30 stycznia 2011

Czy patrzysz uważnie?


Oglądałam ostatnio dwa filmy Christophera Nolana- Prestiż i Incepcję. Oba są według mnie świetne, genialne wręcz, oba trwają ponad dwie godziny i oba są inne.

Zacznę od wcześniejszego filmu, który podobał mi się ciut bardziej.
Prestiż
Tajemnicza opowieść o dwóch magikach i ich intensywnej, prowadzącej do nieustannej bitwy o przewagę rywalizacji pełnej obsesji, oszustw i zazdrości wraz z jej niebezpiecznymi oraz śmiertelnymi konsekwencjami. Robert Angier (Hugh Jackman) i Alfred Borden (Christian Bale) współzawodniczyli ze sobą od czasu, kiedy się po raz pierwszy spotkali jako młodzi, wschodzący magicy. Jednak ich przyjazna rywalizacja przeistacza się z czasem w zaciętą, gorzką walkę, czyniąc z nich zajadłych i dożywotnich wrogów. W rezultacie czego narażają życie nie tylko swoje, ale również wszystkich wokół siebie.


(opis z filmwebu)




Jest to niezwykły film, który wprowadza nas w świat magików, świat pełen pasji, tajemnic, mroczny i niezwykły.
Angier i Borden wydają się być przyjaciółmi, jednak pewne wydarzenie w ich życiu poróżnia dwóch mężczyzn. Zaczynają ze sobą ostro rywalizować, ich pasja do magii przemienia się w obsesję, przyjaźń w nienawiść. Jest to film o zatraceniu się w zemście, bólu, które zmieniają tych młodych mężczyzn mających coś pięknego na tym padole łez- pasję- w zgorzkniałych, wyrafinowanych dżentelmenów, którzy nie myślą o niczym innym niż o zniszczeniu się nawzajem.

Film powstał na podstawie książki Christophera Priesta Prestiż.

Oglądnięcie Prestiżu raz nie wystarczy, ja po pierwszym obejrzeniu w niedługim czasie musiałam to zrobić powtórnie :) Ale niezmiennie jedna z ostatnich scen wyciska łzy (spoiler kiedy Borden wraca do córeczki) Film jest zagmatwany, a ja takie uwielbiam. Akcja toczy się w teraźniejszości i przeszłości (a jest to koniec XIX wieku). Należy przede wszystkim uważnie oglądać. Polecam.

(tytuł tematu i ostatnie zdanie to cytaty z filmu)

Incepcja
Wizjonerska superprodukcja Christophera Nolana z niezwykłą akcją i gwiazdorską obsadą zabiera widza w podróż dookoła kuli ziemskiej oraz w głąb świata snów. Dom Cobb (Leonardo DiCaprio) nie ma sobie równych w wykradaniu cennych sekretów ukrytych w ludzkiej podświadomości podczas fazy snu, w której umysł jest najbardziej podatny na ingerencję z zewnątrz. Wyjątkowe umiejętności Cobba czynią z niego pożądanego gracza w świecie szpiegostwa przemysłowego, ale również i zbiega, któremu przyjdzie zapłacić za nie wysoką cenę. Teraz Cobb dostanie drugą szansę, jeśli tylko zdoła dokonać rzeczy niemożliwej: incepcji - zamiast skraść myśl, musi zaszczepić ją w czyimś umyśle. Jeśli im się powiedzie, Cobb i jego zespół dokonają zbrodni doskonałej. Ale nawet najbardziej precyzyjne planowanie czy wyjątkowe umiejętności nie są w stanie przygotować ich na spotkanie z niebezpiecznym wrogiem, który wydaje się znać ich każdy krok. Wrogiem, którego nadejście może przewidzieć tylko Cobb.



Film naprawdę godny polecenia. Nolan wprowadza nas w niezwykły świat snów, w którym wszystko jest możliwe. To co można zrobić w świecie snów zależy tylko od wyobraźni śniącego. Kiedy oglądamy po raz pierwszy możemy się pogubić w tym filmie, co sprawia, że chcemy go oglądnąć jeszcze raz.

W Incepcji jest przede wszystkim dużo akcji, ciągle coś się dzieje. Są strzelaniny, bójki, ale mnie to nie przeszkadza, bo w sumie lubię takie filmy (jeśli są dobre, nieprzesadzone).
Jeśli miałabym oceniać grę aktorską to wypada w sumie dobrze, nie grają wybitnie, ale całkiem nieźle.
Jest to film sensacyjny, dobre sc-fi, ale opowiada przede wszystkim historię Cobba, jego pogoń za szczęściem, zagubienie w (nie)rzeczywistości.

Wokół tego filmu narosło wiele pytań, wątpliwości, zakończenie jest sporne- za to dla Nolana brawa, ale i trzeba go zganić, bo jak można coś takiego robić widzom ;) W każdym bądź razie Incepcja wbija w fotel, a kiedy zaczynają się napisy końcowe widz dostaje tzw. wytrzeszczu oczu i opadu szczeny...

Jak wyżej gorąco polecam, oba filmy są inne, ale oceniam je na 6, bo są według mnie genialne.


Tak naprawdę wcale nie chcecie wiedzieć. Chcecie dać się nabrać...

27 stycznia 2011

"Potem..." Guillaume Musso

Gdybym tylko dorwała w swoje ręce tego bezczelnego osobnika, który ośmielił się napisać opis tej książki to nie wiem co by z niego zostało! Pierwszy raz spotkałam się z sytuacją gdzie w opisie zdradzona jest końcówka książki. I to naprawdę końcówka, coś co dzieje się na ostatnich 10-20 stronach! Zwykła podłość! I to nie tylko w stosunku do czytelnika, ale i autora, który bądź co bądź ma święte prawo do tego, by nieoczekiwany zwrot akcji zostawić sobie na koniec i żeby nikt z wydawnictwa go nie ujawniał! Także dziewczyny jeśli, któraś z was ma ochotę na Potem… to nie czytajcie opisu, no chyba, że chcecie przeczytać streszczenie książki. (Ku przestrodze: taki opis znajduje się w albatrowskiej serii pi i z tego co widzę wszędzie, np. nakanapie i lubimyczytac)


Potem… opowiada historię Nathana Del Amico. Wydawałoby się, że to historia jakich wiele- rekin biznesu, którego bez reszty pochłonęła praca, zaniedbał rodzinę przez co jego żona odeszła od niego. Jednak w historii Nathana kryją się wydarzenia, które miały znaczny wpływ na sytuację w jakiej się teraz znalazł. Nie przypomina on bezdusznych biznesmenów opisywanych w tak wielu książkach, jest wrażliwy, ale mam wrażenie, że jest pracoholikiem. Zauważyłam, że wiele jest tego typu powieści, schemat podobny: zły człowiek, jakieś wydarzenie, cudowne nawrócenie, aniołek. Tu nie tyle chodzi o zmianę postępowania Nathana, musi on sobie uświadomić co w życiu zrobił nie tak, musi pominąć sukcesy i zauważyć porażki. Ponieważ w pewnym momencie dowiaduje się, że ma umrzeć. To zmienia jego życie. Próbuje zbliżyć się do byłej żony, odzyskać ją, przeżyć z nią i ukochaną córeczką tę resztkę życia jaka mu została, w tych ostatnich dniach stara się żyć pełnią życia. Jednak los niestrudzenie szykuje dla niego coraz to nowe niespodzianki…

Jest to naprawdę ciekawa książka o życiu, umieraniu i poszukiwaniu sensu życia. Wprawdzie nie znajdziecie tam filozoficznych sentencji czy trudnego języka. Wręcz przeciwnie- Potem… czyta się błyskawicznie, język jest prosty. Właściwie nie umiałabym jednoznacznie zaklasyfikować tej książki, to jakby pomieszanie sensacji, romansu i rozważań. Na okładce pisze, że została zainspirowana wypadkiem samochodowym, z którego autor cudem uszedł z życiem. I wydaje mi się, że można to nawet „wyczuć” w książce, to nieuchronne poczucie śmierci, końca i jednocześnie lęku przed tym.

Ciekawa jest forma powieści. Narracja trzecioosobowa z perspektywy różnych pierwszo- lub drugoplanowych postaci, przed każdym rozdziałem jest cytat pasujący do niego. Autor cytuje zarówno starożytnych filozofów jak i współczesne filmy.

Pomimo tego, że właściwie znałam już zakończenie książki czytało mi się całkiem przyjemnie.

Ocena: 5.5/6

Cytaty:
"Jaki sens ma życie, jeśli nie można go z kimś dzielić?"
"Nie ma nic lepszego od samego istnienia"
"Zajmować się innymi, to zajmować się sobą."

24 stycznia 2011

"Hrabia Monte Christo tom I" Aleksander Dumas

Przypomina mi się scena z filmowych Skazanych na Shawshank kiedy więźniowie katalogują książki, jeden z nich trzyma Hrabiego Monte Christo w ręce, Andy do nich:
-Wiecie o czym to?
-Nie.
-Spodoba wam się, to o ucieczce z więzienia.
-Podpada pod Edukacyjne, co?
Opis:
"Jedna z najwybitniejszych powieści Aleksandra Dumasa, w której wątki polityczne i obyczajowe splatają się z barwną historią XIX-wiecznej Francji po upadku Napoleona. Młody oficer marynarki Edmund Dantes został właśnie mianowany kapitanem trójmasztowca i zamierza poślubić ukochaną Mércedes. W dniu ślubu jest aresztowany w wyniku donosu zazdrosnych przyjaciół, pomawiających go o udział w spisku mającym przywrócić rządy Bonapartego."

Uwielbiam takie stare książki- ukazują one jaki świat był kiedyś, ludzi, do czego dążyli, jak wyglądało ich życie, jakie mieli priorytety.

Przyznam, że z początku miałam problem z napisaniem recenzji tej książki, bo nie mogłam ocenić jakie uczucia do niej żywię. Z jednej strony mi się podobała, ale ostatnie ok. 100 strasznie mi się dłużyło, naturalnie wiem dlaczego autor tak poświęcił się wątkowi Franza i Alberta, ale odsunął naszego bohatera od głównej akcji. Owszem pojawiał się potem jeszcze wielokrotnie, ale wydaje mi się, że Dumas nie poświęcał mu tyle uwagi ile należy. A może nawet nie oto chodzi, bo w tych krótkich momentach ukazywały się drobnostki, które pozwalały na zaobserwowanie zmiany jaka dokonała się w głównym bohaterze, lecz wydaje mi się, że tempo akcji zmalało. Oczywiście zawsze jest coś za coś- na rzecz powolnej akcji autor podarował nam opisy ówczesnego Rzymu, Włoch i karnawału.

Ale, ale rozpędziłam się piszę o końcu, a winno się zaczynać od początku. Tak więc na początku poznajemy Edmunda Dantesa- młodzieńca, któremu do szczęścia niczego nie potrzeba- został awansowany i ma zamiar wziąć ślub z ukochaną dziewczyną, nie żyje w jakimś szczególnym bogactwie, ale nie przeszkadza mu to, bowiem nie uważa, że jest mu to potrzebne do szczęścia. Jest ufny wobec świata i ludzi, dotąd nie spotkały go jakieś większe nieszczęścia. Jednak ludzie bywają zazdrośni, nie potrafią cieszyć się szczęściem przyjaciół. Nad Dantesem pojawiają się czarne chmury i to w najmniej spodziewanym momencie- najpiękniejszy dzień jego życia przeraża się w najgorszy. Edmund trafia do więzienia. Jego życie zmienia gwałtownie kierunek o 180 stopni...

Towarzyszymy Dantesowi, zżywamy się z nim i kibicujemy mu. Podczas gdy on się zmienia. Zmiany te nie są gwałtowne, ale następują powoli. Myślę, że zmianom nazwiska towarzyszy jakaś przemiana. A później autor odcina nas od głównego bohatera i do końca książki pojawia się on albo sporadycznie, albo już potem częściej. W tym momencie zaczęło mi to trochę przeszkadzać. Książka kończy się w najmniej odpowiednim momencie, ale to odsunięcie głównego bohatera sprawiło, że nie mam wielkiej ochoty pobiec do biblioteki po tom II, jedynie malutką...
Z jednej strony zabieg ten jest dobry- wiemy jak hrabiego Monte Christo postrzegają inni, nie możemy jednak śledzić tych, niewątpliwie dużych do tego czasu, przemian jakie dokonały się w głównym bohaterze.

Bohaterowie w książce Dumasa są różni. Niektórzy są źli, inni dobrzy. Są tacy, których ciężko zaliczyć do jednych czy drugich. I wreszcie sam hrabia- jaki się stał, jaki się stanie?
Opisy nie dłużą się zbytnio, są takie w sam raz. Polityka istnieje, ale jest tam ukazana delikatnie nie zniechęcając czytelnika i nie zanudzając.

Mimo wszystko jestem jednak ciekawa jak potoczą się dalej losy hrabiego Monte Christo, zwłaszcza biorąc pod uwagę obszerność pierwszego i kolejnych tomów.

Ocena: 4.5/5


A tymczasem sięgnę chyba po coś lekkiego jak Musso Potem... (aczkolwiek nie należy tych słów brać zbytnio pod uwagę, ponieważ ostatnio czytam coś i odkładam, równie dobrze mogę spróbować skończyć Kinga albo Keseya)

21 stycznia 2011

"Gildia magów" Trudi Canavan

Według mnie są dwa rodzaje fantastyki (pomijając oczywiście inne podziały) ta pisana typowo na przygodówkę i ta, w której oprócz wyśnionych krain i przygód bohaterów jest coś więcej. Ta książka należy niestety do pierwszego typu.
Opis:
"Co roku magowie z Imardin gromadzą się, by oczyścić ulice z włóczęgów, uliczników i żebraków. Mistrzowie magicznych dyscyplin są przekonani, że nikt nie zdoła im się przeciwstawić, ich tarcza ochronna nie jest jednak tak nieprzenikniona jak im się wydaje. Kiedy bowiem tłum bezdomnych opuszcza miasto, młoda dziewczyna, wściekła na traktowanie jej rodziny i przyjaciół, ciska w tarczę kamieniem - wkładając w cios całą swoją złość. Ku zaskoczeniu wszystkich świadków kamień przenika przez barierę i ogłusza jednego z magów. Coś takiego jest nie do pomyślenia. Oto spełnił się najgorszy sen Gildii: w mieście przebywa nieszkolona magiczka. Trzeba ją znaleźć - i to szybko, zanim jej moc wyrwie się spod kontroli, niszcząc zarówno ją, jak i miasto."

Jak wyżej- typowa książka przygodowa z gatunku fantasy, z tym, że moim zdaniem, niezbyt solidnie napisana.
Pierwsze 200-300 stron można by zmieścić w 100-150, bo jest ona poświęcona ucieczkom Sonei, głównej bohaterki. A przecież i tak wiadomo jak się to skończy czyż nie? Nawet nie trzeba patrzeć na tytuł drugiej części...
Rozwiązania niektórych z wątków też były oczywiste, ale jednego się nie spodziewałam- że autorka postąpi tak głupio i pod koniec pierwszej części odkryje przed nami prawdę o pewnym magu (Wielkim Mistrzu- Akkarinie). Przepraszam, ale to chyba jedyny wątek jaki mógłby mnie zaskoczyć, zaciekawić i zachęcić do czytania drugiej części, a tu Canavan postępuje bardzo głupio i zdradza o co tak naprawdę z nim chodzi.
To teraz łatwo się domyślić o czym będzie 2 i 3 tom, prawda? Lubię kiedy autor trzyma w niepewności, kiedy oczekujemy oczywistego,a jednocześnie mamy wątpliwości co do tego czy to jednak takie oczywiste.
Nie wiem czy sięgnę po drugi tom, może po to by sprawdzić czy kolejne tomy są coraz lepsze czy gorsze.
Niektórzy piszą, że Canavan nie stworzyła niczego nowego, to prawda, ale tu muszę ją wziąć w obronę- trudno stworzyć coś nowego w tym gatunku. Mimo to niektórzy piszą to co już jest napisane, jednak jakoś lepiej.

W sumie to nie zniechęcam do czytania tej książki- może komuś się spodoba, ale zdecydowanie odradzam kupowania jej bez uprzedniego przeczytania. Wiem, że niektórym mogą się spodobać takie książki- to jakby kobiece czytadła tyle, że z gatunku fantasy ;) I w sumie też takie czasem lubię, jednak tej książce mówię nie.


Ocena: 2/5

18 stycznia 2011

Strefa taniej książki...

Już myślałam, że dzisiejszy napad na Tesco się nie uda. Mimo wszystko pojechałam, ale nie było jakichś szczególnych okazji. Za to w Auchan była wyprzedaż... :>
Ian McEwan Niewinni
Nancy Lane Gra ze śmiercią w tle
Josie Lloyd, Emlyn Rees Zasada trzech dni
Guillaume Musso Potem...
Pauline Rowson Ogień i woda
Martin Caparros Tajemnica markiza de Valfierno
Jane Johnson Podarunek z przeszłości
Aleksander Dumas Trzej muszkieterowie

Cóż... Zakupy były udane :)