeinaczyli to co było w książce, a potem pofantazjowali (RAND-Pentagon mnie zmylił).
Byłaby to fajna i wzruszająca historia o tryumfu ludzkiego ducha i umysłu geniusza, gdyby nie to, że Nash z filmu to nie Nash z książki (a zakładam, że Sylvia Nasar przedstawiła go właściwie (prawie 100 stron przypisów i bibliografii musi o czymś świadczyć)). Jego postać została mocno wybielona, w filmie jest po prostu typowym, ekscentrycznym matematykiem, nie ukazano jego złośliwości, arogancji i egocentryzmu.
W filmie przeinaczone są fakty, postacie Johna i jego żony. Nie podobało mi się, no ale cóż, kto chciałby oglądać matematyka upokarzającego kolegów, kobiety, porzucającego własnego syna (starszego)? Nikt by się wtedy nie wzruszył.
Zirytowało mnie także to, że jedną scenę zrobili tylko po to, żeby zagrać na emocjach widza- w jednej z ostatnich scen studenci śmieją się z Nasha. Z tego co pamiętam ci, którzy kojarzyli go i zdawali sobie sprawę z tego jak wielkim matematykiem był przed chorobą uświadamiali o tym innych, względnie budził postrach, ale nie pamiętam sceny, w której byłby pośmiewiskiem.
Jeśli zniechęciłam was do obejrzenia filmu, a nie czytaliście jeszcze książki, to pragnę was zapewnić, że film sam w sobie, jeśli się zapomni o tym jaki był naprawdę Nash, jest wzruszającą historią. W sumie warto go obejrzeć, jest ciekawy, ale przy tym nie należy go traktować jako biografię Johna Nasha.