Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura współczesna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura współczesna. Pokaż wszystkie posty

07 grudnia 2016

"Ósme życie (dla Brilki) tom I" Nino Haratischwili

tytuł oryginału: Das achte Leben
tłumaczenie: Urszula Poprawska
data wydania: 2016
liczba stron: 586
opis:
"Monumentalna, przerażająca i piękna zarazem powieść, rozgrywająca się na tle zmieniającej się Europy XX wieku.

Początek XX wieku. Mroźna zima. Na świat przychodzi Stazja Jaszi, córka najsłynniejszego w carskiej Rosji gruzińskiego wytwórcy czekolady. Wraz ze Stazją i kolejnymi pokoleniami rodziny Jaszi zanurz się w gąszcz historii najkrwawszego ze stuleci.

Od pierwszej wojny światowej przez rewolucję październikową i drugą wojnę światową do początku XXI wieku. Od gruzińskich wybrzeży Morza Czarnego po Berlin, Paryż i Londyn.

Ósme życie to jeden z najpiękniejszych, a jednocześnie dręczonych przeszłością głosów młodego pokolenia przypominający o wciąż nieodrobionej lekcji historii Europy. Nino Haratischwili stworzyła powieść, na jaką czeka się latami: epicki rozmach, pełnokrwiści bohaterowie, wielkie namiętności i cudowny, plastyczny styl.
"

        Ósme życie to druga książka, którą przeczytałam dzięki akcji Czytaj PL Nie wiem czy sięgnęłabym po nią, gdyby nie ta akcja. Możliwe, że nie i w sumie cieszę się, że miałam taką możliwość, na dodatek za darmo.
Afera Watergate, demonstracje przeciwko wojnie w Wietnamie, rządy czarnych pułkowników w Grecji, kryzys naftowy i kariera Elvisa- to wszystko nie dawało spokoju światu na zachodzie, podczas gdy jego część wschodnia pod rządami Breżniewa pogrążała się w głuchej stagnacji.
        Nino Haratischwili snuje rozległą sagę rodzinną, która swój początek ma sto lat temu. Wszystko pod pretekstem opowiedzenia historii najmłodszej z rodu- Brilce. Historię snuje jedna z młodszych kobiet z rodu. Nie wiemy nic o niej, ani o Brilce, aby się czegoś dowiedzieć o tych dwóch kobietach trzeba sięgnąć po tom drugi. Swoją drogą jest to dobry chwyt, ponieważ choćby dlatego człowiek chce przeczytać kolejny tom- dlaczego ma to pomóc Brilce? Dokąd ona zmierza i po co?


        Generalnie to mam pewien problem z tą książką, sama nie wiem czy bym ją polecała. Może zacznę od tego co mnie denerwowało- język. Momentami aspirował do wzniosłego i poetycznego, ale jak dla mnie wychodziło dziwnie,
a czasem nawet śmiesznie.
Życie ją oszukało czy też ona oszukała życie- wychodziło na to samo.
I jeszcze:
(...) pojęła, że duchy powróciły, że znowu mają wolną drogę, drogę między różnymi momentami w czasie
i wszystkimi możliwymi do wyobrażenia światami.
 Trochę też nagromadzenie tragedii jakie miały miejsce w tej rodzinie było trudne do przełknięcia. Nie lubię takiego skondensowanego melodramatu. W sumie autorka ma na to tłumaczenie, ale cóż, jest ono takie "magiczne"...
Miłość była sączącą się powoli trucizną, była podstępna i fałszywa, była zasłoną rzuconą na nędzę świata, była lepka i ciężka, miłość była lustrem, w którym można było zobaczyć, kim się nie było, miłość była zjawą, która dawała nadzieję temu, komu jej od dawna brakowało, była schronieniem, gdy chciało się znaleźć ucieczkę, a znajdowało tylko siebie samego, była niejasnym wspomnieniem innej miłości, możliwością i tak dalej w tym guście...

        Poza tym jest to wciągająca saga, która urzekła mnie swoim klimatem. Głównym jej plusem jest to, że przybliża czytelnikowi realia tamtej strasznej epoki. Mi osobiście przede wszystkim uświadomiła jak rozległy był komunizm. Bo tak naprawdę kiedy słyszę to hasło myślę głównie o Polsce, jeszcze o krajach pomiędzy Polską a Rosją, ale tamte odleglejsze krainy nie przypominają mi się jako jedne z cierpiących przez ten okropny reżim. Uświadomiła mi też rozległość II Wojny Światowej, chociaż skupiła się bardziej na sytuacji w Rosji i generalnie książka jest bardziej
o komunizmie.
Ósme życie pokazuje też brutalność tej epoki i to jak oddziaływała na najzwyklejszych ludzi, którzy nie interesują się tym czy innym ustrojem, chcą tylko normalnie żyć.
(...) i znowu musimy piać hymny na cześć tego wspaniałego państwa. Jak to znieść? Jak z tym żyć? Najgorsze w tym wszystkim nie jest to, że ta przeklęta wojna uczyniła nas kalekami, zabrała nam przyjaciół, zniszczyła nasze życie, lecz to, że wszystko zalegalizowała. Teraz mówią: patrzcie, nasz wielki Wódz doprowadził nas do zwycięstwa, pokonaliśmy faszystów, przeżyliśmy. Cała ta droga była słuszna. Mówią, że ofiary, które musieliśmy ponieść, były konieczne. A to przecież jest tak straszliwie głupie, tak niesprawiedliwe.
         Nie jestem pewna czy sięgnę po drugi tom. W sumie ten język nie przeszkadzał mi tak bardzo, czytało się szybko, a poza tym pewnie w końcu zatęsknię za klimatem tej książki. Prawdopodobnie prędzej czy później rozejrzę się za kontynuacją.

25 listopada 2016

"Oko" Vladimir Nabokov

tytuł oryginału: The Eye
tłumaczenie (na podstawie tekstu angielskiego): Anna Kołyszko
z rosyjskiego przełożył Dmitrij Nabokov, we współpracy z ojcem
data wydania: wrzesień 2015
data pierwszego wydania: 1994
data wydania oryginału: 1930 (pod pseudonimem W. Sirin, opowieść była zatytułowana Sogladataj)
liczba stron: 140
opis:
"Krótka, ale smakowita powieść Vladimira Nabokova (1899-1977) "Oko", napisana na przełomie roku 1929 i 1930, jest bardzo ważna w dorobku pisarza jako pierwsze pojawienie się pewnych istotnych dla jego twórczości tematów, zabiegów i tendencji.

To najwcześniejsza Nabokovowska powieść, w której narracja prowadzona jest nie w trzeciej, ale w pierwszej osobie. To także najwcześniejsza jego powieść, w której pojawiają się jako problemy pierwszoplanowe zagadnienia solipsyzmu i tożsamości.
" 

 
        Vladimir Nabokov zasłynął dzięki kontrowersyjnej Lolicie. Była to pierwsze powieść napisana przez rosyjskiego pisarza, którą przeczytałam. I jak na razie najlepsza. Jednak Nabokov to mistrz słowa, książki spod jego pióra czyta się z prawdziwą przyjemnością. Jeśli tylko potrafi się docenić piękny język, charakterystyczną zabawę słowami. Dlatego każda z jego książek zostawiła po sobie przyjemne wrażenie.

        Nie inaczej było z Okiem. Jest to niestety krótka opowiastka, tzw. mikropowieść. Liczy sobie około 80 stron. Aż żal to pisać... Jednocześnie rozumiem dlaczego jest tak krótka, musiała być dość dynamiczna, musiała przytrzymać czytelnika przy sobie dopóki nie przewrócił ostatniej strony, musiała nabrać...

W Przedmowie napisanej przez Nabokova czytamy:
Struktura tej historii imituje strukturę powieści detektywistycznej, chociaż w istocie autor zaprzecza, jakoby chciał nabierać, zaskakiwać, zwodzić lub w jakikolwiek inny sposób oszukiwać czytelnika. Ten tylko bowiem czytelnik, który od razu złapie, w czym rzecz, wyniesie z "Oka" prawdziwą satysfakcję. Nie chce mi się wierzyć, żeby nawet najbardziej łatwowiernemu, lecz uważnemu odbiorcy tej migoczącej opowiastki zabrało dużo czasu na rozszyfrowanie, kim jest Smurow. Sprawdziłem to na pewnej starszej pani z Anglii, dwóch magistrantach, trenerze hokejowym, lekarzu oraz dwunastoletnim dziecku sąsiadki. Dziecko chwyciło najprędzej, sąsiadka- najpóźniej.
        I od tej pory skupiamy się tylko na tym. Musimy dowiedzieć się jak najszybciej kim jest Smurow. W pewnym sensie to mylące i przeszkadzające.
Przyznam, że dałam się podejść jak... no cóż w obliczu powyższych słów nie mogę napisać, że jak dziecko... Jak sąsiadka ;) Zorientowałam się dopiero pod koniec, mimo że Nabokov wyraźnie podaje kim jest ów Smurow.

        Smurow to obsesja głównego bohatera. Cała ta książka to jego "pogoń" za obrazem tego człowieka. Obrazem jaki stworzyli inni. Chce wiedzieć kim jest Smurow dla ludzi w jego otoczeniu, co o nim myślą znajomi. Kiedy wychodzi na jaw kim tak naprawdę jest ta postać, okazuje się, że autor zastosował bardzo ciekawy zabieg. Naprawdę bardzo ciekawy. Korci mnie, żeby napisać o co chodzi, ale wtedy popsułabym zabawę.
Bo przecież po to, żeby żyć szczęśliwie, człowiek musi od czasu do czasu zaznać kilku chwil idealnej pustki. Ja natomiast zawsze byłem obnażony, zawsze czujny; nawet we śnie nie przestawałem się pilnować, nie rozumiejąc nic a nic z własnego istnienia, odchodząc od zmysłów na myśl, że mógłbym nie móc przestać być świadomym siebie, i zazdroszcząc wszystkim tym prostym ludziom- urzędnikom, rewolucjonistom, sprzedawcom- którzy, z ufnością i skupieniem, krzątają się przy swych poślednich pracach.
Nabokov w swojej książce ukazuje także postać z zaburzeniami psychicznymi (to akurat jest dla niego dość typowe), zajmuje się zagadnieniem tożsamości, a także snuje ciekawe rozważania na temat rzeczywistości. Za każdym razem kiedy się z takimi stwierdzeniami, jak u Nabokova, spotykam, zastanawiam się czy autor nie żartuje. Mimo to często takie rozważania wywołują dziwne uczucie, swędzenie z tyłu głowy, nieokreślony niepokój.

        Oko to bardzo ciekawa powieść i jest na tyle krótka, że mogę ją polecić każdemu, kto ma ochotę zapoznać się z twórczością Vladimira Nabokova. Ja go uwielbiam!

15 lipca 2016

"Tysiąc wspaniałych słońc" Khaled Hosseini

tytuł oryginału: A thousand splendid suns
tłumaczenie: Anna Jęczmyk
data wydania: 2010
data pierwszego wydania: 2009
data wydania oryginału: 2007
liczba stron: 431
opis: (ostrzegam, że opis trochę spoileruje)
"Kronika trzydziestu lat historii Afganistanu i głęboko poruszająca opowieść o rodzinie, przyjaźni, nadziei i ocaleniu dzięki miłości. Bez wątpienia najwyżej oceniana, najgłośniejsza, najchętniej czytana powieść 2007 roku. Niekwestionowany bestseller #1 w kilkudziesięciu krajach świata, sprzedany w imponującej ilości ponad 15 milionów egzemplarzy.

Osią fabuły rozgrywającej się w Afganistanie w ciągu ćwierć wieku są dzieje dwóch kobiet, które zrządzeniem losu poślubią tego samego mężczyznę, despotycznego Pusztuna Raszida. Mariam ma zaledwie 15 lat, kiedy ojciec zmusza ją do małżeństwa z wziętym szewcem z Kabulu, człowiekiem starszym od niej o trzydzieści lat. Druga bohaterka, Lajla, urodzona krótko przed rosyjską inwazją, marzy o podróżach i zdobyciu wykształcenia. Kiedy w wyniku wybuchu bomby traci całą rodzinę, zostaje przygarnięta do domu Raszida i Mariam. Tam dochodzi do siebie po traumatycznych przejściach. Wbrew Mariam Raszid poślubia ją w nadziei, że młodsza żona da mu upragnione dziecko. Pomimo początkowej wrogości, między kobietami rodzi się trudna przyjaźń. Rządy talibów wystawiają ją na bardzo ciężką próbę...
"

        Ta książka miała tysiąc wspaniałych recenzji, niestety moja będzie zupełnie inna. Trochę się na jej temat naczytałam i wniosek był jeden- Hosseini to świetny pisarz i muszę przeczytać coś co wyszło spod jego pióra.

        Tysiąc wspaniałych słońc opowiada historię dwóch kobiet. Dzieje Mariam i Lajli poznajemy od kołyski, a na ich tle Hosseini przybliża także historię Afganistanu. Nie chcę za wiele zdradzać, bo akcja jest dość dynamiczna i dużo się dzieje już od początku, napiszę tylko, że życie doświadcza te dwie kobiety już od najmłodszych lat, a łączy je ciężkie dzieciństwo i tak zwana trudna miłość ze strony matek.

        Napis na okładce głosi: niezwykle wzruszająca historia spisana przepiękną prozą. Nie będę owijać w bawełnę
i od razu napiszę prosto z mostu. Historia była dość banalna, a ta przepiękna proza to jakiś żart. Uwielbiam książki pisane pięknym językiem, grę słów (w której na przykład Nabokov jest mistrzem), ale tu tego nie było. Nawet dopatrzyłam się błędów. Język jest totalnie zwyczajny. Oczywiście nie musi to być od razu wada, jego plusem jest na przykład to, że książkę czytało się zaskakująco szybko, także na szczęście długo się z nią nie męczyłam. Jednak historia w niej zawarta wcale mnie nie wzruszyła, z bohaterkami się w żaden sposób nie zżyłam, mało mnie obeszły ich perypetie. Dodatkowo jakoś niewiele mnie w Tysiącu wspaniałych słońc zaskoczyło, dużo wydarzeń czy reakcji dało się przewidzieć, postać Zalmaja należała właśnie do takich schematycznych elementów powieści.
Czasem miałam wrażenie, że autor nie do końca wie o czym pisze. Było ono najmocniejsze w przypadku losów Mariam, zwłaszcza na początku. Mariam to specyficzna postać- wychowana w całkowitym odludziu, mająca
o świecie pojęcie tylko dzięki opowieściom jej ojca (tzn. bardziej o tym co się dzieje na świecie, w sumie wspomniano chyba tylko o polityce. Jednak w moim odczuciu zachowuje się jak normalna dziewczyna z miasta,
a jakaś różnica powinna być jednak widoczna.

        Jeśli chodzi o element w tle powieści, który zapewne czytającym opis wiele obiecuje, czyli Afganistan to niestety się zawiodłam. To jest naprawdę TŁO powieści, bardzo mało widoczne. Owszem, czegoś nowego się o tym kraju
i jego historii dowiedziałam, jednak naprawdę niewiele. Jednak nie uatrakcyjniło to książki na tyle, aby mi się spodobała.

        Krótko i na temat- nie polecam, banalna historia jakich wiele, a powieści z egzotyczną nutką czytałam lepsze.

06 lipca 2016

"Kamień na kamieniu" Wiesław Myśliwski

data wydania: 1986
data pierwszego wydania: 1984
liczba stron: 368
opis:
"„Kamień na kamieniu” Wiesława Myśliwskiego zanim jeszcze pojawił się na półkach księgarskich, stał się już wydarzeniem literackim. Henryk Bereza pisał o tej powieści: „Jest, jak każde arcydzieło, przede wszystkim wielką tajemnica sztuki, czymś niepojętym, co zdaje się do nas przychodzić z innego wymiaru”, a także: „Myśliwski, wypełniając wielowiekowe puste miejsce w polskiej literaturze, bierze na siebie cały ciężar odwiecznych epickich zobowiązań artystycznych, (...) spełnia epicką powinność wobec chyba jednego z ostatnich układów świata o cechach niepowtarzalności i samowystarczalnej pełni”.
Powieść zdobyła również wielkie uznanie wśród czytelników, czego dowodem były m.in. tytuły: książki roku 1984 w plebiscycie księgarni „Współcześni” i „Dziennika Wieczornego” w Bydgoszczy oraz książki dziesięciolecia 1975-1985 w plebiscycie „Tygodnika Kulturalnego”. Wartość i znaczenie powieści potwierdziły przyznane jej nagrody: Funduszu Literatury, Stowarzyszenia Księgarzy Polskich, Ministra Obrony Narodowej I stopnia, Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich, Klubu Kultury Chłopskiej. Obecnie „Kamień na kamieniu” tłumaczony jest na kilka języków (francuski, rosyjski, estoński, czeski, słowacki, bułgarski, rumuński, niemiecki).
"

        Wiesław Myśliwski to urodzony gawędziarz. W zasadzie wszystkie jego książki, które czytałam to były gawędy. Choć na razie nie czytałam wiele, zaledwie cudowny Traktat o łuskaniu fasoli, taki sobie Nagi sad, a teraz jeszcze Kamień na kamieniu. Właśnie ta, o której chciałabym dziś porozmawiać jest gdzieś pośrodku- nie podobała mi się tak jak pierwsza, ale nie była tak zła jak Nagi sad.

        Ciężko streścić fabułę tej książki. Bo w zasadzie jest to książka bez fabuły samej w sobie. Narratorem tej (o)powieści jest Szymon Pietruszka, prosty człowiek, całe życie mieszkający na wsi. Kiedy snuje swoją opowieść jest już w średnim wieku i ma naprawdę wiele do opowiedzenia...
O czym mówi? O życiu na wsi, swojej rodzinie, ale także o partyzantce oraz czasach po drugiej wojnie światowej, czyli początku komunizmu. O tym komunizmie w zasadzie niewiele jest napisane, pewnie przez cenzurę. Choć i to, że została wydana w tamtych czasach mnie dziwi, bo dużo w niej o Bogu- stałym elemencie krajobrazu polskiej wsi.
-Co by wam tu dać, moi złoci ludkowie?- powiada (Bóg). - Wszystkom porozdawał. (...) Dam wam trochę cierpliwości mojej. Weźmijcie ją sobie, a wszystko przetrzymacie. Bo cierpliwość będzie człowiekowi potrzebniejsza niż bogactwa.
        Kamień na kamieniu ani mnie nie zachwycił, ani nie było tak, że nie podobał się czy męczyła mnie jego lektura. Na pewno wiele zostanie mi w głowie z jego lektury i nawet zastanawiałam się czy nie sięgać od czasu do czasu po książki o wsi. W końcu sama pochodzę ze wsi i zawsze będę mieć do niej sentyment.
Mimo wszystko momentami bardzo się wczułam w te szymonowe opowieści, zwłaszcza przeżywałam jego powrót ze szpitala i to podwójnie, bo nie tylko ze względu na stan jego domu, ale i Michała.

        Książka Myśliwskiego to skarbnica wiedzy o dawnych zwyczajach, a także o partyzantce. Choć nie wiem na ile można wierzyć w to co jest napisane. Podczas lektury miałam jednak wrażenie, że Myśliwski pozbierał wszystkie opowieści jakie kiedykolwiek słyszał od ludzi i zawarł je w tej jednej książce. Myślę, że Kamień na kamieniu powinien być lekturą szkolną, bowiem jest to panorama wsi polskiej, warto ją przeczytać, aby zrozumieć mentalność chłopów, zrozumieć jacy to są ludzie i dlaczego postępują tak a nie inaczej. Swoją drogą chyba w niektórych szkołach już jest.
Tylko musisz wiedzieć, że z chłopską duszą, gdybyś nawet miał sto (hektarów), to i tak będziesz jadł żur z kartoflami i na płachcie spał. Bo ci będzie wszystkiego szkoda. Wszystkiego, prócz siebie.(...)
A chłopska dusza nie lubi rachować, lubi tylko cierpieć. Tylko po co cierpieć, kiedy lepiej się na rachowaniu wychodzi. Przyzwyczaiła się, że cierpieć to jej przeznaczenie.
W moim przypadku to również skarbnica cytatów :)
Można powiększyć ;)
 A także scen. Bo Myśliwski pisze bardzo plastycznie, tak, że długo po lekturze będziemy pamiętać niektóre fragmenty.

        Narrator, Szymon, jest bardzo bystrym i wnikliwym obserwatorem, potrafi robić co trzeba i mówić to co ludzie chcą usłyszeć. Odniosłam jednak wrażenie, że nie we wszystko wierzy, nawet jeśli mówi coś z przekonaniem. Niby prosty człowiek, niby pijak, awanturnik i uwodziciel, ale wie co trąca banałem, wie też co w życiu ważne.
Momentami Szymon (tak jak niektórzy z jego wsi) jest taki staroświecki, nie idzie z duchem czasu, żyje przeszłością. Ale jednocześnie miałam wrażenie, że widzi on więcej niż zwykli ludzie. Może dlatego, że patrzył przez pryzmat swoich przeżyć, a było ich doprawdy niemało.

        Książka mnie nie zachwyciła, ale spodobała, a lektura nie męczyła, ale momentami była ciężkawa- to w końcu ponad 360 stron monologu, gwarą... Nie poleciłabym jej każdemu. To nie jest typowa powieść, nie jest do pochłonięcia. Nad nią się trzeba zatrzymać i zastanowić, pomyśleć. A niestety nie każdy tak potrafi...
A ja tymczasem pozastanawiam się co z tym Michałem się stało (bo bardzo to frapujące!), choć jeden trop mam. Jeśli ktoś czytał i ma jakiś pomysł to chętnie podyskutuję!