13 kwietnia 2014

Krótko i na temat (5)

Chyba powoli wracam do czytania i blogowania, ludzie jednak są nie dla mnie, wolę książki :D



Zasłyszane w kiciu i gdzie indziej Jeffrey Archer

Zasłyszane w kiciu i gdzie indziej - Jeffrey Archertytuł oryginału: Cat O`Nine Tales And Other Stories
tłumaczenie: Dorota Malinowska-Grupińska, Danuta Sękalska
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 2007
data wydania oryginału: 2006
liczba stron: 288










To było moje pierwsze spotkanie z tym autorem, ale zapewne nie ostatnie.
Rzadko podobają mi się zbiory opowiadań, ten jest wyjątkiem. Choć nie jest on jakiś wybitny. To dwanaście prostych historii, a autor ma lekkie pióro, czyta się je błyskawicznie.
Zakończenia rozdziałów są dość zaskakujące, choć nie niemożliwe do przewidzenia. Smaczku dodaje fakt, że są oparte na prawdziwych wydarzeniach. W znacznej części książka rozśmiesza, czasem po prostu nie sposób było się nie uśmiechnąć.
Polecam. Książka poprawiająca humor, troszkę takie czytadło, ale w pozytywnym sensie.

ocena: 4/6




Córka dyrektora cyrku Jostein Gaarder

 Córka dyrektora cyrku - Jostein Gaardertytuł oryginału: Sirkusdirektorens datter
tłumaczenie: Iwona Zimnicka
wydawnictwo: Czarna Owca
data wydania: 2008
data wydania oryginału: 2001
liczba stron: 205
















Kiedy pierwszy raz podchodziłam do tej książki z jakiegoś powodu jej nie skończyłam. Oddałam ją do biblioteki, jednak zapisałam sobie z niej jeden cytat i prześladował mnie przez jakiś czas. W końcu postanowiłam dać tej książce drugą szansę.

Córka dyrektora cyrku to historia życia, którą spisuje jej narrator. Pierwsza część, w miarę obszerna, to opis jego dzieciństwa. Narrator, Petter, jest dzieckiem bardzo inteligentnym, zazwyczaj takie dzieci-geniusze mnie irytują (być może dlatego przerwałam czytanie za pierwszym razem), jednak w tej książce mi to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, polubiłam tego dzieciaka (oczywiście przy drugim podejściu). Jest to dość niezwykłe jak na mnie.

Jest to książka dobrze napisana i skonstruowana, do samego końca jesteśmy ciekawi co do pewnego wydarzenia, dopiero tuż zanim została wyjawiona pewna tajemnica domyśliłam się, ale nie potrafiłam w takie wyjaśnienie uwierzyć. Zakończenie pozostało otwarte, nie do końca mi się to podobało.

Jest też ciekawe spojrzenie na dzisiejszą kulturę, zwłaszcza na literaturę. Narrator nie jest pisarzem, ale obraca się w ich środowisku i ma kilka interesujących spostrzeżeń.
Petter gdyby go umiejscowić w dzisiejszych czasach sprawiałby wrażenie człowieka z innych czasów. Lepszych, moim zdaniem, kiedy choćby taki szacunek do siebie miał znaczenie, część tych przemyśleń wręcz dołuje, ale jest prawdziwa i warto dłużej się nad nimi zastanowić.

Córka dyrektora cyrku podobała mi się, choć nie zapałałam do niej jakąś wielką miłością. Mimo to polecam.

ocena: 4/6




Patrz na te arlekiny! Vladimir Nabokov
tytuł oryginału: Look at the Harlequins!
tłumaczenie:
Anna Kołyszko
wydawnictwo: Marabut
data wydania:1993
data wydania oryginału:1974
liczba stron: 200

opis: "Ostatnia powieść Vladimira Nabokova (1899-1977) to wykwintna uczta dla wielbicieli i znawców jego twórczości. Autor serwuje najwyborniejsze wątki, wety zabaw literackich. Kosztujemy najciekawszych jego przemyśleń na temat twórczości artystycznej i magii odwiecznych utarczek męsk-damskich, sycimy się oryginalnymm spojrzeniem na tożsamość i zaświaty, rozkoszujemy w zabawach literackich. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jeden szkopuł: przed zaśnięciem próbujemy wraz z bohaterem zawrócić z drogi, którą przyszło nam kroczyć... Wytężamy siły i nic! Rzeczywistość? Przeznaczenie? Strzałka czasu? Bilet w jedną stronę? I kto to wszystko wymyślił??? "



 Jak możemy przeczytać w opisie jest to ostatnia książka Nabokova. Nie byłam tego świadoma, bo często po prostu biorę jakąś książkę z bibliotecznej półki i zaczynam ją czytać, nawet bez zerkania na opis. Na pewno miało to wpływ na mój odbiór książki. Przede wszystkim nie dane mi było wyłapywać smaczków z innych książek Nabokova (przeczytałam do tej pory tylko Lolitę, więc dostrzegłam odniesienie jedynie do tej książki).

 Kiedy tak się zastanowię nad fabułą książki, to okazuje się, że niezbyt mi się podobała. Jednak Nabokov pisze takim stylem, tak pięknie bawi się słowami, że nie jestem w stanie powiedzieć, że mi się nie podobała czy jakoś ostro ją skrytykować.
 Dość ubawiło mnie to, że jest to dość krótka książeczka, a jej bohater zdążył ożenić się 4* razy :)

Nie napiszę za wiele o Patrz na te arlekiny!, bo raczej jest to powieść dla zagorzałych czytelników Nabokova, którzy na dodatek znają jego biografię. Ja ani nie przeczytałam zbyt wiele jego powieści, ani nie znam za bardzo jego biografii, więc pozostało mi jedynie delektować się jego stylem pisania.



*no dobra może nie do końca 4, ale następna kobieta już pojawiła się w jego życiu i miał zamiar się jej oświadczyć

11 marca 2014

"Gry wojenne. Patton, Monty i Rommel" Terry Brighton

tłumaczenie: Anna Sak
tytuł oryginału: Patton, Montgomery, Rommel: Masters of War
wydawnictwo: Znak
data wydania: 24 stycznia 2011
data wydania oryginału: 2008
liczba stron: 392















George Patton, Bernard Montgomerry i Erwin Rommel to postacie, które odegrały niezwykle ważną rolę podczas II wojny światowej. Warto przyjrzeć się ich dokonaniom i osobowościom.
Terry Brighton podjął się niewątpliwie trudnego zadania, jakim jest przybliżenie sylwetek tych trzech wielkich dowódców na kartach jednej książki. Czy mu się to udało? Zdecydowanie tak!

 Książka podzielona jest na trzy części. W pierwszej jest opisane dzieciństwo, lata młodzieńcze i kariera Pattona, Monty'ego i Rommla, ich udział w pierwszej wojnie światowej, a także blitzkrieg Rommla. Druga traktuje o kampanii w Afryce Północnej oraz na Sycylii i we Włoszech. Trzecia i ostatnia opisuje ostatnią fazę wojny, a więc desant w Normandii i działania mające na celu dotarcie do Berlina oraz to co działo się po kapitulacji Niemiec.

Autor opisuje nie tylko osobowości dowódców, ale także ich działania na wojennym teatrze, niekiedy spotkamy się nawet z opisem pojedynczej bitwy. Jednak nie ma sensu za dużo się po nich spodziewać, nie ma w nich szczegółowości. Nie chcę w tym momencie sprawiać wrażenia rozczarowania, wręcz przeciwnie, zostałam mile zaskoczona. Terry Brighton potrafił w swojej książce opisać wszystkie aspekty życia generałów. W wyważony sposób i bardzo umiejętnie opisał życie trzech wielkich dowódców splatając ich losy.
Narracja to trochę taka przeplatanka, raz czytamy o Rommlu, a raz o Montgomerrym, ale nie wprowadza to chaosu ani nie przeszkadza, w końcu ich losy są ze sobą powiązane.

 Nie czytam książek historycznych zbyt często, w zasadzie dopiero niedawno zaczęłam. Mam za sobą pozycje napisane dość topornym, naukowym językiem, dlatego Gry wojenne były dla mnie miłą odmianą. Język tej książki jest dość "lekki", co sprawia, że każdy, nawet laik, będzie ją czytał z przyjemnością, niektórzy nawet twierdzą, że jest napisana jak thriller.
Niestety z tego samego powodu moja wiedza o historii jest niewielka, dlatego ciężko mi zweryfikować informacje podane w tej książce. Większość jednak, poza jedną, brzmi wiarygodnie, więc sądzę, że jest dobrym źródłem pozyskiwania wiedzy o tych trzech postaciach. (poza tym zrobiłam mały research w Internecie i poczytałam kilka recenzji na portalach historycznych/militarnych, co do tego aspektu recenzenci nie zgłaszali żadnych zastrzeżeń)

Dodatkowym plusem jest to, że autor wiele razy oddaje głos samemu Pattonowi, Rommlowi czy Monty'emu cytując ich listy czy rozmowy, a także członkom ich sztabów, przyjaciołom, rodzinie. Dzięki tej książce możemy poznać osobowości dowódców, a nie tylko ich dokonania militarne.

Gorąco polecam Gry wojenne każdemu miłośnikowi historii, to dobra okazja by zapoznać się z sylwetkami Rommla, Pattona i Monty'ego.

03 marca 2014

"Miecz przeznaczenia" Andrzej Sapkowski



http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/103000/103078/352x500.jpg
seria/cykl wydawniczy: Saga o wiedźminie tom 2
wydawnictwo: superNowa
data wydania: 2010
data wydania oryginału: 1993
liczba stron: 344











 Sagę o wiedźminie czytałam już kilka lat temu (choć zbiory opowiadań całkiem niedawno- jakieś 3 lata temu), wydarzenia z niej zamazały mi się w pamięci, już nawet nie pamiętałam tak dobrze wrażenia jakie na mnie wywarła. Tym lepiej! W tym momencie cieszę się, że mam taką słabą pamięć :) Mogłam zachwycić się światem wykreowanym przez Sapkowskiego na nowo, mogłam znów przeżywać wraz z bohaterami wydarzenia, mogłam dziwić się co do niektórych (zwłaszcza zaskoczyło mnie ostatnie opowiadanie i imię Triss w pewnym miejscu, cóż, jak widać moja pamięć jest naprawdę słaba, bo nie pamiętam co się stało z Triss na końcu sagi).

W tym zbiorze opowiadań jest wiele smutku. Geralt nieraz doświadcza pogardy ze strony ludzi, ludzi którzy myślą, że są lepsi od niego. Często jest zgoła odwrotnie. I wydaje się nie dostrzegać tego, że inni potrafią być dla niego dobrzy, szanują go, lubią. Z uporem podkreśla swoją inność, uważa to za coś złego.
Do tego dochodzą problemy miłosne. Oczywiście z Yennefer. Bo przeznaczenie nie wystarczy, potrzeba czegoś więcej. Ta para jest już chyba legendarna, wszyscy, nawet oni, wiedzą, że są sobie przeznaczeni, a jednak nie są razem... Po lekturze tego tomu zapewne wszyscy nienawidzą Yennefer :)

Odniosłam wrażenie, że te problemy, rozterki, wzniosłe słowa uatrakcyjniają sagę, bo tym samym nie jest ona "pustą" przygodówką, rąbanką bez refleksji jakich wiele, jednak jednocześnie, moim zdaniem, ocierało się to wszystko o granicę banału. Mam tu na myśli zwłaszcza wątek miłosny.
I to chyba jedyna wada jaką dostrzegam. Poza tym mój stosunek do całej sagi graniczy z uwielbieniem :)

Opowiadaniem, które najbardziej mi się podobało jest Trochę poświęcenia. Jest świetne, ale zakończenie... Brak mi słów, okropne! Co do samego opowiadania, lubię je, bo możemy trochę lepiej zrozumieć Yennefer, a na dodatek Jaskier jest tu ukazany z trochę innej strony.

Czy warto się w ogóle wysilać, żeby polecać tę książkę? Jeśli ktoś jeszcze nie czytał... jest to dla mnie niezrozumiałe :) Nie dość, że kawał dobrej fantastyki to jeszcze z naszego polskiego podwórka! Pozycja obowiązkowa.



Taka ta moja opinia trochę chaotyczna ^^' Ale pisałam już o tym zbiorze opowiadań, nie chcę się powtarzać, napisałam głównie o tym co najbardziej odczułam przy czytaniu :)

04 lutego 2014

"Piekło Pacyfiku" Eugene B. Sledge

tytuł oryginału: With the Old Breed. At Peleliu and Okinawa
tłumaczenie: Władysław Jeżewski
wydawnictwo: Magnum
data wydania: 17 marca 2011
data wydania oryginału: 1981
liczba stron: 388











Miniserial, którego scenariusz został napisany na podstawie tej książki (i Helmet for My Pillow Roberta Leckiego), oglądałam już 5 czy 6 razy. Jak nietrudno wywnioskować bardzo mi się spodobał i nie mogłam doczekać się lektury Piekła Pacyfiku kiedy wreszcie trafiło w moje łapki.
Starałam się nie porównywać książki i serialu, bo to jednak, jak mówią, inna para kaloszy.

Eugene B. Sledge zaczyna swoją opowieść od tego jak został żołnierzem piechoty morskiej, zaś kończy relacją z ostatnich dni na Okinawie (jest też wzmianka o tym co robił zanim wrócił do kraju). Występuje tu mały paradoks, bo wstęp jest dość obszerny, za to zakończenie krótkie. Ale to nawet lepiej, bo przynajmniej nie jest przesycony patosem, za to napisany szczerze, prosto z serca.

Jak twierdzi napis na okładce książka ta "powstała ze sporządzanych na gorąco zapisków" i to widać, niektóre obrazy jakie roztacza przed nami autor są niezwykle sugestywne i żywe. Uważam, że Sledge świetnie poradził sobie z opisaniem okropności wojny i tego jaka ona naprawdę jest. Podczas lektury Piekła Pacyfiku nie sposób nie przeżywać emocji. Jeśli ktoś miał jakieś wyidealizowane wyobrażenia o wojnie lub tak jak jedna z postaci z filmu 9 kompania uważał, że jest ona piękna, to po przeczytaniu tej książki jego poglądy na pewno się zmieniły.

Wypadałoby także napisać coś o serialu skoro wspomniałam o nim na początku. Nadal go uwielbiam i będę go oglądać przynajmniej raz w roku (choćby ze względu na aktorów :>), ale traktuję go jako coś zupełnie odrębnego. Sledge pokazał wojnę taką jaka jest, jako "okrutne, haniebne i straszliwe marnotrawstwo", natomiast w serialu jest dość dużo patosu, choć jak na amerykański twór to i tak jest dobrze, i da się oglądnąć (a ja oglądam nawet z wielką przyjemnością).

Piekło Pacyfiku nie da poglądu na wojnę na Pacyfiku, bo sami żołnierze często nie wiedzieli jakie znaczenie strategiczne ma zdobywany teren, jaki jest cel ich działań. Daje jednak pogląd na to jaka tak naprawdę jest wojna i jakie okropności musiał znosić żołnierz (nie tylko zwykły szeregowiec). Uważam, że to lektura obowiązkowa dla każdego miłośnika historii.

ocena: 5/6

11 stycznia 2014

Czytelniczy rok 2013 na mapie

W tym roku nie robiłam żadnych podsumowań, ba pod koniec roku nie miałam nawet za bardzo czasu siedzieć w internetach.
Ten pomysł zgapiłam od Esy. Chodzi o to, ze zaznacza się na mapie świata kraj, w którym toczyła się akcja książki. Wprawdzie w tym roku nie przeczytałam dużo książek, a kilka to były książki fantastyczne, więc wiadomo- nie zaznaczę przecież na mapie świata Westeros :D
Także "szału nie ma", ale miło popatrzeć, które kraje w minionym roku "odwiedziłam" :)


Zabawę postaram się kontynuować w tym roku. Obawiam się, jednak, że kropek będzie mniej :S