10 listopada 2012

"Hinduskie zaślubiny" Sharon Maas

tytuł oryginału: Of Marriageable Age
tłumaczenie: Dariusz Wójtowicz
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: wrzesień 2012 
data wydania oryginału: 1999 (aczkolwiek nie jestem pewna)
liczba stron: 776















Zanim ktokolwiek jest w stanie skupić się na opisie, czy tak jak w moim przypadku skreśleniu kilku zdań o tej książce, nie może nie wpatrywać się przez kilka minut w okładkę. Przyznam, że był to jedyny powód, dla którego sięgnęłam po tę książkę. Jakoś kultura Indii mnie szczególnie nie interesuje, książki obyczajowe też, dlatego gdybym zobaczyła tylko opis to nie skusiłabym się. Ale zobaczyłam okładkę. I przepadłam.

Hinduskie zaślubiny to w zasadzie saga rodzinna. Poznajemy 3 różne rodziny dzięki trójce dzieci, z których perspektywy napisane są rozdziały. Nat i Savitri mieszkają w Indiach, dzieli ich jednak różnica czasu- historia chłopca toczy się pod koniec lat 40 ubiegłego wieku, a dziewczynki na początku lat 20. Trzecim dzieckiem jest Sarojini, mieszka ona w Gujanie Brytyjskiej w połowie lat 50 dwudziestego wieku.
Początkowo wydaje się, że zupełnie nic ich nie łączy. Poznajemy ich dzieciństwo, widzimy jak dorastają. Jednak uważny czytelnik już po pierwszych 200 stronach książki zauważy, że jednak te trzy historie to tak naprawdę jedna.

Mimo, że dość szybko dostrzegłam pierwsze powiązania pomiędzy bohaterami to, aby poznać wszystkie tajemnice musiałam doczytać do końca. Najciekawiej było pod koniec książki kiedy moje przypuszczenia przypominały mecz tenisa. Przekonanie, że wiem kto jest kim wędrowało to na jedną, to na drugą stronę. (wyglądało to mniej więcej tak: Nat nim jest! 20 stron później: nie, nie jest! 15 stron później: jest! 15 stron później: nie jest! i tak do końca ;) ) Sharon Maas w zgrabny sposób zachowała równowagę, bo książka była tajemnicza właściwie od początku do samego końca, z tym, że po drodze odkryła kilka sekretów, ale zachowała co nieco na zakończenie. Wielu autorów nie zachowuje umiaru, bo albo tajemnic jest za dużo i niczego nie ujawniają, albo wszystko wiadomo już od połowy i książkę kończy się tak dla zasady.

Objętość Hinduskich zaślubin może przerażać, ale wierzcie mi książkę czyta się tak szybko, że nawet nie zauważycie kiedy skończyliście. (wiem, wiem ja akurat nie powinnam tego pisać, bo czytałam ją z miesiąc, ale ilość dni kiedy faktycznie ją czytałam to pewnie 7-8) Język jest lekki, akcja wartka, nie ma napięcia, bo to przecież nie kryminał, są za to zagadki, które pobudzają ciekawość czytelnika i każą mu powracać do przerwanej lektury. Język jest lekki, jak już pisałam, ale nie trywialny, nie jest też jednak poetycki, po prostu trzyma dobry poziom. Choć czasem autorka starała się nadać mu poetyckości co w dwóch przypadkach sprawiło, że się zaśmiałam. Jednak wyłącznie dlatego, że z tej poetyckości wynikła tylko zawiłość, którą trudno było zrozumieć, ale jak pisałam zdarzyło się to dwa razy.

Bohaterowie w książce Sharon Maas są zróżnicowani, a dzięki opisom ich przeżyć czy przemyśleń możemy dobrze poznać motywację ich działań czy relacje z innymi.
W zasadzie wszystkie ich problemy skupiają się właśnie wokół zaślubin. Dla nikogo nie będzie rewelacją, że w hinduskich rodzinach praktykowane były aranżowane małżeństwa. I z tego co wiem nadal są. Cóż, smutny to los młodych ludzi kiedy muszą wziąć ślub z zupełnie nieznaną osobą, tym bardziej dla tych, którzy są zakochani w kimś innym, a ich rodzina tego nie akceptuje, wręcz karze ich za to. Niestety dotyczy to również mężczyzn, o czym się tak głośno nie mówi. Z tymi właśnie problemami borykają się bohaterowie Hinduskich zaślubin. Oprócz powieści obyczajowej, sagi rodzinnej, książki ukazującej kulturę Indii, jest to zapis drogi do wolności, walki o wolność podejmowanej przez młodych ludzi.

Hinduskie zaślubiny to powieść godna polecenia nie tylko dla miłośników Indii, ale także powieści obyczajowej czy sagi rodzinnej. Znajdziemy w niej interesującą koncepcję sagi rodzinnej, bo początkowo nic na to nie wskazuje i wiele sekretów, których będziemy ciekawi. A ogólnie rzecz biorąc to po prostu  dobrze napisana książka.
ocena: 5/6


Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

04 listopada 2012

Krótko i na temat (2)

Ale wstyd... Taki zastój był u mnie na blogu, a ja nie wykorzystałam żadnego posta z wersji roboczych... Ten miał chyba być opublikowany, ale wtedy z tego co pamiętam opublikowałam kilka postów w krótkim czasie a potem o nim zapomniałam. Ale nic dziwnego, że nawet nie wpadłam na wykorzystanie wersji roboczych skoro ostatnio zdarza mi się zniknąć z blogosfery nawet na tydzień. I żeby chociaż aż tak zaabsorbowało mnie życie...
Ale koniec babskiej paplaniny, przejdźmy do moich krótkich opinii.

Ja, diablica Katarzyna Berenika Miszczuk  

wydawnictwo: W.A.B.
data wydania: październik 2010
liczba stron: 416
 opis:"Gdy dwudziestoletnia Wiktoria zostaje zamordowana, zaczyna nowe życie. Dosłownie. Trafia do piekielnego Los Diablos, gdzie dostaje intratną posadę diablicy. Jej zadaniem jest targowanie się o dusze zmarłych, czyli potencjalnych nowych obywateli Piekła. Jednak Wiktoria nie potrafi pogodzić się ze swoją przedwczesną śmiercią, dlatego ciągle wraca na ziemię. Postanawia też zawalczyć o miłość swojego życia i... wybrać między przystojnym diabłem Belethem a śmiertelnikiem Piotrem. Ja, diablica to wybuchowa mieszanka dwóch rzeczywistości - ziemskiej i piekielnej; to również korowód barwnych postaci, takich jak neurotyczna Śmierć, narcystyczna Kleopatra (tak, TA Kleopatra) czy diaboliczny Azazel, którego plan przewiduje zdobycie władzy nad całym światem piekielno-niebiańskim. Pisarka umiejętnie korzysta z dobrze znanych, popkulturowych tematów, odświeża je i bawi się nimi. Łącząc najlepsze cechy romansu, kryminału i powieści fantasy, stworzyła pełną humoru i - mimo kontrowersyjnego tematu śmierci - delikatnie zmysłową książkę."
 Pomysł na książkę po prostu świetny. Bardzo ciekawa i nowatorska wizja piekła i nieba. To mogła być świetna książka. Mogła. Nie podobał mi się język jakim została napisana. Poza tym autorka jakby nie poradziła sobie z zasadami wykreowanego świata, np. kilka razy diabły mogły skorzystać ze swoich mocy, ale nie wiadomo dlaczego tego nie zrobili czy robili coś czego w zasadzie nie mogli robić. Ich walki nie były ciekawe, ot takie naparzanki mieczami, można się było spodziewać czegoś więcej, zwłaszcza, że mieli także ciekawe moce, które rzadko wykorzystywali.
Nie będę się rozwodzić nad tym co poza tym mi się nie podobało, bo mogłabym wejść na grunt subiektywny, poza tym tak już mam, że o książkach słabych raczej nie piszę. Po prostu najbardziej raził mnie język i jakaś taka naiwność (bohaterki, fabuły). Książka niezbyt nadaje się nawet jako czytadło.
 ocena: 2/6
 
Shogun James Clavell 
tytuł oryginału: Shōgun
czas trwania: 55h 45m 08s 
czyta: Ryszard Nadrowski

(wersja papierowa:
tłumaczenie: Małgorzata Grabowska, Andrzej Grabowski
tytuł oryginału: Shōgun
wydawnictwo: Vis-à-vis/Etiuda
data wydania: 2008 (data przybliżona)
liczba stron: 1136)

opis:
"Przełom wieku XVI i XVII w Japonii jet także przełomowy dla jej historii. To czas zwieńczenia zjednoczenia Japonii, rozpoczęty przez Odę Nobunagę a kontynuowany przez Toyotomi Hideyoshiego. Angielski pilot John Blackthorne wraz z holenderską ekspedycją handlową przybywa w 1600 r. do wybrzeży Japonii. Tam początkowo zostaje pojmany, by następnie stać się samurajem i zaufanym doradcą miejscowego daimyo Toranagi. Na przeszło tysiącu stron Clavell kreśli, od wiosny do jesieni, historię tego przełomowego dla dziejów Japonii roku. Na tle autentycznych zdarzeń przedstawia losy pojedynczych postaci od Anglika pałającego zakazaną miłością do Mariko-san, poprzez kolejnych samurajów z Toranagą na czele, na Europejczykach w równej mierze wplątanych w skomplikowane intrygi skończywszy. Jak należy od tego akurat autora oczekiwać, realia historyczne są tu przedstawione bardzo wiernie."

Słuchałam tego audiobooka ponad rok... Nie dlatego, że książka była nudna, ale sami pomyślcie to prawie 56 godzin, a ja słuchałam tego w drodze z lub do szkoły (czyli jakieś pół godziny) i to nie codziennie, a w tym roku nawet chyba wcale. Choć były i okresy, że porzucałam czytanie książek na rzecz słuchania Shoguna.
Niestety nie zachwyciła mnie ta książka, ale jestem niemal pewna, że byłoby tak gdybym ją czytała. Zapewne wtedy bym się w nią bardziej wciągnęła, na pewno szybciej bym ją skończyła. A tak uważam ją po prostu za bardzo dobrą.
Nie wiem na ile ostatnie zdanie opisu jest prawdziwe, ale dużo się z tej książki dowiedziałam o dawnej Japonii i samurajach. I w sumie jest to największy plus tej książki, bowiem Clavell roztacza przed nami szeroką panoramę japońskiego społeczeństwa, a wszystko opisuje ciekawie i przystępnie, wdzięcznie wplatając w fabułę.
Co do samej fabuły skupia się ona na Blackthornie i Toranadze. Jest ciekawa, a tempo akcji dość dynamiczne. Jedynie zakończenie mi się nie podobało, zupełnie jakby autor wpadł w trans, pewnego dnia się z niego wybudził i nie wiedział co począć ze swymi bohaterami.
Książkę polecam przede wszystkim miłośnikom Japonii, historii i samurajów :)
ocena: 4,5/6 

Tortilla Flat John Steinbeck
tytuł oryginału: Tortilla Flat
tłumaczenie: Jan Zakrzewski
seria/cykl wydawniczy: Kolekcja Gazety Wyborczej - XX wiek tom 8
wydawnictwo: Mediasat Poland
data wydania: 2004 (data przybliżona)
data wydania oryginału: 1935
liczba stron: 157
opis:
""Tortilla Flat" to opowieść o Dannym, o domu Danny'ego, o przyjaciołach Danny'ego i o tym, jak Danny, jego dom i jego przyjaciele stali się nierozerwalną całością.

Danny i jego przyjaciele są paisanos i wszyscy, poza dzielnym Piratem, czują głęboką pogardę do pracy. Żyją z grabieży i resztek wyżebranych w restauracjach przez Pirata dla jego pięciu psów. Gdy ich czas nie upływa ani na rozglądaniu się za pożywieniem, ani na zalecaniu do dzielnicowych prostytutek, ani na spaniu, poświęcany jest wielkim pijaństwom. Toteż głównym zajęciem Danny'ego i jego przyjaciół, zajęciem wymagającym przemyślnych strategii, jest walka z wrogim światem o wino.
"
 
Szczerze mówiąc sama nie wiem co sądzić o tej książce, chyba najlepiej opisują ją jej bohaterowie:
-To nie jest dobra historia. Za dużo tu różnych zdarzeń i za dużo lekcji moralnych. A jedne występują przeciwko drugim. Ta opowieść ciężko wchodzi do głowy. I nie dowodzi niczego.-(...) Mnie się podoba, bo nie ma żadnego specjalnego znaczenia, które od razu widać, a jednocześnie zdaje się coś znaczyć. Tylko nie wiem co.
 Z jednym się tylko nie zgodzę- opowieść łatwo wchodzi do głowy, przeczytałam ją w jeden dzień.
Ale nie mogę rozgryźć o co w niej chodzi, poważnie, myślę, myślę i nic nie wymyśliłam.
Jest w niej świetnie ukazana kalifornijska prowincja i środowisko "kloszardów". Jednocześnie Tortilla Flat jest pełna paradoksów i groteski, choćby dlatego, że w usta tych prostych ludzi wkładane są nieraz filozoficzne zdania.
Można ją potraktować jako historyjkę o wesołym życiu pijaczków jak sugeruje jeden z rozmówców w cytacie, ale też można poszukać czegoś głębszego. Mnie niestety chyba brak wiedzy albo to po prostu nie te czasy, bo wybieram to pierwsze.
Oceny brak, bo nadal czuję konsternację po przeczytaniu Tortilla Flat. Czemu? Bo to Steinbeck, oczekiwałam czegoś więcej, a niskiej oceny wystawić nie potrafię.

Cytaty:
"Nie jesteś zdrowy. (...) W twoim sercu tkwi cierń gorzkiej tajemnicy."
"Tego ranka mgła spowijała słońce, które po wielu bezskutecznych próbach poddało się i wycofało za pokłady stalowej waty. Z sosen skapywały brudne krople rosy, a na szarych twarzach nielicznych ludzi, którzy kręcili się poza domem, dzień odbijał się ponurymi spojrzeniami. Nie padały nawet przyjazne słowa powitania, zabrakło owej idealistycznej naiwności, która zawsze każe nam przypuszczać, że nowy dzień będzie lepszy od minionych."

01 listopada 2012

Stosik listopadowy

Po pierwsze informacja: żyję, mam się dobrze. Nie czytam z różnych powodów, ale to nieważne. Ważne, że nie opuściłam ani nie zamierzam opuścić blogosfery. W każdym razie nie odejdę bez pożegnania ;)


A teraz coś co tygryski... eee mole czytelnicze lubią najbardziej ;)
Pierwsza książka to lektura z biblioteki, dalej egzemplarz recenzyjny od Prósa (dziękuję! :)) (jak widać czytam, idzie mi to dość opornie, ale nie z powodu książki), wygrana za głosowanie w Złotej Zakładce, prezent urodzinowy od znajomych i 3 książki do recenzji od Muzy (dziękuję! :))

5 z 7 książek tu obecnych przeczytam na 100% w najbliższym czasie. Choć w zasadzie jest to chyba pierwszy stosik na tym blogu, który jest złożony z najnowszych nabytków, a które są jednocześnie lekturami na najbliższy czas, bo jak już "uporam się" ;) z książkami do recenzji to pewnie przeczytam Czarną bezgwiezdną noc, bo przyszedł czas na Kinga :) Także zostanie tylko Syrena, ale może na nią ochota przyjdzie po Kingu, czas pokaże ;) Jak na razie mam nadzieję, że dobrnę wreszcie do końca Zaślubin :P

09 października 2012

"Saga o Rubieżach" Liliana Bodoc

tytuł oryginału: Los días del Venado oraz Los días de la Sombra
tłumaczenie:
Iwona Michałowska-Gabrych
seria/cykl wydawniczy: Saga o Rubieżach tom 1-2
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: sierpień 2012
data wydania oryginału: 2000 i 2002
liczba stron: 728

Liliana Bodoc to argentyńska pisarka i głównie tym mnie skusiła. Nigdy nie czytałam niczego fantastycznego co pochodziłoby z hiszpańskojęzycznego kraju, więc na książkę tę rzuciłam się żądna nowych wrażeń i ogromnie zaciekawiona.

Na Sagę o Rubieżach składają się dwa tomy- Dni Jelenia oraz Dni Pomroki. Są to dzieje ludów Żyznych Ziem, które zmagają się z najeźdźcą. Podczas trwania akcji obu powieści towarzyszymy głównie jednej rodzinie Husihuilków. Oczywiście mamy do czynienia z wieloma innymi rasami, ze zwykłymi ludźmi jak i wielkimi czarownikami, mamy także okazję podglądnąć potężnego wroga, Misaianesa, w jego kryjówce, jednak to właśnie ta niepozorna rodzinka towarzyszy nam od pierwszej do ostatniej strony.
Na Żyznych Ziemiach trwa nieustanna walka o wolność. Czy mieszkańcy stawią opór wrogowi i wyślą go na dobre za morze, czy poniosą klęskę?

Świat wykreowany przez Lilianę Bodoc zasługuje na uznanie. Trochę przypomina nasz współczesny w kształtach kontynentów i jego mieszkańcach. Husihuikowie bowiem przypominają Indian. Poza tym jeśli chodzi o zarys akcji można odnaleźć podobieństwa z Władcą Pierścieni. Nie jest to jednak kopiowanie, a inspiracja. Bo czyż Misaianes nie przypomina Saurona? A nagle znikający i pojawiający się w odpowiednim momencie Kupuka nie przywodzi na myśl Gandalfa? 

Świat Sagi o Rubieżach jest malowniczy i warty poznania, a autorka przedstawia wiele ciekawych pomysłów, jednak… To by było na tyle jeśli chodzi o plusy powieści. Długo zastanawiałam się co jest z nią nie tak i w końcu wymyśliłam. Oprócz schematyczności powodem, dla którego książkę tę „męczyłam” przez tak długi czas był brak napięcia. Niestety, ale nie potrafiłam się wciągnąć w Sagę o Rubieżach, odkładałam ją i nie miałam ochoty czytać. Jeszcze chyba nigdy nie spotkałam się z takim całkowitym brakiem napięcia, który zaowocował całkowitym brakiem wciągnięcia… Jestem molem czytelniczym, na dłuższą metę „usycham” bez książek, bez nawet odrobiny ogłupiającego czytadła, ale Saga mnie ani trochę nie przyciągała, nie kusiła kiedy leżała na półce i czekała aż do niej wrócę.

Nie polecę Sagi o Rubieżach, gdyż zwyczajnie mi się aż tak nie podobała. Dostaje wysoką ocenę jedynie za świat powieści, naprawdę ciekawie wykreowany oraz za sympatycznych bohaterów. Kto lubi fantasy pewnie kiedyś się skusi, a reszta zdecyduje sama.
  
ocena: 3/6

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

01 września 2012

-Puk, puk. -Kto tam? -Stos!

W sumie tak jak w nagłówku wyglądało tworzenie się tego stosu, bo poza jedną książką, całą resztę przyniósł listonosz :)

Książki wydawnictwa Prószyński i S-ka oraz Muza otrzymałam od wydawnictw- dziękuję! :)
Poza Sagą o Rubieżach wszystkie są już zrecenzowane. Teraz dopiero zdałam sobie sprawę, że powinna się tu znajdować Do następnych mistrzostw, ale niestety o niej zapomniałam... :S
Oto krew moja wygrana od portalu Zbrodnia w Bibliotece w konkursie na recenzję lipca (byłam jednym z tych szczęśliwców, którzy dostali "nagrody pocieszenia" i zostali wylosowani :) )
Absolwenci dostałam od mamy :)