Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biografia. Pokaż wszystkie posty

01 grudnia 2016

"Elon Musk. Biografia twórcy PayPal, Tesla, SpaceX" Ashlee Vance


tytuł oryginału: Elon Musk - Tesla, SpaceX, and the Quest for a Fantastic Future
tłumaczenie: Agnieszka Bukowczan-Rzeszut
data wydania: luty 2016
data wydania oryginału: 2015
liczba stron: 448
opis:
"Steve Jobs chciał waszych pieniędzy. Mark Zuckerberg pragnie wam pomóc udostępnić zdjęcia bobasów. Elon Musk zamierza uratować świat przed zagładą. Wizjoner, geniusz, nieznośny szef, najbardziej zuchwały przedsiębiorca Doliny Krzemowej, jeden z najbogatszych ludzi na ziemi. Człowiek stawiany w jednym szeregu z Thomasem Edisonem, Henrym Fordem i Stevem Jobsem. Każdy start-up w jego rękach..."







Na okładce czytamy: Elon Musk. Biografia twórcy PayPal, Tesla, SpaceX
Opis zaś krzyczy: Steve Jobs chciał waszych pieniędzy. Mark Zuckerberg pragnie wam pomóc udostępnić zdjęcia bobasów. Elon Musk zamierza uratować świat przed zagładą.
No i jakoś mi się to nie zgodziło podczas lektury...

        O Elonie Musku nigdy do tej pory nie słyszałam. Przyznam, że skusił mnie po prostu opis, a książkę przeczytałam dzięki akcji czytajPL!, teraz żałuję, bo mogłam się zabrać jednak za jakieś tomiszcze- do akcji dołączyłam w ostatniej chwili i myślałam po prostu, że nie zdążę.

        Początek tej biografii był w porządku, tak mniej więcej do momentu pierwszego start-upu Elona. Autor opisywał z początku swoje dążenia do tego by książka powstała oraz obecną postać Muska, to było takie wprowadzenie. Następne rozdziały poświęcone są jego dzieciństwu, Elonowi jako nastolatkowi, krótko o jego epizodzie w Kanadzie. Następnie opisane są po kolei firmy Elona i muszę przyznać, że momentami się okrutnie wynudziłam. Były podawane szczegóły, mało interesujące. Było trochę od strony technicznej, jeśli chodzi o finanse to to mnie nie interesowało, ale już w rozdziale z rakietą było ciekawiej. Także w rozdziale o Tesli. Tylko mam wrażenie, że autor nie za bardzo wypośrodkował pomijanie niektórych faktów i podawanie innych w najdrobniejszych szczegółach. Widać było pewną dysproporcję.

To, czy Musk był założycielem Tesli w ścisłym znaczeniu tego słowa, jest w tym momencie nieistotne.*
        Wspominałam na początku, że coś mi się nie zgadzało. O ile Elona można jeszcze okrzyknąć jako twórcę PayPala to mówienie o nim jako o twórcy Tesli to trochę niedopowiedzenie. Elon był inwestorem. Wszystko nadzorował, kierował całą firmą, starał się popularyzować elektryczne auta itd. Jednak pomysł nie był jego. Fakt, że poświęcił firmie siebie i majątek, i nie dopuścił do jej bankructwa tym, że włożył w nią wszystkie pieniądze i namawiał ludzi do inwestowania. Ale jednak sprawa wymaga tutaj wyjaśnień i takie dumne TWÓRCA w momencie kiedy na początku tchnął w nią tylko pieniądze jest dla mnie nieco niewygodne. Nie chciałabym w tym momencie umniejszać jego wkładu w firmę, mam nadzieję, że nie zostałam źle zrozumiana.
W tym momencie ktoś może powiedzieć czepiasz się. Jednak "kłuje" mnie to tym bardziej, że wiem o wyrzuceniu
z firmy faktycznego współtwórcy, jednego z dwóch pomysłodawców... Zgadnijcie kto doprowadził do wyrzucenia go.
Dodatkowo biografia to też pewne niedopowiedzenie... To bardziej biografia tych firm niż Muska. Do czasów kanadyjskich to jest biografia Elona Muska, ale potem to opowieść o tych firmach. Owszem Musk jest w tych rozdziałach opisywany, dowiadujemy się jak nimi kieruje. Ale to by było na tyle.

        Poza tym cała ta gadka o zbawianiu świata. Ktoś kto przeczytał tę książkę może mi teraz wytknąć, że zachowuję się jak krytycy Elona lata temu, że go wyśmiewam, podczas gdy on zagrał wszystkim na nosie urzeczywistniając swoje wizje. Wcale tak nie jest. A już tłumaczę o co chodzi. Elon twierdzi, że ludzkość przetrwa tylko jeśli stanie się gatunkiem międzyplanetarnym. On sam ma zamiar doprowadzić albo chociaż podłożyć podwaliny pod kolonię na Marsie. Choć w tym momencie to przekracza moje pojęcie i uważam, że mamy niedostateczną wiedzę o warunkach na tej planecie, to jednak pragnę zwrócić uwagę na inny aspekt. Moim zdaniem ludzkość powinna szanować planetę, na której powstała, powinna wyzbyć się tej zachłanności i skłonności do destrukcji. Wtedy przetrwa. A nie niszcząc wszystkie planety, na których się znajdzie.
Moim zdaniem to jest raczej marzenie, o którym Musk lubi opowiadać. Lubi się chwalić swoją wizją, bo lubi być uważanym za wizjonera.

        Nie jestem zadowolona z lektury tej książki. Nie czytało jej się zbyt gładko, nie pozostawiła po sobie miłego wrażenia. Elon Musk mnie nie zainspirował, raczej pozostawił po sobie swoją postacią zniesmaczenie. Człowiek, który wyciska z ludzi siódme poty i często każe im pracować po 16 godzin dziennie, tak, dziennie, jednocześnie potrafi ich wywalić z pracy za byle co i płaci im mało. To zabawne, ale momentami miałam wrażenie, że to całe cięcie kosztów produkcji było też w odczuwalnym stopniu osiągnięte dzięki niskim pensjom. Generalnie mam wrażenie, że ludzie szanują go za jego sukcesy i jeśli działa na nich jego urok. Wyobraźcie sobie, że dostajecie maila o treści: Jestem głęboko rozczarowany. Powinieneś przemyśleć swoje priorytety. Zmieniamy świat i piszemy na nowo historię, a ty albo okazujesz swoje oddanie sprawie, albo nie. ponieważ nie przyszliście na imprezę związaną z urodzinami dziecka swojego szefa...
Generalnie Elon Musk jest dla mnie człowiekiem pełnym sprzeczności. Nie jest człowiekiem, na którego się kreuje, przynajmniej jeśli popatrzy się z boku na jego czyny. Z jednej strony jest genialnym biznesmenem z inżynierskim umysłem, a z drugiej potrafi mieć dość ograniczone horyzonty. Zabawne stwierdzenie skoro gość myśli o dokonaniu rzeczy, o których inni nawet nie marzyli, ale takie odniosłam wrażenie.
Przykładowo zabawną ironią jest to, że każe swoim genialnym inżynierom pracować po 16 godzin, odbiera im jakiekolwiek życie poza pracą i głosi poglądy tego typu: (...) generacje inteligentnych ludzi mają mniej dzieci, to prawdopodobnie też jest niekorzystne. 

        Nie polecam tej książki, chyba, że ktoś jest zafiksowany na punkcie SpaceX lub Tesli. O Musku jako człowieku,
o jego życiu prywatnym i o tym jakim człowiekiem jest naprawdę niewiele się dowiecie. Dodatkowo autor wydaje mi się mocno zafascynowany osobą Elona, nie powinno to być odczuwalne w biografii...

I żeby kogoś nie zmylił ton tego tekstu. Bardzo szanuję sukcesy Muska i podziwiam to, że znacząco ruszył pewne dziedziny przemysłu do przodu. Być może dzięki niemu już my będziemy pokoleniem, które będzie jeździło autami elektrycznymi. Pewnie doczekamy się tego dopiero na starość, ale jednak. Mimo to będę pamiętać jakim jest człowiekiem i jakie warunki panują w jego firmach.

A i jeszcze jedna zabawna kwestia- Elon Musk kreowany na człowieka, który wyrzuca marketingowców za literówki, a maila z raportem potrafi przez to nie przeczytać (czy też za przecinki), doczekał się biografii wydanej z literówkami :D Oczywiście na pewno amerykańskie wydanie jest bez zarzutu, ale w polskim znalazło się kilka błędów.

*cytat z książki

15 lutego 2016

"Pisarz, który nienawidził kobiet. Podwójne życie seryjnego mordercy" John Leake

tytuł oryginału: Enetering Hades. The Double Life of a Serial Killer
tłumaczenie: Maria Makuch
data wydania: 2012
data wydania oryginału: 2007
liczba stron: 392
opis:
Jack został skazany na dożywocie za zabicie osiemnastoletniej dziewczyny.
Jednak przekonał wszystkich, że jest nowym, lepszym człowiekiem. i wyszedł z więzienia.
Na wolności uwodził kobiety, które nie mogły się oprzeć jego chłopięcemu urokowi. Żadna z nich nie podejrzewała, że ten inteligentny, cieszący się zaufaniem człowiek, ma drugą twarz.
Tylko jedenaście z nich poznało jego prawdziwe oblicze.  










        Panie i Panowie, nie wiedzieć czemu, oczekiwałam kryminału. Mało tego, oczekiwałam dobrego kryminału.
Z początku, kiedy dopiero zaczęłam czytać Pisarza, który nienawidził kobiet nic się nie zmieniło, ale potem...

        Po jakimś czasie okazało się jednak, że nie jest to kryminał. Okazało się, że jest to opis życia Jacka Unterwegera, seryjnego mordercy, napisany jednak tak, że z początku nie dostrzegłam tego, że jest to biografia. Oczywiście jest to zdecydowanie duży plus tej książki, dzięki temu czyta się ją naprawdę szybko i przyjemnie, nie nuży czytelnika w żadnym momencie.
Naprawdę- ani przez pół strony nie byłam znudzona! Momentami myślałam sobie- no kiedy wreszcie go złapią! Przecież powinni go już złapać! Ale nie było to spowodowane tym, że w książce są dłużyzny, ale raczej tym, że przeżywałam emocje jak podczas lektury dobrego kryminału.

        Bohater książki Johna Leake to osoba, o której nie słyszałam, to dość dziwne, ponieważ jego historia jest wręcz niewiarygodna, jak wyjęta z filmu. Można powiedzieć, że lubię tematykę seryjnych morderców, dlatego tak mnie dziwi, że nie kojarzę kogoś takiego.
Jack Unterweger to osoba dość wyjątkowa. Trzeba mieć prawdziwy talent, aby omamić tylu ludzi, ogłupić tyle kobiet, owinąć sobie wokół palca polityków, i pozostawać bezkarnym. Roztaczał wokół siebie dokładnie taki wizerunek jak chciał, przy tym ciągle kłamał i powtarzał półprawdy. Potrafił świetnie przeinaczyć rzeczywistość.
Jednocześnie był to człowiek niepozornej postury, jak go opisywano "chłopięcej urody", który wykorzystując swój niewinny wygląd zwabił w swe szpony tyle bezbronnych kobiet. Ta książka uzmysławia, że to co powtarzali rodzice, nawet teraz kiedy jesteśmy dorośli jest nadal aktualne- nie wsiadaj do auta nieznajomego...
Jednocześnie w książce ukazany jest wątek, który może się przytrafić każdemu z nas i co jakiś czas się nad tym zastanawiałam- a jeśli ja zaprzyjaźniłabym się z seryjnym mordercą? A jeśli zakochałabym się w kimś takim (oczywiście nie wiedząc o jego prawdziwym obliczu)?  Ciarki mnie przechodzą na samą myśl o takiej sytuacji...

        Dzięki książce Leake nie tylko poznajemy historię mordercy uwodziciela, ale również możemy dowiedzieć się czegoś o procedurach policyjnych, o tym co jest niezgodne z prawdą w amerykańskich serialach ;] oraz o innych kryminalnych sprawach.
Dodatkowo nie pozostawia on wątpliwości co do wiarygodności historii. Choć wiem, że niektóre osoby mogły kłamać lub przeinaczać fakty, no i część historii to domysły. Jednak na końcu książki podane są drobiazgowo liczne źródła, prawdziwa gratka dla dociekliwych.

        Naprawdę warto było poznać historię tego potwora, który omamił tylu ludzi, w dodatku tak ciekawie napisaną. Polecam!