Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seria Angielski Ogród. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seria Angielski Ogród. Pokaż wszystkie posty

26 czerwca 2016

Weekend z Jane Austen. Niedziela: Opactwo Northanger

tytuł oryginału: Northanger Abbey
tłumaczenie: Anna Przedpełska-Trzeciakowska
data wydania: 2015

data wydania oryginału: 1817 (wydanie pośmiertne)
liczba stron: 240
opis:
"Napisana z finezją i humorem parodia popularnych na przełomie XVIII i XIX stulecia powieści gotyckich.
Młoda i przemiła, choć trochę naiwna panna Katarzyna Morland jest zafascynowana powieściami gotyckimi. Gdy poznaje nowych przyjaciół i zostaje przez nich zaproszona do starego opactwa Northanger, ma nadzieję, że uda jej się odkryć jakąś niewyjaśnioną od lat tajemnicę i przeżyć przygodę. Znajduje jednak coś zupełnie innego. Coś, o czym skrycie marzyła…
"






        Moje drugie spotkanie z Jane Austen było o wiele bardziej udane niż poprzednie. Zaczęłam od światowej klasyki romansu i chyba najbardziej znanej powieści- Dumy i uprzedzenia. Niestety nie spodobała mi się. Natomiast
o Opactwie wcześniej nawet nie słyszałam.

        Podejrzewam, że fabuła książek Austen jest bardzo podobna- czyli mamy młodą damę, która zakochuje się
w jakimś mężczyźnie. Nie będę tworzyć własnego opisu, bo trochę to bezcelowe, poza tym nie chciałabym zdradzić żadnych istotnych szczegółów, co nie byłoby takie trudne, ponieważ książka ta liczy niewiele ponad 200 stron.
Warto jednak wspomnieć, że nasza młoda dama, czyli Katarzyna, jest osobą roztrzepaną, naiwną i o czystym sercu i szczerych intencjach. Na dodatek jest to pełnokrwisty mol książkowy, który nie boi się, że zostanie źle osądzona przez to, że czyta tylko powieści.

        Myślę, że na pozytywny odbiór Opactwa miało wpływ zasłyszane stwierdzenie, że książki Austen to przede wszystkim humor. Jedno krótkie stwierdzenie, ale dało mi do myślenia. Wymyśliłam w końcu, że nie ma sensu oczekiwać tego czego oczekiwałam przed lekturą Dumy i uprzedzenia- czyli ochów, achów, wielkiej literatury
i czegoś niesamowitego. Powiedziałam więc sobie wrzuć na luz, i zamiast nadziei na niesamowite doznania literackie nastawiłam się na lekką książkę, romans, oderwanie od rzeczywistości.
Uważam, że z takim właśnie nastawieniem powinniście sięgać po książki Austen, o ile jeszcze żadnej nie czytaliście.

        I jak to się sprawdziło? Znakomicie! Okazało się, że bardzo wciągnęłam się w fabułę i nawet przeżywałam spore emocje- denerwowałam się na niektórych, cieszyłam z główną bohaterką, czułam ogromne zaciekawienie Northanger i bawiły mnie żarty Henry'ego (no, może tylko czasem).
Pomijam już nawet fakt, iż jest to parodia powieści gotyckich, co jest ważną informacją i powinniście to wiedzieć zanim przystąpicie do lektury.
Tak właśnie można wyglądać podczas lektury "Opactwa" :)
Przypuszcza się, iż Opactwo Northanger to książka napisana bardziej "dla rozrywki rodziny, do czytania przy kominku", jednak była to pierwsza książka Austen przygotowana do druku. Niestety nie doszło to do skutku i została wydana dopiero po śmierci autorki.

        Forma powieści jest dość nietypowa- autorka nazywa Katarzynę "naszą heroiną", zwraca się bezpośrednio do czytelnika, a kończy powieść w taki sposób, abyśmy odnieśli wrażenie, iż czytamy opis losów jej przyjaciół.
Tym razem na szczęście nie przeszkadzał mi język, widać wtedy miałam jakiś gorszy czas i zdecydowanie nie powinnam była sięgać po tak starą książkę. A do sposobu prowadzenia dialogów jakoś się już przyzwyczaiłam.
Bohaterowie tej książki to dość barwny korowód, nie będę za wiele zdradzać, abyście mieli tę przyjemność sami odkrywać jakimi osobami się okazują. Napiszę tylko, że główna bohaterka, czyli Katarzyna, jest dość naiwną młodą osobą, momentami może denerwować! Ale są momenty, że jest po prostu urocza. Taka kreacja wynika z faktu iż Opactwo jest parodią. A wybranek jej serca okazuje się mniej bezbarwną postacią niż w większości romansów, jest inteligentny, dowcipny i zadziorny. To chyba pierwszy książkowy amant, na którym mogłabym się zdecydować na dłużej "zawiesić oko" :)

Źródło: wikipedia.
        Sam wątek miłości dwojga ludzi także nie jest typowy, tak naprawdę miłość głównej bohaterki jest trochę na dalszym planie, a jej opis, który serwuje nam Austen jest dość nietypowy. Autorka bowiem pozwala sobie na osądzenie go, a jej osąd bynajmniej nie brzmi on tak cukierkowo jak można się spodziewać po takiej powieści.

        Opactwo Northanger to lekka książka, przy której łatwo się zrelaksujecie. Polecam ją, ale pamiętajcie z jakim nastawieniem :)


reżyseria: Jon Jones
czas trwania: 1 godz. 30 min.
premiera świat: 2007





        Również ekranizacja bardziej mi się podobała od Dumy i uprzedzenia. Przede wszystkim wynika to z tego, iż bardziej przypadła mi do gustu historia
z powieści.
        Dodatkowo moim zdaniem aktorzy o wiele lepiej się spisali. Felicity Jones (główna bohaterka, Katarzyna) jest śliczna i zagrała całkiem dobrze, jedyne co mi przeszkadzało to to, że ciągle rozdziawiała usta, ta mina była irytująca. Chyba inspirowała się grą Katharine Schlesinger z ekranizacji z roku 1986, to nie był dobry pomysł. John Feild (główny bohater, Henryk) był doprawdy uroczy, Liam Cunningham, jego filmowy ojciec, odegrał swoją rolę ponurego
i przerażającego generała. A William Beck sprawdził się w roli podstępnego i nieco wężowego (nie mogę znaleźć innego określenia! dodatkowo stale kojarzył mi się z serialowym Theonem Greyjoyem) rywala, który czyha tylko na bogatą (potencjalną) małżonkę.
        Całość była przyjemna dla oka i ucha- całkiem ładne widoki i nieźle dobrana muzyka.
Fabuła została naprawdę dobrze przedstawiona, zredukowano niewiele wątków, a nawet coś dodano. Film jest bowiem przetykany wstawkami z marzeń i snów Katarzyny. Nie do końca mi się to spodobało, ale przeżyłam ;) Nie było to oryginalne, ponieważ Jon Jones zwyczajnie powielił pomysł Gilesa Fostera, reżysera adaptacji z roku 1986. Na ten film jedynie zerknęłam, w zasadzie go sobie przewinęłam. Nie spodobała mi się gra Schlesinger, pozostali aktorzy też mnie jakoś zniechęcili, do tego wyglądali dość zabawnie. Nie wiem, która ekranizacja jest pod względem strojów i fryzur bliższa prawdy, ale zdecydowanie milsza dla oka jest ta z 2007 roku.
        Raczej poleciłabym tym, którzy czytali książkę, ale myślę, że i bez tego możecie czerpać przyjemność
z seansu, trzeba tylko lubić takie historie.


25 czerwca 2016

Weekend z Jane Austen. Sobota: Duma i uprzedzenie

 tytuł oryginału: Pride and Prejudice
tłumaczenie: Anna Przedpełska-Trzeciakowska
data wydania: 2015
data wydania oryginału: 1813
liczba stron: 368 
opis:
Rzecz dzieje się na angielskiej prowincji na przełomie XVIII i XIX wieku. Niezbyt zamożni państwo Bennetowie mają nie lada kłopot – nadeszła pora, by wydać za mąż ich pięć dorosłych córek. Sęk w tym, że niełatwo jest znaleźć odpowiedniego męża na prowincji. Pojawia się jednak iskierka nadziei, bo oto posiadłość po sąsiedzku postanawia dzierżawić pewien młody człowiek, przystojny i bogaty... 







Mała uwaga: ten tekst napisałam po przeczytaniu książki (a było to pod koniec marca), nie pojawił się od razu na blogu z uwagi na to, że planowałam obejrzeć więcej ekranizacji, a nawet serial. Niestety nie wyszło.

        Pisząc o tej książce muszę wspomnieć, że nie trafiła na najlepszy dla siebie czas. Okazało się, że nie bardzo mam ochotę na romans. Generalnie raczej rzadko miewam ochotę, bo nie przepadam za tym gatunkiem, już prędzej obejrzę komedię romatyczną. Ale to szeroko pojęta klasyka, więc wiedziałam, że kiedyś wreszcie musiał nadejść ten dzień, w którym po nią sięgnę.

        Nie będę pisać szerzej o czym jest Duma i uprzedzenie, nie widzę takiej potrzeby. Zresztą gdybym zdradziła więcej z fabuły to w zasadzie nie byłoby sensu, abyście po nią sięgali. Książka Jane Austen nie zachwyciła mnie ani trochę, momentami śmieszyła, więc jako takiej rozrywki dostarczyła, ale w zasadzie przeczytałam ją, bo przeczytałam, bez większych emocji. To takie czytadło, tylko że nie czytało mi się jej tak lekko jak zazwyczaj w takich przypadkach. Niestety, ale język bywał dla mnie jako współczesnego czytelnika nieco toporny. Czasem też nie wiedziałam czy do końca rozumiem co dana postać ma na myśli, ale też zapewne była to wina tego, że czasem wypowiedzi były zawoalowane.

        Nie podobał mi się sposób prowadzenia dialogów, to że czasem bywały nagle urywane i tylko streszczone. Trochę mnie to momentami denerwowało, bo sprawiało, że lektura była dość monotonna, co jest zapewne ironią, bo przypuszczam, że zabieg ten miał właśnie przyśpieszyć akcję i nie zanudzać czytelnika oczywistościami (mnie i tak nudziły momentami inne rozmowy, także...). Jakoś nie pasowało mi takie streszczanie wypowiedzi, jakbym nie mogła przez to lepiej poznać bohaterów. Choć ten fragment na zdjęciu powyżej jeszcze nie jest najgorszym przykład, bywały takie momenty, które bardziej mnie denerwowały, bo byłam ciekawa jak by coś takiego powiedziała dana postać, albo co dokładnie by powiedziała.
Rodzina Bennetów – ilustracja do "Dumy i uprzedzenia". Źródło: wikipedia
        Także przedstawienie postaci pobocznych było zrealizowane dość niefortunnie. Liczyli się tylko główni bohaterowie, o reszcie autorka nie miała za wiele do powiedzenia, albo zbywała je zdawkowym zdaniem, albo
w ogóle nie poświęcała im miejsca, co najwyżej zajęła się ich ubiorem czy zachowaniem w danej chwili. Tak jak poniżej- większość pobocznych postaci nie odznaczała się w ogóle niczym...
Również irytowało mnie pisanie hrabstwo X, pułkownik X, miasteczko X. Nie rozumiem czemu to miało służyć. Austen inspirowała się prawdziwymi wydarzeniami i nie mogła niektórych nazw zdradzić czy zabrakło jej fantazji?

        Jeszcze taka mała dygresja. Myślę, że niektórzy pomijają to w jakiej epoce Duma i uprzedzenie została napisana i w jakich czasach rozgrywa się akcja. Widać to na przykład przy krytyce pana Darcy'ego. Ludzie lubią wyśmiewać literackie wzorce kobiet, ale nie wezmą pod uwagę pewnych okoliczności. Tutaj zanim się coś napisze naprawdę należy wziąć pod uwagę tło historyczne. 

        Generalnie nie jest to książka, którą będę gorąco polecała, nie spodobał mi się styl Austen, Duma i uprzedzenie nie porwała mnie jakoś szczególnie, choć nie powiem, że całość była mi zupełnie obojętna. Momentami byłam ciekawa co wydarzy się dalej, niestety były też takie fragmenty, które mnie znudziły. Mimo, że ja jako tako nie polecam, to myślę, że warto wziąć ją pod uwagę, właśnie z uwagi na status klasyki, chociażby dlatego, że warto wiedzieć o czym mówią inni.
Drzeworyt z 1815 roku. Źródło: wikipedia


Czas trwania: 2 godz. 7 min.
Premiera świat: 25 lipca 2005
Premiera Polska: 13 stycznia 2006





        Film jest dość wierną ekranizacją książki i jako taki nawet mi się spodobał. Wszystko zostało dobrze oddane na dużym ekranie. Niestety jakoś, albo może przez to, że to taka wierna ekranizacja, nie spodobał mi się, nie porwał mnie. Niewiele mogę o nim napisać, bo to taka lekka historyjka, do obejrzenia tylko raz.
        Jeśli chodzi o aktorów to żadne z głównych bohaterów mi się nie spodobało. Keira Knightley zagrała... dziwnie. Te jej uśmiechy i chichy były tylko powodem do szyderczych parsknięć, zwłaszcza, że śmiała się też
w mało zrozumiałych momentach (a przynajmniej dla mnie). Matthew Macfadyen zagrał tak jakby naprawdę bolał nad tym, że musi w czymś takim wystąpić, aby zdobyć pieniądze...
Wiem, że ostro! Ale takie były moje wrażenia po seansie :)